W czasie protestu pielęgniarek w czerwcu ubiegłego roku tysiące klientów Plusa nie mogło w okolicach kancelarii premiera wykonywać połączeń. Polkomtel złożył skargę do Urzędu Komunikacji Elektronicznej (UKE), ale już po trzech godzinach ją wycofał. Czy był naciskany przez polityków?
W czasie protestu pielęgniarek w lecie ubiegłego roku cztery z nich okupowały Kancelarię Prezesa Rady Ministrów. 19 czerwca, natychmiast po rozpoczęciu okupacji, podjęto decyzję o zagłuszeniu sygnału telefonów komórkowych. Ponieważ dostarczone przez Biuro Ochrony Rządu urządzenia były zbyt słabe, silniejsze dostarczyła prawdopodobnie Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego.
Ich działanie było jednak na tyle silne, że unieruchomiło nadajniki sieci Plus w okolicach Alei Ujazdowskich, Alei Szucha i Polnej. Operator utrzymuje, że poszkodowanych mogło zostać kilka tysięcy klientów, którzy nie mogli w tym obszarze korzystać ze swoich telefonów.
22 czerwca 2007 r. przedstawiciele firmy skierowali skargę do UKE stwierdzając, że powodem problemów technicznych jego klientów jest stosowanie przez kancelarię premiera zagłuszarek. Jednak po trzech godzinach ta sama osoba wycofała skargę - donosi Dziennik.
W sprawę zaangażowało się Ministerstwo Sprawiedliwości, które chce wyjaśnić okoliczności zdarzenia z czerwca ubiegłego roku, w tym dziwnie szybkiego wycofania skargi Polkomtela z UKE. Minister Ćwiąkalski zapowiedział wszczęcie dochodzenia, które ma odpowiedzieć na pytanie, kto podjął odpowiednie decyzje i czy Plus był naciskany przez polityków.
| Komentarze |
Dodaj nowy Śledź przez RSS
|
|
|
|
|
|
|
|
|

![]() | ![]() |
|
| ![]() |