Komentarze:

comments powered by Disqus

Komentarze archiwalne:

  • thek
    m
    Użytkownik DI thek (461)

    Tak jeszcze odnośnie cyfrowych informacji... Jeśli cyfrowa kopia nie jest uszczerbkiem, to jak należy traktować sytuację, gdy coś stworzyliśmy własnego i umieściliśmy na własnej stronie (tekst, grafikę) a ktoś przyszedł skopiował i umieścił na własnej "bo mu się spodobało"? Teraz obie strony mają to samo i traci na tym autor. Jeśli ta druga strona ma większa oglądalność, to wyszukiwarka i jej bot kopiującego uznają za autora. Przykład? Na swojej stronie zalinkowałem dość dużą grafikę 2500x2500. Po wpisaniu frazy w Google-Grafika pod ową grafiką widnieje link do mojej strony, a nie do strony autora. Gdyby nie to, że jestem uczciwy i podałem link do źródła, to po wejściu na moją stronę ktoś miałby mylne przekonanie o tym, że jest ona mojego autorstwa. Tak można wyzyskiwać mało popularne strony, okradając je z ich własności i wiele stron, także bardzo dużych, tak robi. Przecież skopiowanie tekstu lub obrazka jest niewinne. Prawda? G.wno prawda. Tak mówić może tylko osoba nie mająca pojęcia o SEO :) Dla przeglądarek liczy się bowiem unikalność materiału. Im jest więcej kopii tekstu/grafiki tym bardziej on bezwartościowy.
    Muzyka i filmy. Kopiuje się je bo... no właśnie... jak uzasadnić konieczność obejrzenia filmu czy wysłuchania muzyki? By dowiedzieć i ocenić materiał? Masz youtube, masz sample i możesz zadecydować o ewentualnym kupnie. Ale nie... Musi być na dysku, nawet jeśli odsłuchasz cała płytę tylko raz. Książki to samo. Lepiej dorwać e-booka będącego OCR-em, niż iść kupić do księgarni. Bo przecież "po co wydawać 30pln, skoro można ściągnąć z netu za darmo, a nie kradnę i nikt nie traci na tym, bo to tylko kopia?". A potem się dziwicie, czemu w naszym kraju nikt nie chce wydawać nowości, skoro nikt nie wie czy będzie zbyt. To też jest efekt działania piratów. Jeśli ja muszę czekać 2 lata(!) żeby ktoś w Polsce wypuścił płytę mało znanego zespołu, bo producent nie chce tego zrobić z racji ryzyka, że sprzeda tylko kilkaset egzemplarzy to kogo mam winić? Czemu do tej pory nie wyszła polska wersja dodatku do lubianej przeze mnie gry. Mam go w wersji angielskiej od producenta gry (byłem betatesterem), ale jest on niekompatybilny z polską wersją podstawową. Winić dystrybutora, polskiego wydawcę czy tych, którzy doprowadzają do tego stanu, że polski dystrybutor boi się wydać spolszczenie bo nie wie czy będzie zbyt? Mam specjalnie sprowadzać zza granicy angielskojęzyczny oryginał bo tylko pod nim pójdzie ów dodatek (tutaj mają wpływ zabezpieczenia antypirackie - kolejne "dziękuję" dla piratów)?

    26-07-2010, 15:15

    Odpowiedz
    odpowiedz
  • thek
    m
    Użytkownik DI thek (461)
    [w odpowiedzi dla: ]

