"MKOL rozmawiał z władzami jedynie na temat serwisów pornograficznych i zagrażających bezpieczeństwu państwa."
Przepraszam, mam pytanie: "zagrażające bezpieczeństwu państwa" - kto ustala, że dana rzecz zagraża bezpieczeństwu państwa? MKOL czy Chiny? Wydaje się oczywiste, że Chiny prawda? No to pod ten punkt MKOL umywa ręce a Chiny mają pełną swobodę działania, bo z tego co wiem to nawet kichnięcie w złym kierunku może podpaść pod ten punkt. :-(
Wiem, że to trudna sytuacja i nie ma łatwych szybkich rozwiązań, ale tłumaczenie MKOLu, że o niczym nie wiedział jest śmieszne i po prostu w to nie wierzę.
Niech odwołają igrzyska, przesuną o rok do innego kraju i po sprawie. Nie dość że nabijają kabzę Chinom to Chiny i tak wszystkich olewają.
Nie podniecajcie sie tak Chinami bo w UE i USA niedługo będziemy mieć to samo. Tyle, że u nas zamiast "zagrożenia bezpieczeństwa państwa" będzie się używać zagrożenia terrorystycznego, praw autorskich, pedofilii, faszyzmu - to na początek, później przyjdzie czas na zablokowanie kolejnych "szkodliwych treści".
twierdzisz tak na podstawie czego konkretnie? Po za swoimi marami sennymi oczywiście.
Nie jest łatwo.
Zbojkotować Chiny przez głowy państw. Weź pod uwagę, że ogromna część naszych "dóbr" jest wytwarzana w Chinach. Zbojkotuj teraz to, a potem cofnij się w rozwoju lub płać kilka razy więcej za to co masz obecnie. Na świecie jest zło, ale świat na tym "stoi" i usunięcie nie jest proste - bo świat się przewróci. :-(
Usuwać trzeba jakoś pomału, delikatnie przez równoczesne podmienianie "zła" na cokolwiek lepszego. Zrobienie rewolucji spowodowałoby klęskę całego świata. :-( Takie rozwiązania najszybciej przychodzą nam do głowy, ale niestety to nie jest najlepsze.
Inna sprawa, że od tego są inni gdzieś tam wysoko postawieni żeby odpowiednio pomału to "zło" usuwać. Mam nadzieję, że wiedzą co robią bo zabawa z Chinami to jak bieganie z nitrogliceryną.

Weźmy terroryzm. Można ograniczyć wiele swobód obywatelskich w imię walki z terroryzmem, zwłaszcza w USA. 10 lat temu władzom USA nie przyszłoby to z taką łatwością jak dziś, a to dlatego, że terroryzm to, terroryzm tamto. Poprzez media ludziom wmawia się, że istnieje niewyobrażalnie wielkie niebezpieczeństwo ze strony terrorystów wszelkiej maści (szczególnie tych z turbanami na głowach), a kłamstwo powtarzane wielokrotnie staje się prawdą. Jeśli władze UE uchwalą jakieś bzdurne prawo antyterrorystyczne to chcąc, nie chcąc będziemy musieli się podporządkować. EOT
Na podstawie obserwacji świata, czy chociażby czytania wiadomości w DI. Parę przykładów: prokuratorzy w USA nakazujący dostawcom cenzurę Internetu by "uchronić dzieci przed pornografią", blokowanie p2p "bo może być używane do łamania prawa autorskiego", zakazy fotografowania "z powodu zagrożenia terrorystycznego", ustawowy zakaz głoszenia pewnych poglądów (szkoda, że komunizmu nie ma na tej liście) a w niektórych państwach nawet posiadania symboli z nimi związanych, ustawowy zakaz ujawniania wyników badań jeśli nie zgadzają się z zadekretowaną "prawdą" (tzw. kłamstwo oświęcimskie), cisza przedwyborcza.
Bojkotuj transmisje telewizyjne, radiowe i wszelkie inne olimpiady w Chinach! Nie oglądaj, nie słuchaj, nie czytaj! To jest jedyny sposób i jedyny skuteczny bojkot, który może Chińczyków rzeczywiście "uderzyć po kieszeni" - oczywiście jeżeli byłby na duża skalę...
To zależy od każdego z nas...
"Weź pod uwagę, że ogromna część naszych "dóbr" jest wytwarzana w Chinach. Zbojkotuj teraz to, a potem cofnij się w rozwoju lub płać kilka razy więcej za to co masz obecnie."
No nie jest latwo, zgadzam sie. Sa jednak dwie sprawy:
- nie trzeba byc od razu ortodoksem, ktory nie kupuje absolutnie niczego chinskiego. Pelen bojkot faktycznie ciezko jest zrealizowac. Co wiecej, pewnie wlasnie dlatego takie stwierdzenia sa tak lubiane przez ludzi, ktorzy niby sa "swiadomi", ale tylko na pokaz, bo tak naprawde im sie nie chce: "no tak, bojkot dobry, ale sprobuj tu zyc nie kupujac chinskich rzeczy"; argument typu "ekolog, a chodzi w butach ze skory i rozmawia przez komorke". To nie jest tak, ze jak kupisz jeden chinski produkt, to od razu jestes spalony i koniec. Jesli nie ma alternatywy, to nie ma co sie biczowac i nalezy go kupic (jesli oczywiscie faktycznie jest potrzebny).
- mimo powszechnosci przekonania, ze nie ma alternatywy dla rzeczy z Chin, to nie jest do konca prawda. Przyklad z zycia: ostatnio skladalem komputer (czyli rzecz, ktora "na pewno jest robiona w Chinach"). Procesor jest z Malezji, plyta glowna i pamieci Made in Taiwan, dyski chyba z Tajlandii, monitor ze Slowacji. Z Chin sa nagrywarka i obudowa. Zeby bylo jasne - kraj produkcji nie byl jedynym kryterium wyboru, komponenty mam na wysokim poziomie i takie jakie chcialem, nie musialem isc na kompromisy.
Podsumowujac: nie obrazajcie sie na swiat, ze niby nie ma wyboru, tylko po prostu nastepnym razem zapytajcie w sklepie "czy dostane takie cos, ale nie robione w Chinach". Moze sprzedawca pozytywnie Was zaskoczy.


© 1998-2026 Dziennik Internautów Sp. z o.o.