Komentarze

do: SPORE podbija Polskę

Komentarze:

comments powered by Disqus

Komentarze archiwalne:

  • ~NDyA
    [w odpowiedzi dla: ~Michał]

    Ze starforcem też miałem problemy, ale z gierką UFO: Afterlight (czy jakoś tak - w Polsce UFO : decydujące starcie). To zabezpieczenie podmienia sterowniki do napędów CD, dlatego po zainstalowaniu mogą pojawić się problemy. Można je oczywiście usunąć, ale nie jest to robione podczas odinstalowywania gry !!! Zamiast tego trzeba przed usunięciem uruchomić z cmd program starforce z opcją driver:uninstall czy jakoś tak (jest help dodany, więc chwała im za to). Problem w tym, że po odinstalowaniu gry jest już trochę za późno, ponieważ programik jest usunięty =/. Aby ostatecznie usunąć niechciany sterownik i wrócić do poprzedniego trzeba ponownie zainstalować grę i wykonać to co opisałem powyżej.

    EA sobie nieźle pogrywa, a to dlatego, że wydaje im się, że tworzą porządne gry. Większość ich produkcji to jednak odgrzewane 15 razy kotlety (Sims, NFS), brak natomiast czegoś wyjątkowego.

    Ciekawe jak będzie z nadchodzącymi grami od Blizzarda. W sumie żadna z ich gier nie ma sobie równych. Mam nadzieje, że ich zabezpieczenie nie będą na tyle uciążliwe żeby nie dało się swobodnie grać.

    15-09-2008, 02:42

    Odpowiedz
    odpowiedz
  • ~Freja

    Spore, czyli: save your money

    Spore, legendarny Spore [tm]. Miałam okazję zagrać w dzieło(?) zapowiadane od 3 lat jako powtórne nadejście mesjasza, rewolucja w świecie gier komputerowych i symulator wszystkiego, któremu Civilization czyścić może buty. Miałam okazję, i chcę wszystkich przestrzec.

    Na początek może czym Spore nie jest. Otóż nie jest z pewnością tym, za co się podaje, tzn: grą strategiczną, multisymulatorem ewolucyjnym, w którym każda podjęta decyzja owocować będzie przyszłymi konsekwencjami.

    Czym jest? Jest zespołem 5, luźno powiązanych ze sobą, gierek familijnych powiązanych ze sobą interfejsem edytora: komórek, stworów, budynków pojazdów. Edytor ten ma ogromne możliwości... plastyczne. Szkoda tylko, że czas poświęcony na projektowanie obiektów nijak nie przekłada się na ich osiągi i przyszłą użyteczność, ale po kolei...


    1. Komórka
    Casual na 5-15 min, najfajniejsza i najlogiczniejsza część gry. Poruszasz się w praoceanie mikroorganizmem, który pożera mięsko lub roślinki potrzebne mu do rozwoju i wzrostu. Zbiera też "technologie ewolucyjne". Można zdobyć je, uśmiercając inne stworzenia, dysponujące daną technologią. Sympatyczne jest obserwowanie wzrostu swojego stwora i tego, jak nasi ogromni wrogowie maleją i drobnieją z każdym poziomem.

    "Ewolucyjność" Spora jest cokolwiek dziwna. Nowe "wynalazki" zdobywamy na innych i w każdym momencie możemy kompletnie przebudować postać, tak by nijak nie była podobna do przedstawicieli poprzedniej generacji. Brakuje w tym jakiejś konsekwencji rozwojowej. Aż się prosi, by rozwój opierał się na "drzewie technologii". Mamy łapy poziom 3, inwestujemy w łapy poziom 4 lub decydujemy się na atrofię do poziomu 2. Jeszcze ciekawiej mogłoby być, gdyby stwór sam rozwijał te rodzaje organów, z których aktywnie korzysta, ale o czym ja tu w ogóle mówię.

    Etap komórki jest też najbardziej logicznie dopracowany. To czy masz paszczę na głowie, czy na d.... oraz z której strony umieścisz sobie kolce wpływa na nasze wyniki podczas starcia z innymi, o czym programiści zapominają już w fazie lądowej. Ból zaczyna się w chwili wyjścia na ląd.


