Otóż to - widzę że Robocop chyba jako jedna z niewielu tu osób pracuje i ma więcej niż 15 lat albo spija hasła z programu UPR, bardzo popularnego na DI.
Telepraca, zwłaszcza w PL to margines, albo bardzo specyficzne zawody, często związane z outsourcingiem usług, najczęściej IT i zasadniczo nie różniąca się za bardzo od umowy o dzieło albo stałego zlecenia.
Bardzo chętnie pracowałbym w domu, nie tracił czasu na dojazdy, a przyjemość nie oglądania codziennie tych samych gęb kopiących pod drugim dołki, popierających się nawzajem i zwalczających obce klik - po prostu bezcenna. Co z tego jeśli jest dokładnie tak jak wspomniano w artykule. Nieważne że robi się to co danej osoby należy - co jakiś czas trzeba być na "audiencji" u szefa. Inaczej powstaje wrażenie że "nic się nie robi" póki wszystko jest OK i wszystko robione jest na bieżąco. Awantura zaczyna się jak coś pójdzie nie tak (a zawsze prędzej czy później nie pójdzie) - wtedy są wielkie pretensje "co się właściwie przez ten czas robiło". Tak więc lizusostwo kwitnie, najbardziej u tych, którzy najmniej robią, za to co chwilę przytakują szefowi.
A kto potem dostaje awans?
Rada na to jest jedna - iść na swoje. W przypadku wolnych zawodów jedyne rozsądne rozwiązanie. Inaczej z czasem zostaje się ćwierćinteligentem, takim robotnikiem w białym kołnierzyku, dla którego najważniejszy jest dupochron i zakres obowiązków od A do B i ani pół centymetra więcej.


© 1998-2026 Dziennik Internautów Sp. z o.o.