Tym razem fala strachu przed antypirackimi kontrolami dotarła do Ostrowca. Jak donosi portal Gazeta.pl, zaowocowało to nagłym wzrostem sprzedaży legalnego oprogramowania w lokalnych sklepach.
Mieszkańcy miasta opowiadają, że "naloty" przeprowadzają mężczyzna podający sie za policjanta oraz rzekomy przedstawiciel organizacji zwalczającej piractwo.
Z informacji przekazanych przez
Gazeta.pl wynika, że panowie ci przeszukują zawartość komputera w kontrolowanym mieszkaniu i zależnie od tego, co na nim znajdą - nielegalnie użytkowane oprogramowanie albo pliki multimedialne - pobierają mandat. Po Ostrowcu krążą już ustne przekazy odnośnie cennika "kontrolerów": 2 zł za każdy plik mp3, 3,5 tys. od kopii pirackiego systemu Windows oraz 5,5 tys. za piracką kopię MS Office.
Co ciekawe, ostrowska policja nic nie wie o rzekomych kontrolach. Możliwe zatem, że są to oszuści wykorzystujący
psychozę, jaka
od czasu do czasu wybucha w różnych
miejscowościach Polski, w związku z przeprowadzanymi
kontrolami legalności oprogramowania.
Pani Elżbieta Różańska-Komorowicz, rzecznik policji województwa świętokrzyskiego poinformowała
portal Gazeta.pl, że w przypadku tego typu kontroli
nie ma mowy o wypisywaniu żadnych mandatów. Jeśli funkcjonariusze odkryją, że osoba kontrolowana korzystała z oprogramowania bez wymaganej licencji to w takim przypadku muszą wszcząć normalne postępowanie.
Poza tym, w przypadku kontroli komputera
funkcjonariusze muszą mieć nakaz i wylegitymować się.
Policja nie organizuje nalotów na przypadkowe mieszkania - twierdzi Mariusz Skiba, rzecznik podkarpackiej policji. Wizyty policji mogą obawiać się piraci, którzy działają na dużą skalę i czerpią z tego korzyści finansowe.
Jak na razie nie wyjaśniono, kto stoi za "nalotami", ale z całej sytuacji na pewno cieszą się właściciele sklepów z oprogramowaniem oraz Microsoft. Obroty sklepów zwiększyły się w ciągu ostatnich dni co najmniej kilkukrotnie, a sprzedawane oprogramowanie to głównie system Windows Microsoftu.
Szczegóły w portalu
Gazeta.pl w artykule:
Antypiracka panika: Programy idą jak woda