Rozmowy zespołu Google Music z wytwórniami są „zerwane”

Kolejne przeszkody przed muzyczną usługą wyszukiwarkowego giganta.

Kolejne przeszkody przed muzyczną usługą wyszukiwarkowego giganta.

Głosów mówiących o wydumanych roszczeniach wytwórni filmowych i muzycznych jest coraz więcej. Kolejny raport naukowy podważa tezę o negatywnym wpływie piractwa na kreatywność rynku muzycznego.

W czasach, gdy przebicie się do ludzkiej świadomości jest niezwykle trudne, artyści muszą wybierać niestandardowe rozwiązania.

To efekt zawartego porozumienia pomiędzy przemysłem muzycznym a rządową agendą podległą bezpośrednio Ministerstwu Kultury. Zostało ono skrytykowane przez Partię Piratów i określone jako niedemokratyczne oraz nielegalne.

Racjonalnym działaniem jest wybieranie takich opcji, które dają maksimum korzyści przy minimum kosztów. Taki właśnie jest streaming - najczęściej darmowy, oferuje to, co na płytach wideo lub z filmami. Nic więc dziwnego, że wytwórniom muzycznym jest z nim raczej nie po drodze.

Coraz trudniej jest nadążyć za wytwórniami płytowymi, które zwykle walczą z sieciami P2P, czasem jednak zachęcają do ich wykorzystywania.

Japońska firma chce uruchomić własny serwis z muzyką i poważnie zastanawia się nad wycofaniem swoich artystów ze sklepu Apple'a. Dla żadnej ze stron nie byłoby to korzystne. Kto jednak stracić może więcej?

Najnowsze badanie mogłoby sugerować, że tak już nie jest. Jednak bliższe przyjrzenie się metodologii tłumaczy "fenomen" niskiej pozycji muzyki w zestawieniu najczęściej pobieranych plików.

Google zarabia nie tylko na darmowych utworach udostępnianych przez internautów w sieci. Równie opłacalna okazuje się także współpraca z wytwórniami muzycznymi - i to dla obu stron.

Większość ze 100 milionów naszych użytkowników korzysta z serwisu legalnie. Jedynie niewielka grupa faktycznie może łamać prawo – w ten sposób MegaUpload broni się przed zarzutami o pomoc w łamaniu prawa autorskiego.