W pobliżu mojego domu były trzy pojemniki na surowce wtórne i kontener na tzw. gabaryty. Ale niedawno wybudowano plombę, do której sprowadził się burmistrz, a jemu owe pojemniki śmierdziały. Więc teraz już ich nie ma i wszystko idzie do ogólnego śmietnika, a gabaryty są po cichu wywożone "do lasu".
Pomysłodawcom tego kontrolowania trzeba by zaszyć tyłki i zobaczyć jak długo wytrzymają bez defekacji. W Polsce trzeba przede odpowiednich przepisów, które zmusiłyby władze lokalne do tworzenia punktów odbioru surowców wtórnych oraz obciążyły urzędników odpowiedzialnością materialną.
Cytuję:
"To smutne i żenujące, że polscy naukowcy zamiast zająć się implementacją unijnych reguł zarządzania do polskiej gospodarki odpadami komunalnymi bawią się jak harcerze w "niewidzialną rękę"..."
U nas w kraju jak się chce mieć porządek i ład, to się trzeba wszystkim samemu zająć, bo do władz pchają się ludzie szukający ciepłych posadek lub chcący zaleczyć kompleksy. Jak się ich nie przyciśnie i nie nagłośni sprawy, to sami z siebie nic nie zrobią bo nie mają motywacji... :D
Niech więc strażnicy drobiazgowo wyjaśnią dlaczego na przykład za Odrą nie ma nawet pojęcia "dzikie wysypisko", dlaczego na składowiska trafia mniej niż 5 procent odpadów a u nas 95 jest deponowanych bezużytecznie... Chwalić się, że zamiast nad usunięciem przyczyn systemowych powstawania dzikich wysypisk - strażnicy zajmują się "socjalistyczną" walką z patologiami - to też świadczy samo za siebie...
No cos, pochwale sie, wybacznie. W Poznaniu od jakiegos juz czasu dziala formularz na oficjalnych stronach, gdzie mozna zglaszac interwencje do Strazy Miejskiej. W efekcie kilka dzikich smietnisk zniknelo. Ludzie sami zglaszaja, z fotkami wlacznie i precyzyjnym wskazaniem na cyfrowej mapie miasta. A straznikom sie drobiazgowo chce wyjasniac.


© 1998-2026 Dziennik Internautów Sp. z o.o.