
Pedofilia. Cóż za chwytliwe hasło. Protestujących przeciw cenzurze łatwo obrzuci się błotem, a potem po cichu doda do listy strony prezentujące inne poglądy niż "jedyne słuszne", procedurę odwołania naturalnie skonstruuję się tak żeby albo była łatwa do obalenia (mnogość przepisów niekoniecznie z sobą zgodnych), albo też możliwa do przedłużenia w nieskończoność (brak maksymalnego czasu rozpatrzenia sprawy przez stosowne "ciało"). Co gorsza nie widać możliwości odsunięcia tych krętaczy od władzy bo to jedna klika (praktycznie sami socjaliści, niezależnie od partii i bajek przedwyborczych). Można więc co najwyżej wybrać kto będzie udawał że działa dla naszego dobra (któreż to dobra należy naturalnie dobrze przed władzą schować ;)

Innymi słowy próba upchnięcia cenzury pod krzykliwym hasłem, które normalny człowiek uznaje za niewłaściwe i normalnie by poparł bez wyrzutów moralnych. Problem w tym, że pod tym płaszczykiem chce się przepchnąć coś zupełnie innego. A to już jest zwyczajne oszustwo. Równie dobrze mógłbym zgłosić zakaz sprzedaży prezerwatyw, bo przecież używają ich gwałciciele i pedofile by minimalizować ryzyko znalezienia dowodów w postaci spermy przykładowo. A co? Może nie mam racji? To samo będzie z owym "wybrykiem prawnym". Powstał w określonym celu, ale nie jest to łapanie pedofili i innych zwyrodnialców, ale ordynarna cenzura. Ekstrementy ubrane w papierek nie staną się cukierkiem...
Nie oszukujmy się! Cała ta akcja to bujda na resorach. Wszyscy wiedzą, że chodzi o wprowadzenie totalitarnych mechanizmów i powolne demontowanie tej całej demokracji, które była potrzebna, gdy na Wschodzie istniał "straszak komunizmu". Wówczas to, rządzący na tzw. Zachodzie musieli robić wszystko, aby rewolucja komunistyczna nie była atrakcyjna dla ich poddanych. Dlatego też akcentowano te wszystkie wolności i swobody.
Teraz Zimna Wojna jest już wygrana, a hołota ma za dużo praw i nie daje się z nią robić co się tylko żywnie podoba (np. chcemy zrobić eksperyment z ciekawą "szczepionką na grypę" - a tu, w tym Internecie, lekarze bezczelnie informują ludzi, żeby tego g* nie brali... przecież to jest nie do pomyślenia!!!).
Dlatego też, dziś hazard lub pedofilia, jutro "treści niepożądane dla oczu obywatela", a pojutrze.. zaczniemy znikać za niewłaściwy komentarz w sieci - jak w Chinach Ludowych (skąd wzięto wzorzec cenzury w sieci?).
Generalnie trzeba konserwować karabin po dziadku, bo może trzeba będzie iść do lasu za lat np. 5. Kto wie. :->
Uzywam juz tyle lat Internetu i doslownie ANI RAZU nie trafilem na zadna, ANI JEDNA strone z tresciami pedofilskim (a normalna pornografie zdarza mi sie czasami ogladac, nawet z zona for fun). Tak wiec smiem uwazac, ze zeby w ogole trafic na materialy pedo trzeba wiedziec jak i gdzie szukac. Z przypadku sie tam nie trafi. A jesli juz nawet komus sie uda wejsc przez przypadek to pewnie bardzo szybko wyjdzie bo dla przecietnego czlowieka to sa materialy bardziej obrzydliwe (cos jak zoofilia) niz podniecajace.
+10 dla ~Henry. Pedofilem sie nie zostaje od zobaczenia zdjecia golego dziecka.
I nie da sie nic zablokowac. Musielibyscie geniusze implementacje IPv4 rozpieprzyc w drobny mak przy samej podstawie.
Nietechniczni tworzacy prawo internetowe. Paranoja^2

To ja może napiszę jak skutecznie walczyć z sieciową pedofilią. Zamiast zamykać strony, przejmować je w wspópracy z adminem serwera ( ew zacząć współpracę z isp danej witryny, albo adminami bramek do kraju w którym takowa jest) i zamienić w "kotły" czyli logować ip stałych "czytelników". I teraz są 2 możliwości:
1) ip z tora, java/flash wyłączone (internauta wie co robi i czym to grozi), wtedy wtopa bo nawet jak po jakimś czasie stronę zamkniemy to sobie w domenie .onion nienamierzalną a więc i niezamykalną znajdzie.
2) ip nietorowe, z javą i flashem włączonym (internauta-idiota), takiego możemy dla zasady przymknąć w ramach jakiejś dużej "łapanki". Potem pewnie trzeba będzie wypuścić bo brakło kasy na sprawdzenie kompów, bo tyle procedury trwały że się wszystko przedawniło itp, ale za którymś razem da sobie spokój.
ps Nie wiem jak ma się do tego prawo, ale był swojego czasu bug w JPG powodujący wykonanie dowolnego kodu po wyświetleniu obrazka (w bibliotece Windowsowej, więc program którego użyjemy do oglądnięcia i jego wersja bez znaczenia). Można by go użyć do namierzenia "windowsowych" tor-owców, prywatni userzy zwykle jadą na pilatach a co za tym idzie nie łatają systemu i ciągle mogą być na ten błąd podatni.
"(np. chcemy zrobić eksperyment z ciekawą "szczepionką na grypę" - a tu, w tym Internecie, lekarze bezczelnie informują ludzi, żeby tego g* nie brali... przecież to jest nie do pomyślenia!!!)" A dlaczego tak lekarze mówią, bo nie dostali łapówki.

"Pozdrawiam" tych co po tamtej "debacie", odtrąbili sukces.


© 1998-2026 Dziennik Internautów Sp. z o.o.