"To tak jakby krzyczący w tłumie miał pretensje, że inni go słyszą."
Ciekawe.. tyle że nawet jeśli zostawię router niezabezpieczony nie masz prawa z niego korzystać. Nie "krzyczy w tłumie" bo router znajduje się na prywatnym terenie. To że znajdziesz 1 gr na ulicy nie stajesz się jego właścicielem - dotyczy to wszystkich znalezionych rzeczy. Dodatkowo, jakim prawem oni by sprawdzali mój router (połączenie, dostępność, itd.) dla poprawienia usług publicznych? Pewnie niektórzy stwierdzą że jest wiele miejsc z AP publicznym i to chcieli znaleźć guglofcy - prawda, jednak mój niezabezpieczony router jest nadal moją własnością a przesyłane dane są wchodzą w skład mojej prywatności - nie mam obowiązku być fachowcem lub choćby zwykłym użytkownikiem - mogę mieć 60 lat i mieć kaprys. Dodatkowo, router bez zabezpieczeń nadal jest własnością i bez zgody właściciela gugle nie ma prawa publicznie podawać jego lokalizacji a w szczególności dostępności. Taka informacja mogła by narazić właściciela na masowe ataki choćby dla "zabawy" i późniejszą jego odpowiedzialność karną. To co robi gugle to zwykłe naginanie prawa.
Na koniec przykład krzyczenia w tłumie:
każdy z nas ma dostawcę internetu który puszcza nas dalej. Dostaje on wszystkie nasze informacje, łącznie z hasłami, niezabezpieczone odpowiednio. Według teorii "krzyczenia w tłumie" dostawca netu ma prawo na składowanie, upublicznianie, odczytywanie i wykorzystywanie wszystkich przechodzących informacji - w końcu "krzyczymy w tłumie" i nie zabezpieczamy danych.

Da się jakoś Google powstrzymać od wdrażania swojej polityki?

Przecież te dane nie były szyfrowane. To tak jakby krzyczący w tłumie miał pretensje, że inni go słyszą. Einstein miał rację - ludzka głupota nie zna granic.


© 1998-2026 Dziennik Internautów Sp. z o.o.