połowa zmyślona. jak nic. jestem młodą osobą (informatykiem) pracowałem w kilku miejscach aktualnie trafiają się w firmie osoby korzystające z komputera w wieku 60 lat i nigdy nie spotkałem takich przypadków o których ty mówisz. Bywają dziwne akcje, czasem nawet i gorsze, ale nie wierzę że takie coś może przytrafiać się studentom. Rozumiem że akcja nie dzieje się na wsi zabitej dechami.
Potwierdzam sam spotykam się codziennie z takimi kwiatkami, nagminne jest nie sprawdzanie przez użytkownika, czy komputer bądź monitor ma włączone zasilanie. O obsłudze programów lepiej nie wspominać, gdyż zawsze jakiś "miś" coś popsuje przeważnie: Bo "mi-sie" samo to zrobiło :)
i to jest najgorsze przyjmują takich do pracy nie wiadomo nawet z jakiego powodu a osoby które potrafią o wiele więcej nie mogą znaleźć pracy a wystarczy tylko takiego delikwenta posadzić na rozmowie przed kompem i dać mu kilka prostych rzeczy do zrobienia i zobaczyć jak sobie by poradzili z tym.
Wierzę temu komuś bo sam do niedawna pracowałem w firmie gdzie podobne sytuacje były nagminne (dodam, że nie jestem informatykiem, mówimy o zwykłych działaniach z użyciem komputera). Otwieranie onetu, nk itd. przez google to standard. Osoba która pełniła funkcje kierownicze miała swoje firmowe osobne konto na activmejlu i była święcie przekonana, że dostęp do tego konta może miec tylko z firmowego komputera bo na pulpicie miała skrót do tegoż konta...
Pomine już to, że najlepszym miejscem na zapisywanie czegokolwiek był oczywiście...pulpit.
Takich kwiatków były setki....
Przypadki tutaj opisane są czymś całkowicie normalny.
Moim najczęstszym problemem jest jak zmienić podpis w Outlooku. I można to tłumaczyć 1000 razy a pracownik wychodząc z firmy ma tzw dzień świstaka. Czyli traci całą nabytą wiedzę techniczną. Następnego dnia trzeba go uczyć od nowa.
Pytania z serii czy jak zmienię monitor to też będę miał ten sam pulpit zdarzają się ludziom po studiach.
Zgłoszenia mój komputer nie działa też są normalne, ludzie często zapominają że sprzęt elektroniczny działa lepiej włączony do prądu.
Nie mam internetu słyszę i zadaję jedno pytanie "Małgosi zastanów się mocno czy coś podłączałaś do prądu?? Nie. Czy coś zmieniałaś? Nie.
Przychodzę patrzę odłączony prąd bo Małgosia podłączyła ładowarkę do telefonu.
Dla tego cały sprzęt sieciowy i prąd powinien być zabezpieczony.
Ogólnie uważam że edukacja pracownika jest bardzo trudna... ja po 10 latach pracy jaki admin uważam że najlepiej tworzyć filmy instruktażowe. Pracownicy nie czytają ta funkcja zanikła... przeczytać to może maila (oczywiście zrozumienie poniżej 40%). Bo gdy ma napisane jak coś zrobić krok po kroku... masakra.
Tutaj też jest problem bo przecież pracownik musi obejrzeć i poświęcić 2 minuty. I słyszę przecież ja muszę pracować... ale jak siedzi pół dnia na yt to myśli że ja tego nie widzę :-)
Można tak pisać cały dzień. Nie zmieni się to tak długo jak długo pracodawcy nie będą sprawdzali umiejętności nowych pracowników.
Sądzę że lekko podkoloryzowane ale w dużej mierze prawdziwe. Problemy z wpisywaniem ONET.PL w googlu oraz wyłączenia WIFI na obudowie lapka to normalka. Najbardziej mnie dziwi ze robią to osoby (księgowe) które parę late temu bez problemu dawały sobie rade w programach ksiegowych pisanych pod dosem a dziś nie są w stanie przyswoić tak niby trywialnych rzeczy. PEACE dla autora
Bardzo chętnie zastąpię nawet 10 takich osób na raz ;) Aplikacji w Javie czy programu w C++ nie napiszę (chyba, że "kalkulator" z dodawaniem i odejmowaniem) ale wydaje mi się, że z urządzenia jakim jest komputer korzystać potrafię i to całkiem dobrze :D I nie mam profilu na "Facebooku, NK, Goldenline lub MySpace."
Poważnie sie zastanawiam, jak u was działa system rekrutacji. No bo takich głupoli można bardzo łatwo odsiać.
W większości nie mam szacunku do pracownic biurowych. Nazywam je Biurwy. Potrafią się tylko dobrze ubrać, bzykać, modlić i klepać jęzorrem na przerwie obiadowej, jakby przed chwilą nie klepały w boksie.
Niestety, potwierdzam wszystko co napisał autor artykułu. Nie wiem jak to nazwać, chyba lenistwem ze strony tych osób. Taka osoba wie do kogo się zwrócic w razie "awarii" i z tego powodu nie zajmuje się poznaniem samemu jak rozwiązać "problem". Niestety, uważają że od tych rzeczy są "informatycy". W tych czasach kultura obsługi komputera i korzystania z internetu powinna być znana każdemu. Jak widać tak nie jest. Wynika to z czystej ignorancji tych ludzi.. Jako angedotę mogę podać tez wypowiedź jednej prawniczki, która gdy jak jej ikonę worda przesunie się na pulpicie z prawego rogu do lewego to zgłasza to jako awarię.. a Teksty w Wordzie (jej główne narzędzie pracy - justuje używając TYLKO spacji). Cytuję " Ja jestem prawniczką, nie muszę się znać na komputerach".. Tylko jej nikt nie każe pisać makr w VBA, ani programować BIOSU.. Ona musi umieć Worda jak przysłowiową tabliczkę mnożenia czy alfabet, jest to wymóg konieczny w tych czasach. Niestety ludzie tego nie rozumieją. IGNORANCI.
Ja znany w kręgach rodzinnych 'informatyk' ;) jestem na okrągło wzywany do tego typu i podobnych 'awarii' w rodzinie i u znajomych. Moja wiedza praktyczna wynika z tego, że sam rozwiązuję sobie tego typu 'awarie' od wielu lat już...
Tymczasem znajomy informatyk z wykształcenia w rodzinie nie potrafi rozwiązać 1/10 tych problemów które ja rozwiązuje... bo mu się nie chce :) Z drugiej strony - taki 'Pan Sławek' zatrudniony na całą firmę może pomóc tej firmie funkcjonować i nie zmusza do łamania kręgosłupa ludziom, którzy po prostu się nie nadają do pracy z komputerem i sami musieliby problem rozwiązać w dużo większym czasie... niestety 'Pan Sławek' nie nadaje się do takiej fuchy, skoro tak go to wkurza :)


© 1998-2026 Dziennik Internautów Sp. z o.o.