Komentarze:

  • ~AnonimAnus
    [w odpowiedzi dla: ~Kierchu]

    Ty dalej z tym kopiowaniem... Daj programistom zarobić. To też ludzie, nie roboty. Przecież jak będą tylko ludzie z Twoim podejściem, to będą tylko powstawać gry przeglądarkowe, których główny kod działa po stronie serwera i konieczne będzie uiszczenie opłaty za granie lub wirtualne pieniądze...

    12-04-2011, 05:17

    Odpowiedz
    odpowiedz
  • ~Kierchu

    Jam jest stary komunista, który się na tych przepięknych czasach wychował, kiedy to kopiowanie gier z kasety na kasetę NIE BYŁO żadnym pieprzonym przestępstwem, tak jak teraz to głupie prawo stanowi! Wtedy oczywiście nie było internetu, trzeba było grę najpierw kupić, ale jeśli już kolega jakąś miał to się przegrywało w magnetofonie he he i nie było to nawet niemoralne, a co dopiero nielegalne :-) Tak samo dziś nie jest nielegalne kopiowanie gier od kolegi czy z internetu, tylko debilne prawo mówi inaczej, ale prawo nie jest nieomylne przecież :-P.

    A co do samego Commodore 64. Ech mój pierwszy komputer z klawiaturą, kupiony dopiero w roku 1992 (czyli w sumie pod koniec jego epoki!), bo dopiero wtedy było mnie na niego stać. Kosztował chyba 1,2 mln złotych (tak - miliona! bo to stare złotówki). Czyli dzisiejsze 120 zł. Tamte gry to było coś, co pochłaniałem z otwartą buzią i oczami, pomimo zaledwie 16 kolorów dostępnych i "zabójczej" rozdzielczości 320x200 pikseli (gdzie dziś już gówniany telefon kom. ma dużo lepszą rozdzielczość). Te gry to był mój nowy świat, nowe życie, coś, czego się nie zapomina do końca życia, na wspomnienie czego ma się gęsią skórę i łzy w oczach!

    Dziś używam już wyłącznie komputera PC - bo jest wszechstronny, szybki, multimedialny, wiadomo... Ale nie rozstaję się nigdy i nigdzie z emulatorem starego, dobrego Commodore 64 (najpopularniejszy to Vice) i czasami ładuję sobie jakąś gierkę z tamtych lat w oryginalnej postaci jeśli chodzi o wygląd, a oczywiście przerobioną do pliku. Używam też emulatora Amigi (WinUAE), chociaż nigdy nie miałem Amigi, ale te gry są nowocześniejsze, bogatsze, dłuższe, jeszcze ciekawsze, więc też chcę je poznawać.

    I tytułem końca, też uważam, że nie ma to jak oryginalny komputer, a ta przeróbka to albo jakiś fotomontaż albo rzeczywisty produkt w formie żartu. Coś w stylu długopisu, który nie pisze, tylko tryska z niego woda po wciśnięciu przycisku. Po prostu pytanie - czy jest sens używać takiego mutanta? Do czego?

    Albo Commodore 64 jako oryginał albo normalny PC, a jeśli chcę to załączam emulator i mam Commodore na ekranie PC. Proste i bez cudowania.

    12-04-2011, 00:13

    Odpowiedz
    odpowiedz
  • ~internauta
    [w odpowiedzi dla: ~ciekawy]

    Właśnie w końcówce komuny kupiłem 65XE, na Armii Ludowej, niedaleko klubu "Remont", Pewex był. Za sam komputerek z zasilaczem dałem w 1986-tym lub 1987-mym $109 plus $5 za joystick Quick Shot :)
    Była gigantyczna kolejka, bo Rosjanie wtedy odkryli salony gier, i wykupowali w Polsce masowo, a i Polacy chcieli mieć komputery w domach...
    Kilka miesięcy po tym, gdy kupiłem pojawił się w Polsce 130XE - znacznie droższy, miał... 128kb RAMu :)
    Akcesoria do mego Atari kompletowałem z rok, zaraz po kupieniu programy wczytywałem z "Kasprzaka" z samoróbką interfecem z pisma "IKS".
    BTW. Nie czuję się stary, jako pierwszy PC miałem kilka lat później tani klon Commodore PC, kupiony używany w CHZ "Agrokomputer" z systemem MS dOS 5.0 :)...

    11-04-2011, 22:43

    Odpowiedz
    odpowiedz
  • ~ciekawy

    1010 był dobry, ale pękały klawisze. XC12 to był już szmelc. Najlepszym magnetofonem do atari był XC11 tyle, że bardzo szybko wyszedł z produkcji.
    A stacje dysków, to dopiero była historia. 1050i o ile pamiętam dobrze, miałem nawet zainstalowany top drive i czytała dyskietki o podwójnej gęstości jak CA tyle, że była solidniejsza.
    A tak przy okazji, Internauta, w peweksie wtedy były 800XL, 65 XE weszło o wiele później (wcześniej było jeszcze 130XE które posiadałem). Oryginalna gra na dyskietce kosztowała - uwaga - od 24 do 36 dolarów.
    Na kartridżu podobnie :) Aż się poczułem starcem jak pomyślałem ile to lat temu było.....

    11-04-2011, 22:04

    Odpowiedz
    odpowiedz
  • ~internauta
    [w odpowiedzi dla: ~]

    Borgis, akurat magnetofon "1010" to sobie wtedy przywiozłem z "kapitalistycznej" Holandii, bo w Polsce w Pewexach był tylko szmelc wtedy magnetofonowy - cały Xc12 był z plastyku...
    Stację dysków miałem niestety California Access, bo atarowskiej nie zdołałem kupić.

    A komuna była do bani - wtedy na owe $120 pracowałem ponad trzy miesiące.

    11-04-2011, 20:28

    Odpowiedz
    odpowiedz
Brak danych. Sprawdź później :)
RSS  
Chwilowo brak danych. Sprawdź później :)


Partnerzy