Co za pieprzenie "prywatność na ulicy"???
Ulica jest miejscem publicznym. Ile razy można pisać, że w miejscach publicznych nie ma mowy o żadnej prywatności. Google nie fotografuje wnętrz mieszkań i domów, wnętrz toalet czy kabin prysznicowych, tylko te miejsca, które każdy może odwiedzić i.. paradoksalnie.. sfotografować lub sfilmować - używając własnej komórki! I co? I potem może te zdjęcia walnąć na Facebooka, Blipa czy do Picasy lub innego Flickr'a. Więc w czym problem z tym Google?
Dalej... wystarczy nie latać na dziwki, nie jeżdzić służbowym autem na zakupy w godzinach pracy, czy nie sikać na czyjeś auto, abo nie bać się, że zostaniemy sfoceni na ulicy. Wszak w każdej chwili, każdy może nam zdjęcie zrobić i też opublikować je w sieci - co już pisałem!
Zupełnie nie rozumiem zadymy wokół StreetView! Moim zdaniem, cały Świat powinien być tam skatalogowany (i aktualizowany co jakiś czas). Ta usługa daje niesamowite możliwości - np. przy planowaniu podróży, czy też umożliwia "podróże" tym, którzy w realnym świecie nie za bardzo mogą podróżować - np. niepełnosprawnym. Ale "prywatność na ulicy" jest od tego ważniejsza... gdzie my żyjemy? Jest XXI wiek. Ludzie.. ogarnijcie się! :(

Czesi będą musieli na jeden dzień wyłączyć sieci Wi-Fi, żeby nie było tak jak w innym kraju, że google szperało w sieciach Wi-Fi bez niczyjej zgody.


© 1998-2026 Dziennik Internautów Sp. z o.o.