To mit, ze podanie danych osobowych wplywa na jakosc komentarzy. Cham pozostaje chamem tak w "realu", jak i w necie niezaleznie od tego, czy popelni autoblamaz. Cham nie zna pojecia wstydu i blamazu.
Zasadniczo artykuly podobne do tych przywodza mi na mysl podejsce w stylu: "Tato, wzielam kluczyki do samochodu i teraz bede nim jechac. Nic mi nie zrobisz, to juz postanowione".
Ktos usiluje nam wmowic, ze cos, co mu/im sie podoba de facto JUZ JEST, w zwiazku z czym nie powinnismy sie przed tym bronic. To absolutna fikcja, socjotechnika i chwyt erystyczny. Nie godze sie na cos takiego, nie godze sie na mowienie, ze "prywatnosc umarla". Byc moze umarla prywatnosc osob, ktore to mowia, jednak nie moja.

Tylko żeby móc komentować, trzeba mieć konto u Zuckerberga. A na to niektórzy się nie zgodzą.


© 1998-2026 Dziennik Internautów Sp. z o.o.