    2. Stwór
    Jw. 15-30 m. Gra mówi nam: wykształć kończyny i wyjdź na ląd. W praktyce kończyny mają walor zasadniczo estetyczny. Gra akceptuje stworzenia beznogie lub balansujące na pojedynczym wyrostku kostnym. Podejrzewam, że dałoby się tu nawet chodzić na rzęsach, ale nie próbowałam. Mając łapy poruszasz się co prawda troszkę szybciej, troszkę... Łapy warto jednak wytworzyć, choćby po to, by przekonać się, że jeśli umieścimy sobie otwory gębowe z tyłu pod kolanami, w niczym nie przeszkodzi to naszemu stworowi w walce i zdobywaniu pokarmu. Istota szuka czegoś przed sobą pozbawioną narządów przednią częścią ciała, po czym kłapie paszczęką, umieszczoną na drugim jego końcu, a pokarm teleportuje się do jej wnętrza. Podobnie sprawa wygląda w czasie walki. Poznawszy tą właściwość, odeszła mi kompletnie ochota na "optymalizowanie" konstrukcji stwora. Nie ważne gdzie, jak i w jakich ilościach umieścimy dany narząd, liczy się sam fakt posiadania np. rogów na poziomie 3. Premie pochodzące z różnych narządów nie sumują się.

    Zasadniczo robimy tutaj to samo co w morzu, tzn: zjadamy innych (lub zaprzyjaźniamy się), zbieramy kawałki DNA z nowymi technologiami, opracowujemy wygląd nowych stworów. Nowością jest możliwość operowania w niewielkim stadzie. Zasadniczo jednak w porównaniu z fazą komórki, gierka wieje nuuudą. Na szczęście etap ten szybko się kończy.

    3. Wioska
    30-6 m. Uproszczona wersja, uproszczonej wersji Age of Empires. Około 10 ludków, 3 rodzaje broni i 3 rodzaje instrumentów (muzycznych/dyplomatycznych). Jedo miasto, w którym można stawiać kilka rodzajów budynków (tylko w wyznaczonych na to miejscach). Jeden surowiec: jedzonko, potrzebny do budowy nowych ludków. Brak możliwości zakładania nowych miast. Zabawa kończy się po podbiciu (obłaskawieniu) 5-6 miast innych plemion.

    Wypracowany "ewolucyjnie" wygląd naszego stwora nie ma żadnego wpływu na jego osiągi w fazie wioski, można go z resztą kompletnie przebudować przed wejściem do tej fazy. Owszem: wszystkie ludki wyglądać będą dokładnie tak, jak je sobie ulepimy, ino nic z tego nie wynika.


    4. Cywilizacja
    1-2 h Z Sidową Civilization wspólną ma tylko nazwę. W zasadzie repeta fazy wioskowej tyle tylko, że zbieramy przyprawę (sic!) z gejzerów, a do opanowania mamy całą planetę, czyli kilkanaście miast, a do dyspozycji 1 (słownie jeden) rodzaj pojazdu lądowego, wodnego i powietrznego. Owszem każdy z nich możemy sobie bardzo dokładnie w szczegółach zaprojektować, tylko bardzo niewiele z tego wynika. Różnica natomiast pomiędzy budynkiem miejskim projektowanym przez 5 godzin, a tym zbudowanym z 5 sekund z 3 klocków jest (poza estetyczną) dokładnie żadna.

    Faza (konsekwentnie, bo widać taka tu koncepcja) rozgrywana w oderwaniu od poprzednich.


    5. Kosmos
    Prawdopodobnie kilka-kilkanaście godzin grania. Najprawdopodobniej ma być to właściwa część gry. Z całą pewnością nie jest to gra strategiczna, szybciej jakaś przygodówka. Ot latamy sobie jednym (powtarzam jednym) stateczkiem po galaktyce. Oczywiście możemy go sobie zbudować od podstaw i pomalować w różowe kropki. Zastrzeżenia co do przekładalności naszej inwencji twórczej na osiągi maszyny podobne jak przy projektowaniu stworów i pojazdów.

    Możemy latać na planie galaktycznym, możemy schodzić po skali pojedynczych układów, możemy latać ponad planetą. Ładnie to nawet wygląda - takie asteroidki rodem z małego księcia. Nasze dowództwo zleca nam zadania: poleć tam, złap stwora, to przewieź, tam poszukaj nowej technologii. Strategiczność tego etapu polega na możliwości kolonizowania, terraformowania obcych planet (znów naszym jednym stateczkiem).

    Tej części jeszcze nie przeszłam, ale nie mam pewności, czy starczy mi na to siły i czy, w ogóle warto.


    Podsumowanie
    Czy ktoś wie ile pudełek kolorowej plasteliny można kupić za cenę 130 zł?

