Niemalże taka sama sytuacja spotkała mnie 24.12 kiedy to istniała obawa o odwołanie mojego lotu WizzAir. Zajrzałem na stronę, aby spisać numer kontaktowy "w razie czego", ale jak zobaczyłem stawkę, to mi się odechciało. Mi sprzyjało szczęście i doleciałem terminowo do celu, ale nie zazdroszczę tym, którzy muszą się użerać z wszelkimi "call center" i jeszcze płacić jak za sex linię.


© 1998-2026 Dziennik Internautów Sp. z o.o.