W praktyce jest to łatwe do ominięcia i prawdopodobnie omijane (nie zdziwiłbym się gdyby wszystkie reklamy uderzające po uszach spełniały takie normy). Starczy skompresować dźwięk, w filmie czy rozmowie mamy doczynienia z pewną dynamiką sygnału, dzięki czemu średnio wydaje nam się on cichszy niż skompresowany dźwięk reklam, mimo że MAKSYMALNY poziom głośności tu i tu jest ten sam. A szept podgłoszony do granicy przesteru ryje mózg na prawdę skutecznie :) Z tym samym mamy do czynienia od paru lat w radiu i ogólnie z nowymi "przebojami" - taki dźwięk, mimo że bardzo ubogi w porównaniu z oryginalnym, po prostu łatwo wpada w ucho.


© 1998-2026 Dziennik Internautów Sp. z o.o.