    Sorcerer. Ależ masz prawo sprzedać to oprogramowanie które kupiłeś, możesz nawet oddać je za darmo! Ba... Możesz kupić kilkaset sztuk i to zrobić. Ale nie tak przecież robią... Prawda? Kupią jedną i puszczają w net. Tymczasem popatrz na warunki. Na końcu jest napisane, że możesz zrobić, sprzedać czy co tam chcesz, o ile jest to produkt kompletny, czyli z serialem, kluczem aktywacyjnym itp, czyli zbyciem się pełni praw do niego. Jak to porównać do produktów materialnych by uzmysłowić różnicę? Samochód. Sprzedajesz go używanego, ale bez papierów, które umożliwią przerejestrowanie go na nowego właściciela, bo "to tylko papierki". Ty figurujesz jako właściciel, ale jeździ nim kto inny. Co zrobi policja gdy złapie taki samochód podczas rutynowej kontroli drogowej bez prawidłowych papierów. I zauważ, że tutaj samochód ma baaaaardzo duże podobieństwo do oprogramowania. Nie daj komuś dowodu rejestracyjnego gdy pożyczasz, to byle kontrola i koleś się tłumaczy czemu nie ma papierów samochodu. Bo przecież producent samochodu też nie odpowiada za to jak Ty go użytkujesz. Na Ciebie spadają koszty naprawy, serwisowania, zakupu paliwa i środków eksploatacyjnych (olej, płyn hamulcowy i chłodzący) czy związane z wypadkami (dodatkowe ubezpieczenia OC, AC). Patrz jakie to podobne do rynku komputerów :D Pewne firmy produkują podstawy, a na tym jeszcze klepie kasę kilkaset firm trzecich.

    Co do "90%, które kradnie to co kupiło 10%", to zadaj sobie pytanie, kto w danej chwili jest właścicielem tych 10%, skoro zmienia ono właściciela bardzo szybko po ostatniej kradzieży. I czy owe 10% nie zdecyduje się w końcu kraść podobnie jak dotychczasowe 90%. W efekcie dojdzie do sytuacji, że nikt nic nie wytwarza bo nie ma rynku zbytu, gdyż 100% kradnie, włącznie z producentami. Znaczy produkt kradziony jest już na etapie taśmy montażowej :D

    I wcale nie było monopolu co próbujesz wmówić komuś. Że niby windows? To jako miłośnik Linuxa i OS odpowiedz sobie i innym od kiedy istnieje ów projekt dla ogółu... Od ilu lat? 5? 10? 20? A może dłużej? Powiedz ogółowi :)

    Piractwo nie jest też reakcją na monopolistyczne zapędy korporacji. To tylko moralne usprawiedliwianie na proceder, który trwa od wielu tysięcy lat i jest związany z próbą zawłaszczania produktów, które normalnie byłyby dla nas niedostępne z różnych powodów, niekoniecznie finansowych. Pirat nie musi znać faktycznej wartości produktu. On go chce i już, ponieważ taką ma chwilową potrzebę i chce ją zaspokoić. Wszelkie dorabianie do tego ideologii to wybielanie siebie. Dlatego rozumiem hackerstwo w oryginalnym znaczeniu. Wyszukiwanie błędów i ich ujawnianie by zmusić producenta do poprawek. Ale crakerstwo już dla mnie jest nieakceptowalne i moralnie naganne. Szukanie błędów by uzyskać dostęp do danych na sprzedaż to kradzież.
    Co byś powiedział na skopiowanie bazy danych klientów. Ich PESEL, emaili, telefonów, adresów i wykorzystywanie do ogólnie i szeroko pojmowanego spamu. Przecież nic nie ukradłem. Dane są i były nienaruszone. Zapewne byś się ucieszył mając tony spamu w skrzynce e-mail, pocztowej i akwizytorów w domu. No co... Ja tylko skopiowałem pewne dane i użyłem ich do swoich celów. A czy pirat nie robi inaczej? On też tylko kopiuje pewne dane na swój użytek ;)

    26-07-2010, 15:53

    Odpowiedz
    odpowiedz
  • Użytkownik DI użytkownik wyrejestrowany

    Systemu już zarejestrowanego w MS nie wolno odsprzedać i zarejestrować na kogo innego, bo ta firma tego nie przewiduje.

    Zarejestrowanego na siebie systemu nie wolno nikomu pożyczyć. To samo dotyczy gier, które kupuje się dla jednego konkretnego użytkownika i nie wolno ich wypożyczać. Nie wolno ich dawać komuś żeby sobie zainstalował na trochę i się pobawił.

