Nie bo nie i ch...
To najczęstsze tłumaczenie różnego rodzaju biurokratów. Co prawda jest to wolne tłumaczenie tekstu: "Przepraszamy, ale mamy takie przepisy i niestety nie możemy nic z tym zrobić". Rzeczone przepisy są dostępne w jedynie w tajemnym języku biurokracji, których standardowy obywatel i tak nie zrozumie, lecz wydźwięk ich jest taki, jaki przytoczyłem w pierwszym zdaniu. Kolejna sytuacja, w której nabywamy (jak nam się wydaje, prostym ludziom) jakiś towar, który jednakowoż nie okazuje się być naszą własnością mimo zapłacenia za niego własnych pieniędzy. O tempora, o mores, o kur...
Nie można bo zabrania tego Kodeks Wykroczeń:
Art. 133. § 1. Kto nabywa w celu odprzedaży z zyskiem bilety wstępu na imprezy artystyczne, rozrywkowe lub sportowe albo kto bilety takie sprzedaje z zyskiem,
podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny.
§ 2. Usiłowanie oraz podżeganie i pomocnictwo są karalne.
Dlaczego? To przecież proste jak słońce. Gdyby można było legalnie kupić sobie np. sto biletów, a potem je odsprzedać z kilkusetprocentowym przebiciem, to "o, takiego" zobaczyliby normalni kibice, a nie bilety w sklepie. W kilka godzin wykupiliby wszystko ci, którzy w d... mają sport i kibiców, a chcą tylko zarobić na dużym popycie.
Wiem, teraz też się tego nie ustrzeżemy, ale przynajmniej skala jest mniejsza, niż gdyby prawo zezwoliło na ten proceder.
@Infro:
Oczywiście - tylko po co w ogóle zaprzątać sobie tym głowę i zaśmiecać przepisy? Cóż w rynku wtórnym byłoby złego? Odsprzedający bilety też nie windowaliby cen w nieskończoność, bo nie znaleźliby klienta - bilet kosztowałby tyle, ile maksymalnie chętny byłby w stanie za niego zapłacić. Zapewne byłoby drożej, ale bez długich kolejek, losowań i tym podobnych...
A i przepisy prostsze, i mniej wykroczeń do ścigania :)
Aha, czyli kibice (ci prawdziwi i ci z dysmózgią) to kolejni obywatele specjalnej troski. Nawet KW nagięty jest do ich hobby, a bilety sprzedaje się po nierynkowych cenach, bo i tak Państwo dołoży z podatków, żeby było co podzielić na stole i trochę pod.
Już jestem doinformowany. Dzięki!
Pamiętaj, że przepis obejmuje nie tylko kibiców (czy też kiboli), ale wszystkich. W ustawie mowa jest też o innych imprezach. Wyobrażasz sobie że przyjeżdża taki U2 czy Madonna i bilety za np. 200 zł (cenę biorę z sufitu) rozchodzą się w dwie godziny, wykupione przez paru cwaniaków, którzy zainwestowali w dobry interes? I potem te same bilety każdy może sobie kupić, a jakże, uczciwie (w końcu wolny rynek całą gębą, nie?) tylko po 1000 zł od sztuki.
Że nie będą windować cen w nieskończoność? W nieskończoność może i nie, ale jeśli ktoś będzie skłonny zapłacić tysiąc za ulubionego artystę, to za tyle te bilety będą chodzić. A jeśli nawet nie za tyle, to na pewno sporo drożej, niż kosztowały na początku.
Tu nie chodzi o specjalną troskę, ale o uniemożliwienie zrobienia tą drogą interesu.
Irrlicht. Zakaz dotyczy to wszystkich imprez. Chodzi o dostęp do imprez kulturalnych bez spekulacji. Kupowanie i odsprzedawanie biletów jest nieetyczne - dobrze, że takie praktyki są karalne.
Wiadomo - kulturalne społeczeństwo jest fajniejsze. Spekulanci na księżyc!
@Infro
A dlaczego ktoś ma uniemożliwiać komuś innemu robienia interesu? To pachnie centralnie sterowaną gospodarką, czyli powrotem do komunizmu. Mam kasę, inwestuję i robię biznes. Oczywiście odprowadzając od tego podatek. Tak, jak napisał aff, nie da rady wywindować ceny w nieskończoność, bo "spekulant" (słowo często używane w komunie) zostanie z ręką w nocniku. Towar jest tyle wart, ile klient jest gotów za niego zapłacić, a nie tyle, ile sprzedający sobie zażyczy. Jeśliby bilety udało się "spekulantom" odsprzedać po wyższej cenie, to znaczy, że właśnie tyle są warte. A ten przepis z Kodeksu Wykroczeń to kolejny strzał by dobić i tak ledwo żywy w UE wolny rynek oraz ochrona monopolu.