    15-09-2008, 09:27

    Odpowiedz
    odpowiedz
  • ~Kastro
    [w odpowiedzi dla: ~Freja]

    Utwierdziłaś mnie w przekonaniu, że mój kumpel, który tak zachwycał się tą grą wyrzucił pieniądze w błoto. Spodziewałem się, że tak będzie, no ale kumpel wolał zagrać od razu niż poczekać parę miesięcy po premierze na pierwsze opinie =).

    Nie ma to jak skutecznie utopić 170 PLN =D

    15-09-2008, 10:04

    Odpowiedz
    odpowiedz
  • ~szybki

    @niczyj
    Czytaj lincencję - tam masz zwykle dokładnie napisane ZA CA płacisz. Od wielu lat lupując grę w pudełku, kupujesz nośnik z produktem i _prawo do korzystania_ z tego produktu na warunkach, które ustala producent. Sorry.

    @~NDyA
    ,,Jeżeli będzie się pozwalać na takie frywolne zagrywki producentom to niedługo doczekamy czasów, w których kupując grę płacisz jedynie za 20 godzin rozrywki, a za każde kolejne będziesz musiał znowu zapłacić.''

    Blizzard tak zrobił z WoW i nikt nie marudził.

    15-09-2008, 11:51

    Odpowiedz
    odpowiedz
  • ~gorylek

    "Blizzard tak zrobił z WoW i nikt nie marudził. "

    Nie ma co porównywać gier SP/MP do MMORGP.

    15-09-2008, 13:13

    Odpowiedz
    odpowiedz
  • ~Michał

    @szybki
    1. Zwróć uwagę, że 99% gier kupowana jest dla własnej przyjemności, czyli w warunkach obrotu konsumenckiego ze wszystkimi tego konsekwencjami, w tym katalogiem klauzul niedozwolonych i skutecznymi erga omnes orzeczeniami SOKiK - aż się dziwię, że ludzie w PL dotknięci takimi represjami częściej tego nie zgłaszają UOKiK - to są naruszenia ZBIOROWYCH INTERESÓW.
    Jesteś pewnie kolejnym z tych, którzy uważają że producenci softu mogą wszystko (odnosząc to do kupna np: butów jakoś masz pewnie inne zdanie, bo pewnie nie kupiłbyś butów, w których możesz wyjść na zewnątrz tylko 3 razy, a potem nie nadają się do użycia). Idąc tym tokiem rozumowania proponuję byś zawarł umowę na używanie softu w stylu - zagrasz w ulubioną grę jak oddasz nerkę ;>

    2. I Blizzardowi bokiem to wyszło. Pomimo ogromnej popularności uniwersum WoW ludzie byli bardzo niezadowoleni z tego pomysłu płacenia co miesiąc i wielu odstręczyło to od WoW. Na tym posunięciu Blizzarda wyrosła popularność innych MMPOGów w stylu Nightffall i wielu innych. Nie mówię że Blizzard na WoW nie zarobił (EA na Spore pewnie też zarobi, zawsze znajdą się bezkrytyczni fani różnych Simsów itp), po prostu mógłby zarobić O WIELE WIĘCEJ bez tych debilnych restrykcji zwróconych przeciw swoim klientom, bo piraci jedzą takie zabezpieczenia singli na śniadanie.

    Kolejny raz tu deklaruję - pomimo że mam WSZYSTKIE C&C jakie wydano do tej pory, uniwersum RedAlert jest moim ulubionym z tej serii, RedAlert3 NIE KUPIĘ do czasu gdy EA nie wycofa się z tego zabezpieczenia. Jeśli EA będzie twierdziło, że wie lepiej od graczy co jest dla nich dobre nie kupię wcale. To dopiero się EA opłaci jak takich ludzi będzie więcej, a oburzenie jest powszechne.

    15-09-2008, 13:18

    Odpowiedz
    odpowiedz
  • ~NDyA
    [w odpowiedzi dla: ~gorylek]

    Dokładnie, gier single player ni jak nie da się porównać do MMORPG. W tych drugich trzeba zarządzać postaciami graczy, uniemożliwić zewnętrzną modyfikację postaci (co się zdarza w wielu grach multiplayer, np. Diablo), zapewnić odpowiedni dostęp do serwerów i ich utrzymanie. Rozumiem więc potrzebę płacenia za tego typu usługi, a co za tym idzie odpowiednie nadzorowanie tego procesu i kontrolę.

