No i po reklamie. Wielkie słowa, wielkie plany … wyszło gówno. 23.07.2008 roku – jeszcze wtedy nieświadomie – straciłem 1393,14zł. Moje zamówienie było jednym z ostatnich, jakie przyjęto do realizacji. Firma Ulubiony.pl zgłosiła wniosek o upadłość likwidacyjną z dniem 01.08.2008 roku. Siedem dni po przyjęciu m.in. mojego zamówienia. Moje zamówienie nie byłoby zrealizowane, nie pisałbym tutaj dzisiaj, nie straciłbym 1393,14zł GDYBY nie fakt, że ktoś w firmie, którego wiceprezesem był m.in. Marcin Balawejder a mianowicie Ulubiony.pl ZATWIERDZIŁ i PRZYJĄŁ moje zamówienie tym samym udostępniając mi dane do przelewu i możliwość dokonania w/w. SIEDEM DNI PRZED ZŁOŻENIEM WNIOSKU O UPADŁOŚĆ LIKWIDACYJNĄ.
Teraz po 2 latach wielki (?) come-out. Obietnice, korespondencje m.in. na mój e-mail. Szkoda, że nie było mnie na tym ShopCamp’ie. Może na jednym z następnych się pojawię. Zajebałbym choćby zegarek, komórkę i cenniejsze rzeczy z uposażenia pana Balawejdera celem późniejszej odsprzedaży na choćby allegro i zmniejszenie moich strat, które do dnia dzisiejszego (nie licząc podobno przysługujących mi prawnie odsetek) wynoszą 1393,14zł. Miała być Komisja Rewizyjna, miało być spłacanie wierzycieli. A tak na prawdę wciąż faktem jest, że:
Firma MBBC Sp z o.o., której współwłaścicielem był Marcin Balawejder poprzez sklep Ulubiony.pl oszukała mnie na kwotę 1393,14zł i do dnia dzisiejszego m.in. współwłaściciel Marcin Balawejder nie zwrócił mi moich pieniędzy. Firma MBBC Sp. z o.o. której współwłaścicielem był Marcin Balawejder OSZUKAŁA MNIE.
Czy ufać komuś takiemu jak Marcin Balawejder? Proszę samemu odpowiedzieć sobie na to pytanie.
Marcin Błauciak
Borgis, ceny detaliczne na Amazon.de są oparte na publikowanych kursach walut, przelicznikach i nie są spekulacyjne, jak na aukcjach "Allegro", gdzie za warty 230 funtów telefon zlodziej krzyczy sobie 1800zł i pozostaje taki łysy bezkarny - tylko pyska skuć mu możesz, gdy zlapiesz dresa na ulicy.
Polska "sprawiedliwość"...
Amazon nie chca wpuscic bo allegro daje lapowki aby nie weszło bo by od razu straciło udział w rynku
Moje rzekome "zacofanie" owocuje np. tum że ulubione.pl nie są mi nic winne :)
Pozatym ufam ale tylko firmom typu Amazon - których na polski rynek nie wpuszczaja łyse przekrety, spekulanci walutą i złodzieje z "Allegro", którzy na "aukcjach" zrabiaj na drugi, wińsko i BMW :)
mi przekręty nie grożą, inych do ich omijania z daleka namawiam.
Nowoczesność...
Śmieszne rzeczy piszesz "internauta".
1. Sklep internetowy nie może "żądać" przedpłaty, bo to niezgodne z prawem - przedpłata może być jedną z opcji. Możesz zatem tak samo płacić przy odbiorze. Sytuacja jest więc taka sama jak w tradycyjnych sklepach wysyłkowych. Co za różnica czy katalog masz papierowy czy na monitorze?
2. Jak dostajesz paczkę, musisz najpierw zapłacić pobranie, a potem możesz ją rozpakować, zatem możesz znaleźć w środku przysłowiową cegłę. Dotyczy to i sklepów internetowych, jak i papierowo-katalogowych.
3. Najbardziej mnie rozbawiło stwierdzenie, że internet "nie służy do zarabiania". Prawdę mówiąc książki też nie powstały w tym celu, zatem papierowe katalogi sklepów wysyłkowych również powinieneś w swoim konserwatyźmie (a raczej zacofaniu) odrzucić :)


© 1998-2026 Dziennik Internautów Sp. z o.o.