Nieetyczne? O czym Ty mówisz? Jeśli tak Ci zależy na szerzeniu kultury, to walcz o to, by artyści i sportowcy nie brali za swoją PRACĘ pieniędzy. Wtedy nie będzie problemów z "etyką". Oni dają Ci przeżycie kulturalne, Ty je bierzesz. Póki jednak sprzedają swą sztukę, to Ty ja kupujesz, a kupujesz za tyle, ile w/g Ciebie jest warta. Jeśli za występ np. Motorhead jesteś gotów zapłacić 200 zł, a w/g Ciebie mecz Hiszpania - Niemcy nie jest wart złamanego grosza i nie zapłacisz, to Lemmy z kolegami zarobią te dwie stówy (w uproszczeniu), a Hiszpanie i Niemcy nie. I tyle.
@Infro, be_nice
I tak nie widzę, z jakich to fundamentalnych powodów np. cukrem wolno spekulować, a biletami na koncerty i mecze nie, bo KW pilnuje etyki. Wygląda mi na to, że to bardziej kwestia przyzwyczajenia, niż etyki. Swoją drogą, ciekawe jak to jest w innych państwach - czy wolno obracać biletami po cenach rynkowych, czy też się ktoś trzęsie, że jak ludzie zapłacą rynkowo, to się coś zepsuje.
Ta regulacja, która jest, pośmiarduje mi policyjnym traktowaniem obywatela w imię "sprawiedliwości społecznej".
Wyobrażacie sobie minę spekulanta ze 100 biletami w kieszeni, gdy na godzinę przed imprezą przy niektórych wejściach organizator wypuszcza małą pulę wejściówek "last minute" w promocji 50-80% taniej? TVN24 pokazywałby ten opad szczęki co 15 minut przez 3 dni pod rząd ;-)
@manonfire
No i sam sobie zaprzeczasz. Najpierw mówisz o uniemożliwianiu komuś robienia interesu, a potem walczysz z monopolem. Przecież same ustawy antymonopolowe są tak skonstruowane, że blokują pełną swobodę robienia interesów. Jeden potentat nie może wykupić zbyt wielu firm danej branży, bo prawo mu tego zabrania. I co: zły przepis blokuje swobodę handlu? Mam pieniądze i nie wolno mi wykupić paru (lub wszystkich) firm wokół siebie?
Akurat chętnych na te bilety liczy się w milionach, więc spekulant nie zostanie z ręką w nocniku -- a podatku też od tego nie odprowadzi. Już widzę konia rozliczającego się z Urzędem Skarbowym z pieniędzy, które dostał prosto do ręki.
A co do pieniędzy branych przez artystów i sportowców -- cóż, wkładają w to tyle czasu, że właśnie to stało się ich pracą. Nie osiągnęliby tego, mając próby czy treningi dwa razy w tygodniu późnym wieczorem, a na koncerty/mecze musieli brać urlop. Chciałbyś zostawić rodzinę na parę tygodni bo masz zaklepaną trasę i wziąć za to tylko zwrot kosztów? A potem nie móc gdzieś z tą rodziną wyjechać, bo właśnie wyprztykałeś się z urlopu?
@Irrlicht
A po co organizator miałby trzymać "małą pulę wejściówek" na ostatnią chwilę, skoro wszystko może wyprzedać na pniu, wiele czasu przed imprezą? Dla samego utarcia nosa spekulantom?
I tu jest właśnie pewien haczyk. Tam, gdzie pojawiają się ustawy, kończy się wolny rynek, bo ktoś, mający patent na "mądrość" zaczyna mi mówić, czy wolno mi i za ile coś mogę kupić bądź sprzedać. Pewnie się nie znam na ekonomii (tam, gdzie jest wolny rynek, nauka zwana ekonomią nie jest potrzebna), ale nie bardzo sobie wyobrażam, jak jakaś firma mogłaby "wykupić" moją, jeśli ja nie będę miał woli sprzedania jej.
A co do pracy artystów, to chyba niezupełnie zrozumiałeś moją wypowiedź. Ja właśnie ich aktywność traktuję jako PRACĘ. Kapitaliki w tym słowie nie oznaczały lekceważenia, lecz podkreślały znaczenie.