    Co prawda wolałem model biznesowy Tibii, możesz grać za darmo na darmowych serwerach (płatny jest tylko jeden :P, pozostałych ~40 nie). Masz ograniczony model rozrywki, nie masz dostępu do określonych miejsc w świecie gry, ale nadal możesz do woli grać. Jak Ci się spodoba to możesz wykupić sobie np. miesiąc gry premium i grać bez ograniczeń. Jak Ci się wykupiony czas skończy to postać traci statusy dostępne dla premium i wraca na główny kontynent (jeżeli była w miejscu dostępnym tylko dla premium). Po ponownym zakupie odzyskuje się zdobyte wcześniej statusy.

    Między innymi z tego powodu nie zainteresowałem się WoW'em. No i poza tym za Tibie nie trzeba nic płacić i ma niższe wymagania =).

    15-09-2008, 14:11

    Odpowiedz
    odpowiedz
  • ~NDyA
    [w odpowiedzi dla: ~]

    W Tibii nie chodzi za bardzo o fabułę, ale o społeczność. Zawsze mnie bawiły swoiste wojny polsko-szwedzkie (zazwyczaj wygrywali Ci drudzy =) ), albo układy między gildiami.

    Sama gra rzeczywiście nie ma takich możliwości jak WoW, ale potrafi być przyjemna i relaksująca - szczególnie jak ma się kumpli. Co do sprzedaży itemów to dotyczy to również WoW'a, a samych leveli czy bonusów kupić się nie da (chyba, że kupi się dużo wirtualnej kasy za prawdziwe dolary - ale to na aukcjach, bo sam producent tego nie oferuje rzecz jasna).

    Co do zabezpieczeń - kupując takie produkcje dajemy znak producentom, że wszystko jest ok. A wcale tak nie jest. Jestem całkowicie przeciwny utrudnianiu życia zwykłym poczciwym graczom, którzy nieraz wydają grube pieniądze na swoje tytuły. Jeżeli gra wymaga ode mnie więcej niż włożenia płyty, zainstalowania i ewentualnego restartu to jej nie kupię.

    15-09-2008, 15:05

    Odpowiedz
    odpowiedz
  • Lukaszeq
    m
    Użytkownik DI Lukaszeq (302)

    Niestety nie wiem, czy przyjrzę się tej grze bliżej. Po pierwsze, nie bardzo mnie rajcują zręcznościowe RTSy, po drugie, rzadko się zdarza - lecz jednak - żeby gra odpychała mnie tak swoją stylistyką. Niesamowicie niepodoba mi się chara-design i generalnie pastelowe kolorki w klimatach Viva Pinata. Po trzecie - to już było: Black & White chociażby... Nie wiem, czym się zachwycać. Nazwiskiem Willa Wrighta?

    15-09-2008, 15:28

    Odpowiedz
    odpowiedz
  • Cardill
    m
    Użytkownik DI Cardill (922)
    [w odpowiedzi dla: ~]

    "Guild Wars to zupełnie inny typ rozrywki i zarazem zupełnie inny gatunek. Nie ma porównania."
    Grałem o obydwa i gatunek nie jest aż taki inny. Chwała jednak, że jest, bo lepiej mi się gra w GW.
    Co mnie bardzo boli GW2 będzie bardziej podobny do WoWa, ale nie o to chodzi.

    GW2, pomimo, że będzie oferował sposób gry zbliżony do WoW, dalej pozostanie bez opłaty abonamentowej. Czyli jednak można...
    Czego chciałem dowieść :)

    15-09-2008, 16:25

    Odpowiedz
    odpowiedz
  • ~Antyparanoik Junior

    Taa, tylko będzie miał np. więcej płatnych dodaktów, albo płatnych kodów, które będzie można wymienić in-game na jakieś bajery. Za wszy serwerów nie utrzymają. W GW1 też są tego typu 'opłaty', opcjonalne, ale są. Co do ceny Spore'a - samo zabezpieczenie nieźle ją winduje w górę, bo do tanich nie należy.

    15-09-2008, 17:18

    Odpowiedz
    odpowiedz
  • ~NDyA
    [w odpowiedzi dla: Cardill]

    Oczywiście, że można. Równie dobrze gra mogła by być za darmo, a zarabiać reklamami umieszczonymi w świecie gry. Już samo umieszczenie coca-coli mogło by nabiło by im kasiore na utrzymanie serwerów.(gdyby to był rare to jeszcze by o tym głośno było i gracze by się o nią zabijali)

    Ten rynek reklamy jest jeszcze otwarty i dużo można na nim zarobić. Nie trzeba wcale kasować abonamentu od ludzi.

