Hotfile kasuje konta użytkowników łamiących prawa autorskie

Popularny serwis umożliwiający dzielenie się plikami w sieci wziął na poważnie ostrzeżenia organizacji antypirackich.

Popularny serwis umożliwiający dzielenie się plikami w sieci wziął na poważnie ostrzeżenia organizacji antypirackich.

Coraz trudniej jest nadążyć za wytwórniami płytowymi, które zwykle walczą z sieciami P2P, czasem jednak zachęcają do ich wykorzystywania.

MPAA w ostatnim czasie atakuje coraz bardziej rozpoznawalne marki. Na razie bez efektów.

Stowarzyszenie dbające o interesy studiów filmowych nie odpuszcza nawet gigantom, takim jak Google.

Nie podano do wiadomości ich nazw, by internauci nie zaczęli ich szukać. Nie były to serwisy mające dużo użytkowników - to znak nowej strategii organizacji walczących z nielegalnym dzieleniem się plikami. Usunąć z internetu, zanim zdobędą popularność.

Tylko w USA przemysł rozrywkowy wydaje miliony na wspieranie działań polityków, takich jak porozumienie ACTA lub ustawa COICA. Może to sugerować, że piractwo wcale nie jest tak palącym problemem dla obywateli i polityków. Po prostu duże środki są przeznaczane na to, aby zrobić takie wrażenie.

IRIS Distribution i A2IM – dwie organizacje, które działają na rzecz ochrony praw autorskich – na początku grudnia rozpoczęły kampanię skierowaną do najmłodszych. W sklepach można już kupować nie tylko T-shirty dla dzieci, ale także śpioszki dla niemowlaków z antypirackim przesłaniem „I shared everything but my music” („Dzielę się wszystkim prócz mojej muzyki”).

Listę serwisów internetowych, skąd z łatwością można dotrzeć do materiałów naruszających prawa autorskie, otrzymała amerykańska rządowa agenda zajmująca się sprawami handlu. Chodzi bowiem o te miejsca, które znajdują się poza Stanami Zjednoczonymi.

Wciąż trwa zapoczątkowana pod koniec września akcja "Operation Payback", w ramach której anonimowi internauci atakują strony związane z organizacjami antypirackimi. W ostatnim czasie sprawcy ataków podmienili jedną ze stron MPAA i zaatakowali stronę brytyjskiego Biura ds. Własności Intelektualnej. Trudno nie odnieść wrażenia, że to coś poważniejszego niż nowa forma protestu.

Przedstawiciele przemysłu filmowego są z tym pogodzeni. Nie oznacza to, że nie chcą skali zjawiska ograniczyć. Idą jednak inną drogą niż RIAA, reprezentująca branżę muzyczną.