    26-07-2010, 17:03

    Odpowiedz
    odpowiedz
  • Użytkownik DI użytkownik wyrejestrowany
    [w odpowiedzi dla: ]

    Piszę po kawałku bo takie długie żeś wysmażył... Moje zdanie jest takie - żeś się uczepił swojej wizji świata i rzeczywistości nie zauważasz.
    Rozumiem, że żyjesz w jakimś bajkowym miejscu, w którym linuksa dodawano zawsze do nowych komputerów, a o MS nikt tam nie słyszał. :) Gazety pełne były reklam linuksa, w szkołach uczyli o nim na informatyce, władze kupowały wyłącznie oprogramowanie na niego itd. itp. MS był taką zabawką dla bardzo wytrwałych programistów i podobno niektórzy nawet korzystali z Windows? :D
    Jeśli nie zauważasz monopolu MS, to myślę, że czas otworzyć oczy. :)

    26-07-2010, 17:12

    Odpowiedz
    odpowiedz
  • Użytkownik DI użytkownik wyrejestrowany
    [w odpowiedzi dla: ]

    A najbardziej podoba mi się ten kawałek: "Pirat nie musi znać faktycznej wartości produktu. On go chce i już, ponieważ taką ma chwilową potrzebę i chce ją zaspokoić. Wszelkie dorabianie do tego ideologii to wybielanie siebie."

    Bzdura! Na północy Polski dobra pensja to 700 zł, jeśli się dziecku nie kupi komputera, to wychowa się go na pozbawionego wiedzy informatycznej człowieka bez szans na normalną pracę. Jak nie będzie miał tych samych gier co koledzy, to go wykluczą ze społeczności (dzieci są okrutne).
    Powiedz teraz tym wszystkim ludziom, że mają cały miesiąc nic nie jeść, bo muszą to wszystko kupić legalnie w sklepie. Mnie akurat stać było na to, żeby sobie kupić XP za ponad 300 w sklepie wyłącznie do grania, ale oni za tyle to przeżywają pół miesiąca. Mogą sobie o legalnym Windows jedynie pomarzyć, a o linuksie nigdy nie słyszeli. W szkole mają na informatyce Windows, wszyscy sąsiedzi używają Windows, w pracy wszędzie są Windows, w urzędzie to samo...

    26-07-2010, 17:22

    Odpowiedz
    odpowiedz
  • ~Kierchu

    thek:
    zobacz jakie masz płytkie i bezsensowne rozumowanie. Napiszę krótko, bo lepiej krótko i mądrze niż pisać encyklopedię jak Ty i takie bzdury.

    Piszesz, że skopiowanie danych adresowych to taka sama strata jak skopiowanie np. gry? Otóż w pierwszym przypadku właściciele tych adresów mogą być niepokojeni przez niechciane reklamy i inne ścierwa typu telefony, nagabywanie, prześladowanie itd. Jest to dla nich WYMIERNA strata!

    A jeśli delikwent skopiuje grę - jedną czy nawet dziesięć, to np. i tak by ich nie kupił, nie zapłaciłby ani grosza za ani jedną i nie dałby zarobić, więc w tym momencie strata autora takiej gry równa się ZERO!

    Jeśli nie jesteś idiotą powinieneś zauważyć ZASADNICZĄ różnicę w obu przypadkach na korzyść dzielenia się plikami (piractwo to napady zbrojny na statki, a nie dzielenie się plikami).

    Widzisz można krótko i logicznie :-D.

    26-07-2010, 20:33

    Odpowiedz
    odpowiedz
  • thek
    m
    Użytkownik DI thek (461)
    [w odpowiedzi dla: ]

    Jak to nie można jak można :) Poczytaj co napisałem - można sprzedać, jeśli wiąże się to z pełnym zrzeczeniem praw do produktu i przekazaniem tej osobie wszystkich danych. Tak więc klucza rejestracyjnego, loginu i hasła czy innej formie dostępu do utworzonego tejże osobie konta przez firmę rejestrującą produkt. Niektóre firmy tak to integrują, że się po prostu nie da tego zrobić (patrz Steam - musiałbyś sprzedać całe konto z wszystkimi grami do niego przypisanymi, pojedynczej nie sprzedasz bo nie masz jak), ale to nie oznacza, że tak ma każde oprogramowanie.