    15-09-2008, 17:23

    Odpowiedz
    odpowiedz
  • ~ufoludek

    Widze ze wiekszosc wypowiadajacych sie o zabezpieczeniach nie ma kompletnie zielonego pojecia o przemysle rozrywkowym i wlasnosci intelektualnej. Kupujac plyte nie kupujemy gry a jedynie narzedzie do mozliwosci odpalenia gry. Juz od wielu lat gry sa traktowane jako uslugi oferowane przez firme a co za tym idzie moga wymagac autoryzacji uzytkownika (nie musza ale moga).

    Wszyscy ci ktorzy mysla o tym jak o kupnie butow musze powiedziec zeby zaczeli sie interesowac CO kupuja. Kupno butow jest kupnem materialow pozszywanych w ksztalt buta. Tak samo nie mozemy zerwac loga firmy i nakleic na torebke ktora chcielibysmy sprzedac bo jest to kradzieza znaku towarowego. Kupujac plyte tez mamy mozliwosc instalacji gry ile tylko nam sie podoba jednak instalacja podobnie jak zalozenie buta na noge musi przebiegac wedlug odpowiedniej instrukcji.

    Przykladowo jesli zakladamy i zdejmujemy buta z nogi bez rozwiazywania i zawiazyawnia sznurowadel i przez to uszkodzimy obuwie nie przysluguje nam zwrot pieniedzy (gwarancja) poniewaz nie uzywalismy urzadzenia (buta) zgodnie z instrukcja.

    To samo sie tyczy gry. Jesli uszkodzimy nosnik przez wkladanie do napedu odwrotna strona lub wrzucenie do mikrofalowki nie przysluguje zwrot kosztow za nosnik. Jedyne co nam zostaje to granie na kopii zapasowej gry bez lamania prawa. To nie sa zabezpieczenia w przypadku instalacji ale INSTRUKCJE ktore zostaly tak dostosowane aby gra w SPORE bardziej byla usluga niz wykorzystywaniem zakupionego produktu. Nie zapominajmy ze caly swiat obraca sie wokol uslug roznych firm i ze gdyby firmy wprowadzily wszedzie korzystanie z gier TYLKO online ceny tych gier spadlyby do minimum ze wzgledu na to ze trzebaby trzymac klienta przy swoich produktach a nie wydoic raz a dobrze.

    PS ludzie ruszcie glowami i zastanowcie sie co gwarantuje rozwoj...

    15-09-2008, 20:15

    Odpowiedz
    odpowiedz
  • ~NDyA
    [w odpowiedzi dla: ~ufoludek]

    Jeszcze pytanie, czy licencja jest zgodna z funkcjonującymi ustawami prawnymi, bo jeżeli nie to jest nic nie warta i jako taka nie musi być przestrzegana (wszelkie roszczenia rozstrzygnie sąd na korzyść konsumenta).

    Producent gry nie ma prawa wymagać od nas danych osobowych i tym bardziej ich przechowywać, chyba, że wcześniej mu to prawo przyznamy. Nie ma też prawa ingerować w zawartość naszych danych na komputerze w tym zainstalowanych programów (co coraz częściej jest naruszane poprzez sprawdzanie czy jest włączone oprogramowanie do wirtualnych napędów).

    To, że taka praktyka jest stosowana nie znaczy, że musimy się na nią godzić i tolerować. Bardzo często jest sprzeczna z obowiązującym prawem.

    Mi nie odpowiada stan, który się wytworzył. Skoro inne oprogramowanie może działać normalnie, bez uprzykrzania życia użytkownikowi to czemu nie może być tak z grami? Zamiast skupiać się na zabezpieczeniach anty-pirackich może lepiej niech się zajmą optymalizacją i interoperacyjnością, coby gry chodziły nie tylko na "jednym słusznym systemie operacyjnym".

    Bardzo często gry z tymi super zabezpieczeniami potrzebują do działania praw administratora co jest kpiną jeśli chodzi o podejście do praktyki programistycznej. No ale dla wielu liczy się jedynie to, że gra fajna jest i że udostępniają telefon, żeby po 3 instalacjach znowu można było ją zainstalować. Mi osobiście nie uśmiecha się uruchamiać gier na prawach administratora (np. takie C&C: TW wymaga admina).

    15-09-2008, 20:38

    Odpowiedz
    odpowiedz
  • ~Kamil

    Ufoludek: fakt, niewiele osób wie, że kupujemy LICENCJE a nie grę. Kupując grę musimy otrzymać kod źródłowy oraz pełne prawa do niej, a dostajemy "pozwolenie na organiczone używanie jej" czyli "zainstaluj sobie i pograj, ale tylko sobie, nie możesz...." i tu się zaczyna litania.

    15-09-2008, 20:54

    Odpowiedz
    odpowiedz