Komentarze:

  • ~Infro
    [w odpowiedzi dla: ~Irrlicht]

    Fajnie, tylko jak sobie wyobrażasz umiarkowane zainteresowanie biletami, jeśli popyt jest chyba z dziesięciokrotnie wyższy od podaży? Pomnożyć cenę przez 10, żeby tylko bogatych było stać? Pamiętaj też, że ustawa nie mówi o odsprzedaży biletu za cenę nominalną -- w końcu jak kupię bilet na koncert i w ostatniej chwili nie będę mógł pojechać, nikt mi nie zabroni sprzedać go żebym choć odzyskał swoją kasę. W ustawie jest mowa o spekulacji, czyli zakupie z powziętym od razu zamiarem odsprzedaży z zyskiem.

    Swoją drogą przydałaby się podobna ustawa odnośnie mieszkań, bo za to co niektórzy robią (od developerów zresztą poczynając), parę osób należałoby trzasnąć w pysk. Tępą siekierą. Kto wie, może i taka ustawa gdzieś leży, tylko jakiś Miro czy inny Zdzichu bierze dobrą kasę za jej blokowanie?

    No a ten urlop, którego nie możesz sobie skumulować przez parę lat -- cóż, to jest po prostu kij o dwóch końcach. Gdyby można było tak, to wielu pracodawców zmuszałoby pracowników do takiego "kumulowania". Wierzysz że taki później puści Cię na dwa miesiące? Myślę, że już lepiej zmusić i pracodawcę, i pracownika do wykorzystania urlopu. Zdarzyło mi się już pracować w firmach, które różne rzeczy wyczyniały tylko dlatego, że prawo im tego nie zabroniło -- a i wiele rzeczy poza prawem też. Jak to powiedział raz jeden z kierowników: "No to powiedz mi, czy chcesz pracować, bo ja mam na twoje miejsce pięciu takich, co chcą".

    30-04-2011, 22:57

    Odpowiedz
    odpowiedz
  • ~Irrlicht
    [w odpowiedzi dla: ~Infro]

    @Infro
    Jakby organizator wstrzelił się w cenę rynkową, to zainteresowanie "koników" biletami byłoby umiarkowane i trochę biletów mogło by zostać dostępnych do ostatniej chwili bez cudów z losowaniami i bez dzikich kolejek.

    Jakby organizatorowi zależało na sprzedaży biletów "prawdziwym kibicom" poniżej ceny rynkowej i na etyce i ucieraniu nosa spekulantom, to mógłby zastosować trick z promocją "last minute", albo wymyślić coś innego, bez zaśmiecania Kodeksu Wykroczeń. A jakby nie zależało, to by nic nie zrobił i tyle.

    Co do wolności najsilniejszych - jakoś nikt nie myśli ustawowo wprowadzać "sprawiedliwości społecznej" np. na rynku mieszkaniowym i w ciągu ostatnich paru lat ceny skoczyły sporo i nikt sobie ust nie wyciera etyką ani nie marudzi, że ktoś kupił taniej a sprzedał drożej. A jest to rzecz daleko ważniejsza od bywania na meczach czy koncertach i dotyczy wszystkich, a nie tylko wybranych hobbystów.

    Prawa ograniczające wolność gospodarczą (antymonopolowe, monopolowe (ochrona "własności intelektualnej"), ograniczenia sprzedaży niektórych produktów niektórym ludziom, ochrona pracownika przed wyzyskiem) wprowadza się w jakimś celu, np. żeby nie dopuścić do ewolucji rynku w kierunku, który na krótką metę (miesiące, lata) wydaje się optymalny (maksymalizuje zysk), ale w perspektywie czasu ludzkiego życia prowadziłby do szkód, często nieodwracalnych. Każde takie wkładanie paluchów do mechanizmu rynku ma skutki uboczne (czasem durnowate, np. nie mogę sobie skumulować urlopu z dwóch lat w konkretnym celu, nawet jak pracodawcy by to nie przeszkadzało, a ja miałbym konkretny powód) i należy tego typu zabiegi stosować rozważnie i od czasu do czasu zweryfikować, czy są potrzebne i spełniają założoną funkcję.

    Zatem jaką istotną funkcję pełnią ograniczenia odsprzedaży biletów? Czy jest to współczesna implementacja rzymskiego "chleba i igrzysk", z naciskiem na igrzyska? Co się dzieje kulturą i z imprezami tam, gdzie nie ma ograniczeń odsprzedaży biletów (np. niektóre stany USA)?