    Co do pisania głupot, nie oceniaj. Ja nie oceniam Twojego podejścia, choć osobiście uważam je także za głupotę. Wolę merytoryczną wymianę poglądów.

    I skopiowanie gry także pozostawia ślad internetowy. Wiąże się często z zarejestrowaniem w jakimś serwisie, który dane te udostępnia i potem masz niechciane maile, "nie wiadomo skąd" na mailu jaki użyłeś do rejestracji.

    Co do piractwa i argumentu "i tak by ich nie kupił" to gratuluję. Własnie przez takie myślenie padają firmy produkujące oprogramowanie. Piraćmy na potęgę, nie kupujmy oryginałów! Zobaczmy za ile czasu cały rynek umrze :D W co wtedy zagrasz, co uruchomisz na kompie poza oprogramowaniem sprzed "krachu"? Jak widzę Sorcerer, masz bardzo ograniczone spojrzenie w przyszłość. Liczy się co tu i teraz, dzieci i wnuki niech się martwią. Wspomniałem o grze i dodatku jaki lubiłem. Tak... To studio developerskie padło bo sprzedało się w zbyt małej ilości kopii jak na koszty wytworzenia, za to na torrencie co i rusz widziałem jakiś ISO. Tak więc korzyść widzisz jedynie Ty jako konsument. Developer wydał kasę i liczy na zysk. Nie ma go - plajtuje i zapomnij o dodatku do oprogramowania, wsparciu produktu, pomocy technicznej. Super! Prawda? Ale Ty możesz się cieszyć bo masz co chciałeś.

    Musi mieć? No nie żartuj :D Ja swój własny komputer kupiłem mając dopiero 18 lat i wcale nie byłem wykluczony cyfrowo. A znałem znaczną częśc oprogramowania dostępnego i użytkowałem je oraz gadałem sobie z kumplami o najnowszych produkcjach, bo grałem w nie u kuzyna, którego na kompa było stać już od czasów wyjścia w Polsce 486, a potem PII. Dzieciaki są okrutne, ale nie uważam posiadania najnowszego hitu na rynku gier za bycie na topie. Zamiast taki dzieciak potem umieć się poprawnie wysłowić to ma zdolności językowe kończące się na: LOL, W8, ROTFL, haha :) A jedyny kontakt z pisaniem ma przez gg. No i nie wmawiaj nikomu, że są jedynie komercyjne produkty. Przykro mi, ale jeśli ktoś wersję, która umożliwia korzystanie z produktu po okresie testowym, a mimo to ją piraci, bo ograniczane są wtedy pewne funkcjonalności z których i tak nie korzysta to co można o niej powiedzieć? Gdy widzę u kogoś spiraconego Total Commandera to płaczę ze śmiechu. TC nie traci kompletnie nic z funkcjonalności a jedynie wywala ekran z 3 polami do kliknięcia.

    Jeszcze jedno. Wszędzie Windows, wszędzie Windows. To jakiego OS używa iPad? Też Windows? Może MacOS też się mam nauczyć bo iPod go używa? :) Jeśli ktoś nie chce niech nie uczy się, nie używa tylko leci za tłumem, co przy tym zabawne... Kierchu tak psioczy na korporacje, wielu tu piszących też a i tak używają ich produktów, bo taka moda, konieczność. Ja się pytam: "Jaka konieczność?" Bo sąsiad z piętra to ma? Bo pani Zosia mówiła, że fajne? A za Was też ma myśleć ktoś inny? Jeśli używam wersji demo/trial i mi się podoba - kupię. Ne muszę ciągnąć torrenta/cracka specjalnie. A potem rośnie nam społeczeństwo konsumpcyjne, które nie mając kasy chcą produkt innymi drogami. Potem macie nastoletnie galerianki lub nastoletnich bandytów. Bo oni też chcą mieć kasę na swoje potrzeby, a to najprostsza droga by mieć to co modne i co mają koledzy/koleżanki. Tylko urwani z choinki nie widzą zależności. Przykro mi, że niektórzy nie zauważają przełożenia stopnia biedy na konsumpcjonizm i przestępczość. Poszedłem trochę do przodu by pokazać, że tutaj wcale nie ma znaczenia co jest potrzebą (komputer, gry, ubrania, gadżety), ale postawa roszczeniowa w stylu: "Nie mam xyz, ale chcę mieć i mam gdzieś moralność swoich czynów, bo muszę xyz mieć". Według mnie nie musi. Skoro dziecko Twoje ma potrzebę by Cię bić, to także mu się nadstawisz by Cię kopnęło w tyłek? Więc nie kop developerów i twórców bo gdy znajdzie się więcej takich jak Ty to w końcu padną i dopiero wtedy zrozumiesz, że nie było warto.

