No bo większość pracowników to zatrudnieni po znajomości i nic nie wiedzą, skądś to znam ;] Same lejby. A młodzi ludzie po studiach, znający się i mądrzejsi z potencjałem siedzą na bezrobociu. Wypieprzyć te wszystkie żonki, córki, ciotki i znajomych zatrudnianych jakimiś przekrętami.
Jak to widzi informatyk/programista.
Czekali do ostatniej chwili i dopiero po grozbe audytu zaczeli kombinowac co z tym zrobic.
Nie wiem czy przetarg byl ustawiony czy nie ale napisanie aplikacja rzadowej w tydzien jest failem. Mianowicie, moze i dziala ale trzeba takie aplikacje przetestowac pod wzgledem odpornosci na bledy np zeby jedna akcja nie byla powtarzana 10 razy bo program odmawia wspolpracy.
Odbior w 1 dzien. Jezeli jest to informacja prawdziwa to jest fail. Z tego wzgledu ze po ostatecznym odbiorze firma wykonujaca nie musi (moze) zrobic poprawki. W normalnych firmach prywatnych trwa to dluzej i wszystko jest testowane (chociaz nie wszystkei mozliwosci, bog wie co wymysli uzytkownik).
Nie znam specyfikacji programu ale to sa koszta ogromne i ciekawe jak stoi pod wzgledem bezpieczenstwa.
Może bardziej zwracać uwagę na to kogo się zatrudnia w ministerstwach na stanowiskach informatyków i naczelników działów informatycznych. Niedouczonych gwiazd tam jest dostatek o jakichkolwiek wymaganiach i znajomościach norm można tam pomarzyć miałem okazje w takim czymś uczestniczyć od środka i powiem jedno normy iso opisujące co kto i jak za ile to nigdy nie zostały przez ministerialne ćwoki zidentyfikowane. Ktoś kasę wziął i ministerialny geniusz od przetargów ręce zacierał bo dorwał się do kasy a myślał, że to takie proste he he a tu zima.


© 1998-2026 Dziennik Internautów Sp. z o.o.