David Zamos, młody student chemii, sam wyprowadził w pole watahę prawników giganta. Wczoraj Microsoft wycofał swój pozew z sądu w Ohio przeciwko chłopakowi, na co ten odpowiedział tym samym i również wycofał swój przeciwko gigantowi z Redmond, donosi The Register.
Wszystko zaczęło się kilka miesięcy temu, gdy student chemii na Kent State University zakupił sobie w studenckiej księgarni programy Windows XP Pro i Office XP Pro, uzyskując jeszcze dodatkową zniżkę na wersję edukacyjną.
Zapłacił 60$ i wrócił do domu, gdzie stwierdził, że on tak naprawdę to wcale nie potrzebuje tego oprogramowania, a pieniądze chętniej wydałby na piwo. Wrócił zatem do sklepu by zwrócić zakup, ale ten nie przyjął programów.
Zamos poszedł więc po rozum do głowy i umieścił oprogramowanie na eBay'u za 203$. Tam błyskawicznie wytropili go "detektywi" giganta, którzy wysłali e-mail do Davida z pytaniem czy dysk z oprogramowaniem zawiera klauzulę: 'not for retail or OEM distribution' (z ang. nie przeznaczone do sprzedaży w cenie detalicznej ani do dystrubycji ze sprzętem komputerowym). Po otrzymaniu od niego pozytywnej odpowiedzi, skierowali sprawę do sądu.
Student został oskarżony o nielegalne rozprowadzanie kopii oprogramowania giganta. W pozwie prawnicy giganta napisali, iż "Microsoft poniósł i będzie ponosił znaczące uszczerbki na biznesowej reputacji i dobrym imieniu firmy oraz stracił nie ustaloną jeszcze kwotę pieniędzy". Ponadto napisano, iż "czyn oskarżonego spowodował dla firmy niepowetowane szkody".
Microsoft ubiegał się od Zamosa o zwrot honorariów prawników oraz zysk, kóry miał uzyskać na odsprzedaży programów na eBay. Przypomnijmy, iż David kupił programy za 60 USD i chciał je sprzedać na aukcji za 203 USD.
Nikt by się nie zdziwił gdyby chłopak przegrał ze światowym potentatem, na którego usługach pracuja najbardziej "łebscy" prawnicy w Stanach. Sprawy potoczyły się jednak inaczej.
Zamos stwierdził, że nie jest ani detalicznym sprzedawcą, ani nie próbował rozprowadzać programów ze sprzętem komputerowym. Nie pozostał więc dłużny gigantowi z Redmond i złożył kontrpozew, w którym przedstawił wiele zarzutów.
Najważniejsze z nich dotyczyły utrudniania zwrotu zakupionego towaru, manipulowanie cenami tych samych produktów przeznaczonych do różnych dystrybucji, wprowadzanie klienta w błąd i czynienie ze zwrotu towaru (absolutnego prawa Amerykanów) czynność niekomfortową, a czasem i niemożliwą.
Po dwumiesięcznej batalii informacje o procesie dotarły do największych gazet w Ohio i wtedy Microsoft przestraszył się, informuje The Register. Prawnicy giganta zaoferowali chłopakowi, że wycofają pozew jeśli on wycofa swój. Ten jednak się nie zgodził i zażądał przeprosin oraz zwrotu pieniędzy za wydruk dokumentów, a na to z kolei nie przystał Microsoft. W końcu osiągnięto porozumienie, ale warunki ugody są nieznane.