    27-07-2010, 09:53

    Odpowiedz
    odpowiedz
  • thek
    m
    Użytkownik DI thek (461)
    [w odpowiedzi dla: ]

    I widzę monopol M$ w dziedzinie PC, ale tak samo widzę monopol Apple w dziedzinie urządzeń przenośnych oraz wiele innych firm, które w swoim segmencie mają go. I co z tego? Dopóki nie "likwidują" konkurencji nielegalnie to wszystko w porządku. Klienci decydują wtedy o powodzeniu lub nie produktu na rynku. Zobacz co jest z XP. Miał być nie wspierany już od wielu lat. I co? Nadal jest bo klienci to wymusili mimo Visty i W7 na rynku.

    I wcale nie żyję w świecie bajek. Po prostu uważam, że za produkt należy się wynagrodzenie adekwatne do włożonego wysiłku. Poza tym nie muszę mieć wszystkiego już, teraz. Interesuję się fotografią i co z tego? Muszę mieć aparat od razu? Nie. 2 lata na niego samodzielnie pieniądze zbierałem, grosz do grosza bez pomocy finansowej ( kieszonkowego ) rodziców oraz trochę pożyczyłem od pracującej już siostry (którą to kasę oddałem potem ) i wyboru modelu dokonywałem kilka tygodni zanim się zdecydowałem. Dlaczego ja mogłem ponieść wyrzeczenia i robiłem to świadomie dla kwot idących w tysiące, a jakiś dzieciak dla kwot kilkunastokrotnie niższych nie może ruszyć tyłka sprzed kompa? Bo by się chyba zmęczył, gdyby miał pracować kilka dni :D teraz jest sezon. Niech idzie do lasu na jagody i sprzedaje po kilka złotych za szklankę (bo taka jest cena w detalu). Może się nauczy przy okazji, że pieniądze nie spadają z nieba i trzeba na nie pracować.

    27-07-2010, 10:13

    Odpowiedz
    odpowiedz
  • thek
    m
    Użytkownik DI thek (461)
    [w odpowiedzi dla: ~Kierchu]

    Kierchu... Jeśli uważasz, że piszę bzdury to jak nazwać to o czym piszesz? Jeśli uważam, że za produkt należy się właścicielowi/autorowi zapłata to co ze mną jest nie tak? Bo uważam, że nic nie może przychodzić łatwo i przyjemnie? A jeśli tak jest to znaczy że mam do czynienia z pasjonatem, który poświęcił wiele czasu by udostępnić mi to i czuję się zobowiązany go wesprzeć w jakiś sposób? Że twierdzę, iż każdy powinien znać koszt, trud uzyskania pieniędzy by zrozumieć, że to co właśnie drze siecią p2p też kogoś kosztowało wiele godzin pracy a powodzenie projektu jest wątpliwe i może jego firma zbankrutować przez takich bałwanów, którzy nie czują się wcale źle, gdyż "tylko kopiują coś co i tak nie jest materialne i nikt na tym nie traci". Bądźmy wszyscy tacy beztroscy bo pieniądze dla twórców oprogramowania spadają z nieba a kilka kopii sprzedanych pokrywa wszystkie wydatki. Jako developer sam wiem ile trwa pisanie produktów i ich późniejsze poprawianie. To miesiące lub lat, podczas których nie zarabiasz nic, a masz tylko koszty, które pokrywasz z własnej kieszeni. jeśli tego nie rozumiesz to przykro mi, że są na naszej planecie osoby mające wysiłek innych w głębokim poważaniu.