Fakt, nie zrozumiałem dobrze Twojej wypowiedzi -- jednak to, że ktoś na wtórnym rynku kupi bilet z przebiciem, nie przysporzy większego zysku artyście czy sportowcowi.
Ja też nie jestem ekonomistą, ale sama logika podpowiada mi, że tam gdzie nie ma przepisów regulujących działania pomiędzy ludźmi, zamiast wolności pojawia się dżungla.
Usunięcie ustaw nie zwiększy wolności zwykłych ludzi, ale wolność najsilniejszych -- a sam chyba wiesz, gdzie oni mają nas, szaraczków.
Pamiętaj, że "tłumienie wolności" to narzucenie minimalnej płacy (tak, słyszałem ekspertów z ramienia różnych związków pracodawców, którzy dowodzili że ustawa o płacy minimalnej tłumi swobodę zatrudniania; nie ma to jak naukowo podbudowane kłamstwo), zakaz pracy w godzinach nocnych dla kobiet w ciąży, obowiązek wykorzystania przysługującego urlopu, zakaz sprzedaży alkoholu nieletnim i wiele innych. Wyobraź sobie że ogłoszono powszechną wolność i te przepisy cofnięto.
A w kwestii wykupienia firmy -- przychodzi gość i mówi: "Dostajesz tyle i tyle za samą decyzję połączenia z nami, masz zapewniony stołek kierownika oddziału i odpowiednią płacę, a przy tym nie musisz się martwić o wiele kwestii organizacyjnych, które teraz masz na głowie, bo tym zajmie się inna komórka". I co -- nie sprzedasz? Przekalkulujesz zyski i wyjdzie że na tym zarobisz, a gigant wyjdzie na swoje podniesieniem cen. Nie mów tylko, że z wrodzonego idealizmu zaprzesz się i powiesz "nie" :-)
@Infro
Jakby organizator wstrzelił się w cenę rynkową, to zainteresowanie "koników" biletami byłoby umiarkowane i trochę biletów mogło by zostać dostępnych do ostatniej chwili bez cudów z losowaniami i bez dzikich kolejek.
Jakby organizatorowi zależało na sprzedaży biletów "prawdziwym kibicom" poniżej ceny rynkowej i na etyce i ucieraniu nosa spekulantom, to mógłby zastosować trick z promocją "last minute", albo wymyślić coś innego, bez zaśmiecania Kodeksu Wykroczeń. A jakby nie zależało, to by nic nie zrobił i tyle.
Co do wolności najsilniejszych - jakoś nikt nie myśli ustawowo wprowadzać "sprawiedliwości społecznej" np. na rynku mieszkaniowym i w ciągu ostatnich paru lat ceny skoczyły sporo i nikt sobie ust nie wyciera etyką ani nie marudzi, że ktoś kupił taniej a sprzedał drożej. A jest to rzecz daleko ważniejsza od bywania na meczach czy koncertach i dotyczy wszystkich, a nie tylko wybranych hobbystów.
Prawa ograniczające wolność gospodarczą (antymonopolowe, monopolowe (ochrona "własności intelektualnej"), ograniczenia sprzedaży niektórych produktów niektórym ludziom, ochrona pracownika przed wyzyskiem) wprowadza się w jakimś celu, np. żeby nie dopuścić do ewolucji rynku w kierunku, który na krótką metę (miesiące, lata) wydaje się optymalny (maksymalizuje zysk), ale w perspektywie czasu ludzkiego życia prowadziłby do szkód, często nieodwracalnych. Każde takie wkładanie paluchów do mechanizmu rynku ma skutki uboczne (czasem durnowate, np. nie mogę sobie skumulować urlopu z dwóch lat w konkretnym celu, nawet jak pracodawcy by to nie przeszkadzało, a ja miałbym konkretny powód) i należy tego typu zabiegi stosować rozważnie i od czasu do czasu zweryfikować, czy są potrzebne i spełniają założoną funkcję.
Zatem jaką istotną funkcję pełnią ograniczenia odsprzedaży biletów? Czy jest to współczesna implementacja rzymskiego "chleba i igrzysk", z naciskiem na igrzyska? Co się dzieje kulturą i z imprezami tam, gdzie nie ma ograniczeń odsprzedaży biletów (np. niektóre stany USA)?


© 1998-2026 Dziennik Internautów Sp. z o.o.