Ja byłem tylko na jednym filmie 3D,na Avatar'ze, z okularami dzięki którymi miałem widzieć ten efekt czy bez nich nie zauważyłem ani razu tego efektu... wzrok niby dobry chociaż jak mam odświeżanie w monitorze CRT mniejsze jak 85Hz to przyznam głowa boli po 30min pracy
Oglądanie Avatara w kinie było przyjemnością po mniej więcej 10 minutach adaptacji. Nie można jednak utożsamiać widzenia 3D w filmie z widzeniem 3D w naturalnym otoczeniu. Techniki 3D używane w kinach to "oszustwo" na mózgu człowieka, podobnie jak telewizja czy techniki kompresji dźwięku takie jak MP3 i AAC. Ponieważ obróbka sygnałów nerwowych z siatkówki jest bardzo złożona i w znacznej mierze indywidualna, nie można stawiać znaku równości i twierdzić, że jeżeli ktoś nie widzi efektu 3D na filmach, to ma z pewnością zaburzone widzenie trójwymiarowe naturalnych obiektów i otoczenia.
Dokładnie, w "realu" na 3D składa się o wiele więcej informacji niż tylko przesunięcie obrazu pomiędzy lewym i prawym okiem (np informacja o ostrości, która w kinie ustalona jest przez cały czas na ekran, a którą mózg również wykorzystuje do wychwytywania odległości). Wykorzystanie jedynie przesunięcia powoduje że mózg głupieje - stąd pojawiają się migreny.
Po artykule widzę jednak, że zaczęła się nagonka na "normalnych" ludzi, którzy nie trawią oszukanego 3D i próba wmówienia im że mają problem i muszą się leczyć ... i płacić.
wot kapitalizm!

A ja sądziłem że to widzenie 3D, gdy nie ma 3D jest chorobą, a nie na odwrót. Jak to dobrze że pani opto|oku mnie z błędu wyprowadziła. Jutro biegnę do niej się "leczyć".
Ehhh...


© 1998-2026 Dziennik Internautów Sp. z o.o.