    27-07-2010, 10:26

    Odpowiedz
    odpowiedz
  • ~Kierchu

    thek:
    przede wszystkim zrozum, że żadne bankructwo nie przydarzy się wielkim firmom produkującym gry czy programy z powodu krążenia kopii ich prduktów w sieci za darmo! Przeciwnie! To jeszcze wpłynie pozytywnie na ich reklamę!

    A po drugie - pytałeś, kto będzie robił gry, gdy nie będzie mógł na nich zarobić? Odpowiedź jest prymitywnie prosta - PASJONACI! Pasjonaci, którzy zarabiają w totalnie innym sektorze gospodarki, a tworzenie gier to ich hobby i może nie zrobią wypasionej gry, ale pamiętaj, że to nie grafika i efekty dźwiękowe świadczą o tym, czy gra jest dobra.
    W latach 80-tych i 90-tych niemal wyłącznie pasjonaci tworzyli gry i dlatego były takie dobre, nawet jeśli miały tylko 16 kolorów jak w Commodore 64! A teraz tworzy się prawie wyłącznie dla pieniędzy, dlatego mamy tyle szajsu. Kiedyś co najmniej 20 do 30% gier na dany sprzęt była dobra, a dziś to maksymalnie 10% jest dobra.

    27-07-2010, 22:25

    Odpowiedz
    odpowiedz
  • thek
    m
    Użytkownik DI thek (461)

    Największe może i nie padną od razu, ale mnóstwo mniejszych już teraz pada. Niektóre po wydaniu 2 tytułów na rynku europejskim zaliczyły zgon. Wcześniej radziły sobie na rynku lokalnym nawet bardzo dobrze. Ale wydanie kilkudziesięciu milionów na produkt w skali kontynentalnej czy światowej i na dodatek choćby na coś więcej niż PC, a zgon murowany. Sam podałem że ja się już jednej serii nie doczekam bo po wydaniu drugiej odsłony firma musiała ogłosić bankructwo. Koszty wydania sequela ją przerosły wobec faktu piracenia. Nie pomogła zgrana i wierna, ale mała społeczność.

    Ale mnie rozbawiłeś... Jakie 20-30% była dobra. No skonam ze śmiechu :) To, że znałeś zaledwie mały wycinek z ogrooooomnej całości rynku nie znaczy, że jesteś znawcą. W latach 80-tych 95% rynku to były kopie tych samych pomysłów... 1000 wersji Arkanoida, 500 Froggera i tak dalej :D To była innowacyjność? Nie patrz przez różowe okulary na tamte czasy bo i ja w nich żyłem a jakoś mam zupełnie inne wnioski niż Ty o rynku komputerowym. Kopia pomysłu kopię pomysłu poganiała. Inna sprawa, że co było do wymyślenia to już wymyślono. Teraz można już tylko odświeżać stare kotlety lub podawać je w nieco innej formie. Większość wariacji/nowinek jest jednak niestrawna/udziwniona/zbędna. Pozostaje tylko ubieranie tego samego w coraz to ładniejsze opakowanie. Dla mnie ostatnią grą wprowadzającą cokolwiek nowego był "Warhammer 40.000: Dawn of War" z 2004. RTS, który mocno zmienił podejście do rozgrywki w tym gatunku na coś innego niż "dorwij złoża i produkuj na potęgę". Potem już tylko mielone było. Ładniejsze, bardziej wypasione, tyle że "ale to już było". Wałkowanie starych serii w XYZ numerze odsłony lub niestrawne nowe gnioty. Kompletnie niemal padł rynek przygodówek... Kiedy ostatnio widziałeś jakiegoś pinballa? Ja za ostatni sensowny i ładny uważam "Pro Pinball: Timeshock" z 1997 roku. 13 lat minęło od tego czasu, a dla mnie żaden nie zbliżył się do jego poziomu, bo i niewiele wyszło nawet średniaków z tego gatunku.

