680 tys. euro kary za zarządzanie serwisem p2p

Sąd Najwyższy w Finlandii nie dość, że oddalił apelację od wyroku, to jeszcze podwyższył zasądzoną w niższej instancji karę. Nie ma już możliwości dalszej walki.

Sąd Najwyższy w Finlandii nie dość, że oddalił apelację od wyroku, to jeszcze podwyższył zasądzoną w niższej instancji karę. Nie ma już możliwości dalszej walki.

Zdaje się to iść wbrew planom rządu w Madrycie, który chciałby ostro rozprawić się z serwisami torrentowymi. Jak widać bowiem, obecnie obowiązujące w Hiszpanii prawo nie uniemożliwia ich działalności.

Tego domagają się wytwórnie muzyczne w Wielkiej Brytanii. Spełnienie tych żądań nie wydaje się prawdopodobne - amerykańska firma raczej nie uzna, że serwisy służące do wymiany plików prowadzą jedynie do materiałów zastrzeżonych.

By nie być oskarżanym o promowanie łamania praw autorskich, serwis RapidShare zrezygnował ze swojego programu nagradzania internautów udostępniających popularne pliki. Prowadzone w tajemnicy rozmowy z przemysłem rozrywkowym sugerować mogą nadchodzące zmiany w modelu funkcjonowania serwisu.

Węgry to kolejny, po Bułgarii, kraj naszego regionu, który postanowił wytoczyć ciężkie działa w walce z p2p. Przeprowadzona w zeszłym tygodniu akcja wydaje się być jednak znacznie lepiej zorganizowana.

Jeden z oskarżonych przez firmę prawniczą o rzekome naruszenie praw autorskich przerobił zdjęcie osoby zatrudnionej w kancelarii i zamieścił je na blogu razem z artykułem opisującym całą praktykę.

Zwycięstwo torrentowego serwisu CVCDGO.com w Hiszpanii. Sąd ostatniej instancji uznał, że nie dopuścił się on naruszenia prawa w zakresie materiałów chronionych prawem autorskim.

Upatruje w tym szansy na ograniczenie miliardowych strat, jakie według organizacji ma powodować fakt korzystania internautów z tej aplikacji służącej wymianie plików. Odpowiedni pozew znalazł się już w sądzie.

Zdaniem firmy aplikacja służy do dystrybucji plików chronionych prawami autorskimi. Właściciel utrzymuje jednak, że działa ona jedynie jako hub. Kto ma rację?

1,6 miliona koron odszkodowania za prowadzenie serwisu EliteBits domaga się od nastoletniego Duńczyka Antipiratengruppen, organizacja walcząca z wymianą plików chronionych prawami autorskimi. Duńscy antypiraci mają mocne dowody, a dodatkowo całej sprawie nie sprzyja atmosfera w tym skandynawskim kraju. Z pomocą młodemu administratorowi trackera przyszła jednak Piratgruppen.