    30-04-2011, 02:39

    Odpowiedz
    odpowiedz
  • ~Infro
    [w odpowiedzi dla: ~manonfire]

    Fakt, nie zrozumiałem dobrze Twojej wypowiedzi -- jednak to, że ktoś na wtórnym rynku kupi bilet z przebiciem, nie przysporzy większego zysku artyście czy sportowcowi.

    Ja też nie jestem ekonomistą, ale sama logika podpowiada mi, że tam gdzie nie ma przepisów regulujących działania pomiędzy ludźmi, zamiast wolności pojawia się dżungla.
    Usunięcie ustaw nie zwiększy wolności zwykłych ludzi, ale wolność najsilniejszych -- a sam chyba wiesz, gdzie oni mają nas, szaraczków.

    Pamiętaj, że "tłumienie wolności" to narzucenie minimalnej płacy (tak, słyszałem ekspertów z ramienia różnych związków pracodawców, którzy dowodzili że ustawa o płacy minimalnej tłumi swobodę zatrudniania; nie ma to jak naukowo podbudowane kłamstwo), zakaz pracy w godzinach nocnych dla kobiet w ciąży, obowiązek wykorzystania przysługującego urlopu, zakaz sprzedaży alkoholu nieletnim i wiele innych. Wyobraź sobie że ogłoszono powszechną wolność i te przepisy cofnięto.

    A w kwestii wykupienia firmy -- przychodzi gość i mówi: "Dostajesz tyle i tyle za samą decyzję połączenia z nami, masz zapewniony stołek kierownika oddziału i odpowiednią płacę, a przy tym nie musisz się martwić o wiele kwestii organizacyjnych, które teraz masz na głowie, bo tym zajmie się inna komórka". I co -- nie sprzedasz? Przekalkulujesz zyski i wyjdzie że na tym zarobisz, a gigant wyjdzie na swoje podniesieniem cen. Nie mów tylko, że z wrodzonego idealizmu zaprzesz się i powiesz "nie" :-)

    29-04-2011, 20:18

    Odpowiedz
    odpowiedz
  • ~manonfire
    [w odpowiedzi dla: ~Infro]

    I tu jest właśnie pewien haczyk. Tam, gdzie pojawiają się ustawy, kończy się wolny rynek, bo ktoś, mający patent na "mądrość" zaczyna mi mówić, czy wolno mi i za ile coś mogę kupić bądź sprzedać. Pewnie się nie znam na ekonomii (tam, gdzie jest wolny rynek, nauka zwana ekonomią nie jest potrzebna), ale nie bardzo sobie wyobrażam, jak jakaś firma mogłaby "wykupić" moją, jeśli ja nie będę miał woli sprzedania jej.
    A co do pracy artystów, to chyba niezupełnie zrozumiałeś moją wypowiedź. Ja właśnie ich aktywność traktuję jako PRACĘ. Kapitaliki w tym słowie nie oznaczały lekceważenia, lecz podkreślały znaczenie.

    29-04-2011, 19:27

    Odpowiedz
    odpowiedz
  • ~Infro

    @manonfire
    No i sam sobie zaprzeczasz. Najpierw mówisz o uniemożliwianiu komuś robienia interesu, a potem walczysz z monopolem. Przecież same ustawy antymonopolowe są tak skonstruowane, że blokują pełną swobodę robienia interesów. Jeden potentat nie może wykupić zbyt wielu firm danej branży, bo prawo mu tego zabrania. I co: zły przepis blokuje swobodę handlu? Mam pieniądze i nie wolno mi wykupić paru (lub wszystkich) firm wokół siebie?

    Akurat chętnych na te bilety liczy się w milionach, więc spekulant nie zostanie z ręką w nocniku -- a podatku też od tego nie odprowadzi. Już widzę konia rozliczającego się z Urzędem Skarbowym z pieniędzy, które dostał prosto do ręki.
    A co do pieniędzy branych przez artystów i sportowców -- cóż, wkładają w to tyle czasu, że właśnie to stało się ich pracą. Nie osiągnęliby tego, mając próby czy treningi dwa razy w tygodniu późnym wieczorem, a na koncerty/mecze musieli brać urlop. Chciałbyś zostawić rodzinę na parę tygodni bo masz zaklepaną trasę i wziąć za to tylko zwrot kosztów? A potem nie móc gdzieś z tą rodziną wyjechać, bo właśnie wyprztykałeś się z urlopu?

    @Irrlicht
    A po co organizator miałby trzymać "małą pulę wejściówek" na ostatnią chwilę, skoro wszystko może wyprzedać na pniu, wiele czasu przed imprezą? Dla samego utarcia nosa spekulantom?

    29-04-2011, 18:54

    Odpowiedz
    odpowiedz
Chwilowo brak danych. Sprawdź później :)


Partnerzy