    I jeśli uważasz, że w czasach obecnych stworzenie gry, wysiłek włożony w nią jest identyczny z tym co było przy tworzeniu na Commodore czy Amigę to pierwszy lepszy developer Cię wyśmieje. Nawet ja pisałem proste gry kuzynowi na zaliczenie. Jakieś piłkarzyki w Turbo Pascalu używając jego trybu graficznego. Ale to programowanie to była zabawa w porównaniu do tego co jest teraz. Gdyby porównywać, to tamte gry złożonością są na poziomie obecnych bardziej skomplikowanych przeglądarkowych.

    28-07-2010, 00:39

    Odpowiedz
    odpowiedz
  • ~Kierchu

    thek:
    znowu się rozpisałeś. I znów upierasz się przy swoim.

    Zacznijmy od tego, że, mając kiedyś Commodore 64, a do dziś grając w tamte gry jak również w gry z Amigi, dzięki emulatorom na PC, poznałem tych gier co najmniej 80-90%, bo tyle jest dostępnych obecnie do pobrania. I z tej ogromnej liczby gier nie biorę żadnych cholernych klonów Arkanoidów czy Froggerów! I mimo tego wówczas znacznie większy procent gier był po prostu dobrych. Byłbym idiotą, gdybym twierdził, że tworzenie gier sprzed 20 lat było tak samo wymagające jak dzisiejszych. Każdy ćwok wie, że to dwie totalnie różne rzeczywistości. Wtedy można było napisać wszystko zwykłym kodem programowym, a dziś używa się przeróżnych "próbek" zgrywanych na żywo - jakieś sekwencje wideo, utrwalenie dynamiki ruchów postaci, dźwięki - to wszystko byłoby albo niemożliwe albo prawie niemożliwe do napisania czystym kodem, bez używania wzorców z natury. Dlatego współczesne gry kosztują MAJĄTEK, bo w ich tworzenie zaangażowane są całe sztaby ludzi z różnych dziedzin życia - JA TO WIEM DOSKONALE!

    I jakież to przykre, że pomimo tego nadal twierdzę, że współczesne gry w zaledwie małym procencie są tak dobre jak kiedyś, bo: jeszcze bardziej powielają pomysły swych poprzedników i są mniej innowacyjne. We wszystkich są obecnie najpopularniejsze jakieś śmieszne walki z żołnierzami albo strategie w stylu - zbuduj swoje królestwo, obroń je przed smokami i podobne bzdury. Dawniej gry pobudzały wyobraźnię (coś jak czytanie książki w porównaniu do obejrzenia filmu!) i więcej gier było innowacyjnych, bo zwyczajnie była większa nisza, więcej było do wymyślenia, a dziś pozostaje już tylko kopiować pomysły. Zresztą dokładnie ta sama tendencja istnieje w przypadku dużej liczby piosenek/utworów muz., które są uznawane za tzw. "hity". Leniwe, śmierdzące pseudoartystki biorą np. wielki (i słuszny) przebój Talk Talk - "It's my life" i tworzą swoją, tandetną wersję jak zespół No Doubt. I coraz więcej się płaci za coraz nudniejsze i brzydsze gnioty - na tym polega ten cały kryzys. Dlatego pozostaje nam też kopiowanie wszystkiego jak leci i nie kupowanie, żeby nie napędzać tego tandetnego rynku i na tym skończmy.

    Kolejny raz muszę stwierdzić z rozżaleniem, że tę gazetę czytają niemal wyłącznie specjaliści informatycy lub programiści (jak Ty), a gdzie zwykli internauci!?

