Panie Maatzeyu, (mój imienniku jak widzę). To że Pana Sławka to wkurza, to nie znaczy, że nie nadaje się do tej pracy. Z treści artykułu wynika że ze spokojem wszystkie naprawy usuwa bez zbędnych komentarzy pod adresem tychże osób. Wkurzanie oznacza tutaj jedno: Pan Sławek toleruje (nie akceptuje) zachowania tych ludzi. A wykazanie tolerancji jest warunkiem wystarczającym (nie koniecznym) do wykonwywania swojej pracy dobrze. Czy Pana panie Maatzeyu w pracy nie wkurzają zachowania ludzi oraz ich brak wiedzy czy kompetencji we własnych zakresach, a współpracujących z Panem? mogę dać sobie rękę uciąć, że tak.. Czy mimo to uważa Pan, że nie nadaje się Pan do wykonywania swojej pracy?
Nie uogólniaj. Mam 22 lata i od dziecka nie miałem w otoczeniu nikogo kim mógłbym się wyręczać w dziedzinie informatyki, więc zawsze sam musiałem rozwiązywać problemy i pomagać rodzicom w używaniu komputera. Sam uczyłem się języków programowania itp. Studiuję informatykę i jestem w czołówce najlepszych studentów na roku, a patrząc na niektórych zastanawiam się, co oni tam robią :D Może problemów napędami DVD nie mają... ale to są po prostu ludzie, którzy lubią siedzieć przy komputerze, ale umieją na nim tylko grać :D Jakoś ledwo co dają sobie radę, często z egzaminami komisyjnymi, ale nie wróżę im kariery programisty i podobnych fachów - to trzeba lubić i mieć jakieś preferencje, oni chcą tylko zdać to co im uczelnia podsunie, "skoro już poszli na informatykę". Nikt nas nie pytał czy umiemy obsługiwać pakiety biurowe, sprawozdania po prostu mają być napisane, mogą być nawet napisane w LaTeX'ie :D Ważne, żeby przynieść wydrukowane. Do pisania pracy dyplomowej wypadałoby się trochę podszkolić z obsługi swojego pakietu, bo to już większy kawałek tekstu, a zdarzają się ludzie, którzy w "wypasionym MS Office" numerują strony ręcznie :D Nie mówiąc o innych czynnościach, kiedy pakiet biurowy, którego kilka procent ludzie używają pozwala na zautomatyzowaną edycję dokumentu. To ja już lepiej OpenOffice obsługuję niż wiele osób MS Office...
pracownik który przychodzi do pracy ma za zadanie pracować :) jeżeli nie jest informatykiem to chyba jasne że sprawy techniczne jak wyjęcie i włożenie płytki należą do informatyka :) Pan Sławek to taka złota rączka której się w główce przewróciło :) ot co !!! informatyk w firmie to przynieś, podaj pozamiataj tylko brzmi inaczej, Nie technik czy pracownik administracji ale informatyk :D
Psychologiem nie jestem, ale diagnozę mam. Jak najbardziej dotyczy to specyficznej, a zarazem dość sporej grupy ludzi. Mianowicie są to ludzie, którzy nie mają za wielkich aspiracji, nie mają potrzeby własnego rozwoju, i praktycznie jedynym ich celem jest zarabiać jak najwięcej bez wysiłku. Wszystko to natomiast zawdzięczają swoim kochającym matkom, które całkowicie nieświadomie i broń Boże nie ze złej woli pozwalały się sobą wyręczać. Oczywiście brakowało pewnie też ojca, który by przyprowadził do porządku i przypomniał, że istnieje coś takiego jak obowiązki i każdy członek rodziny, jak również każdej innej grupy, czy jednostki społecznej ma pewne zobowiązania i zadania związane z przynależnością do niej. W wyniku takiego modelu wychowania, który stał się dość powszechny w dużej mierze dlatego, że rodzice dużo pracując nie poświęcają dzieciom wystarczającej ilości czasu, obserwujemy napływ tego typu pracowników... a co gorsza, nie zapowiada się, żeby było lepiej. Inaczej sprawa wygląda jeżeli chodzi o osoby starsze, które dawniej wykonywały swoją pracę bez komputera i dla nich faktycznie może stanowić problem oswojenie się ze sprzętem. Tutaj zaś powinien wykazać się pracodawca i przeprowadzić odpowiednie szkolenia. Oczywiście to do końca problemu nie rozwiąże, bo starsi zaś mają często swoje prawdy życia, typu: "po co ja się będę na starość tego uczył, ja wcale nie potrzebuje tego komputera, pracowałem bez niego 20 lat i było dobrze, to teraz wymyślają". Na takich to nie ma rady, czekać tylko aż pójdą na emeryturę, bo to dla nich lepiej i dla nas lepiej :)
jaozak czyzby odezwal sie wlasnie taki biurowy ignorant?