    28-07-2010, 21:30

    Odpowiedz
    odpowiedz
  • thek
    m
    Użytkownik DI thek (461)

    Poznałeś najwyżej 80-90% tego co po tamtych czasach przetrwało do dziś i było uznawane za perełki już wtedy. Poza nimi istniał kilkudziesięciokrotnie przynajmniej większy segment pełen klonów i gniotów, które koszmarem było nawet użytkować przez kilka minut. I mylisz sie co do kodowania. Przecież i tak cały kod jest konwertowany do kodu maszynowego, czyli zwykłych 0 i 1 :) Wtedy nie mogło to ruszyć bo zwyczajnie maszyny miały zbyt małe możliwości. Kiedyś próbowałem na 286 uruchomić grę wymagającą pentium - ruszyła. Ale już oglądanie intro z prędkością 1(!) klatka na kilkadziesiąt sekund to była masakra. Poza tym skoro nie bierzesz pod uwagę klonów to nie twierdź, że znasz 80-90% rynku tamtych czasów, bo to zwyczajnie nieprawda. Równie dobrze mogę iść do biblioteki, wybrać najbardziej cenione książki spośród tysięcy tytułów ograniczając do kilkudziesięciu pozycji, przeczytać i szpanować, że przeczytałem niemal całą bibliotekę. To dokładnie to co teraz zrobiłeś. Identycznie mogę powiedzieć, że przeczytałem X% internetu ;) Za 20-30 lat z obecnych gier i programów pozostaną najlepsze i też znajdą się sentymentaliści twierdzący, że "kiedyś gry były lepsze, nie to co teraz". Popatrz ile było klonów samej serii diablo. Ile z tych tytułów choćby pamiętasz?

    I to, że są mniej innowacyjne także napisałem. Ba... Najpiękniejsza gra na świecie to Go!, bo nie istnieje żaden algorytm komputerowy, który potrafi w nią grać. Nawet dziecko może wygrać z maszyną o mocy superkomputerów, które walczyły z arcymistrzami szachowymi. Właściwie po co komputery i gry? Najpiękniejsze są czasy kartki papieru i planszówek oraz kart. Łapiesz ironię? A co do rynku to pomysłów jest wiele do wykorzystania. Ale skoro piraci na potęgę działają, to przebicie się z innowacyjnym pomysłem jest skazane na porażkę. Nikt nie zaryzykuje wydania tego bo nie wiadomo czy osiągnie jakikolwiek przychód. Lepiej postawić na pewniaka, który się sprzeda. To jest właśnie "efekt betonu", którego boją się dystrybutorzy. Gdy kod można było pisać na kolanie i koszta były śmieszne - kopiowanie nie przeszkadzało niczemu. Sukces przekładał się na ewentualny rozgłos konkretnych osób, ale już wtedy głupi ruch i można było stracić miliony. Poczytaj co było z grą na podstawie filmu E.T. Wiesz, że istniała? I że kartridże z nią w tysiącach sztuk dystrybutor zakopał na pustyni, bo nikt nie chciał kupować tego gniota? :D

    I kopiowaniem wszystkiego jak leci przyczyniasz się do napędzania tego rynku. Zatrzymaniem byłoby nawet nie tykanie tego co jest szajsem. I ja tak robię. Jestem więc lepszym antysyfiarzem niż Ty ze swoim kopiowaniem :) U mnie nikt nie zobaczy choćby cienia gniota Używasz p2p? No to w momencie ściągania sam udostępniasz i jesteś kolejnym źródłem dla tych co szukają owego gniota. Ja nie.

    I co z tego, że czytają ten portal osoby z działów IT? Może właśnie dlatego masz tu jakąś sensowną opozycję dla "słit brokaciku", bandy oszołomów pokolenia LOL oraz grupy "POszło wszystko w PiSdu" :) I wcale nie uważam Ciebie czy innych kopiujących za zło wcielone. Zwyczajnie uważam, że Wasza "walka z systemem" tylko go wspiera, co czyni całość nieco śmiesznym. Przypomina to myśliwego, który dokarmia zwierzynę zimą by sobie latem mógł postrzelać. Tak więc Wasze działania mnie bawią (choć uboczne efekty martwią) a nie złoszczą.

    30-07-2010, 09:23

    Odpowiedz
    odpowiedz
Chwilowo brak danych. Sprawdź później :)