Otoz przyjacielu, jak sam zauwazyles, czlowiek, ktory przychodzi do pracy, ma za zadanie pracowac. Jesli nie potrafi, to d...a nie pracownik z niego.
Moze jeszcze dojdziemy do wniosku, ze handlowiec nie musi umiec pisac? No bo przeciez powinni zatrudnic pisarza, zeby go wyreczal... Jak trudno jest pojac, ze komputer jest narzedziem pracy? Nie znasz swojego narzedzia, znaczy nie nadajesz sie do roboty, bo wszystko bedziesz robil 10 razy dluzej, czyli przynosisz straty firmie.
Co do roli informatyka, to oswiece Cie, ze w duzej firmie, te "przynies, podaj, pozamiataj", jest odpowiedzialne np. za prawidlowa prace serwerow i calej sieci, jej zabezpieczenia, optymalizacje, usuwanie bledow i problemow, za co zreszta pobiera, calkiem sensowne zazwyczaj, wynagrodzenie.
A takie barany zabieraja tylko czas, potrzebny na wykonanie tych zadan. W zwiazku z czym wkrotce pojawia sie koniecznosc zatrudnienia kolejnego informatyka itp itd. Czyli... znow narazaja firme na koszty, przez swoja niekompetencje.
Poczekaj az sie w firmie np. serwer rozlozy na lopatki, to sie przekonasz po co jest informatyk. I zawolaj go wtedy do wyciagania plytki z napedu, bo przeciez od tego jest...
Istnieje wiele możliwości, ale niestety prawdą jest, że często osoby teoretycznie mające wiele doświadczenia w obsłudze komputera, praktycznie nie miały bladego pojęcia o pewnych czynnościach. Swego czasu denerwowało mnie, gdy osoby studiujące informatykę uważały się za geniuszy i wielkich informatyków jeśli potrafiły obsługiwać Worda, ale jeśli poziom spadł nawet poniżej rzeczywistej umiejętności obsługi pakietu biurowego, to jest bardzo źle. Poza tym kto by chciał korzystać z Touchpada? Przecież to urządzenie jest koszmarnie niewygodne.
Bo ludzie to debile i ignoranci. Lenistwo jest naczelną wartością dzisiejszej młodzieży.
Ja mam doświadczenia z administracji państwowej (MON) tam są mistrzowie w mundurach IQ<40 wycieka uszami. Nowe rozporządzenie dyrektora któremu podlega pion it - wszyscy w garniakach. Teraz wyobraźcie sobie tych chłopaków jak w spodniach na kancik i marynarkach nurkują pod zakurzone biurka i podpinają kabelki. Takich przykładów można mnożyć. Ignorant to teraz taki synonim słowa inteligentny.
Moja matka ma prawie 50 lat. Z komputerami styczność ma dopiero od niedawna. Jak w pracy ją taki pseudo-informatyk pouczał za wezwanie do zmieniania tuszu w drukarce (mówił jej, że to proste i nie powinna go do tego wzywać), to ona mu odpowiedziała, że ona może zmienić tusz w drukarce, ale niech on w tym czasie przyjmuje za nią pacjentów... Przecież takie popychadło z helpdesku do tego właśnie jest, żeby się tym zajmować. Z drugiej strony na niskie stanowiska idą osoby, które nawet na nie kwalifikacji nie mają, bo Ci, którzy mają kwalifikacje mierzą nieco wyżej.
Problem w tym, ze w wielu firmach informatyk to nie "popychadlo z helpdesku", bo nie ma w nich wydzielonej takiej "instytucji". A wzywanie administratora do wyjmowania plytki jest lekkim przegieciem.
Oczywiscie niektorym sie wydaje, ze taki czlowiek przeciez tylko siedzi i nic nie robi, to go troche poganiajmy...
A pozniej wyjscia sa dwa. Albo sa pretensje, ze to niezrobione, tamto niezrobione albo wszyscy wychodza o 16, a informatyk wieczorami/weekendami "nadrabia zaleglosci". Wiec nie dziw sie jeden z drugim, ze szlag go trafia, jak kolejny raz idiota zawraca mu d...e, czyms co spokojnie zrobilby sam, gdyby chociaz chcialo mu sie na 10 sekund wytezyc szare komorki.
Może bali się, że zepsują kompa, jak wyjmą tą płytkę? Często słaby użytkownik jest sparaliżowany strachem i woli, żeby za niego wszystko robiło popychadło :D Ja sam np. wolałem zanieść lapka do serwisu, żeby mi go od środka przeczyścili (bo się nieźle grzał, przy byle obciążeniu), bo nigdy w lapkach nie grzebałem (tylko w stacjonarkach) i wolałem, żeby znajomy w serwisie się tym zajął (odpłatnie, ale taniej ;) ).


© 1998-2026 Dziennik Internautów Sp. z o.o.