Nie znającym kulis sprawy, wyjaśniam, że Izraelczykom chodziło o to, iż iPad, pracując poza siecią (=kontrolą) Izraela, mógł stać się idealnym narzędziem dla terrorystów.
Współpraca Apple sprowadza się do możliwości rejestrowania całej korespondencji przeprowadzanej za pomocą iPada na terytorium Izraela. Po zdalnym zainstalowaniu backdoora w iPadach (jak zwykle - bez pytania właścicieli o zgodę), Apple uzyskało dostęp do zakazanego terytorium.
Gdyby tak było jak mówisz, to do Izraela nie można by wwozić sprzętu opartego z zainstalowanym np. linuxem.
Nie o to chodzi. Chodzi o częstotliwość WIFI. W wielu miejscach w Izraelu są stacje monitorujące transmisje bezprzewodową. Raz, że rejestrują one często wybrane sygnały np. na paśmie 2.4Ghz. Dwa, że każdy sygnał poza częstotliwością ogólnodostępną traktowany jest jako zagrożenie, np. tzw. gwizd używany do detonacji ładunków. Wyobraźnie sobie, że w centrum dużego miasta stacje nasłuchowe rejestrują setki takich mobilnych sygnałów które nie są zidentyfikowane. I się zaczyna szaleństwo służb.
iPad został przebadany, a jego sygnał wprowadzony do systemu. To wszystko. Jednocześnie Apple dokonało pewnych deklaracji co do niezmienności pewnych parametrów po których sprzęt może zostać rozpoznany. I to wszystko. Żadnego backdoora tam nie ma, znaczy żadnego którego wcześniej tam nie było ;)

***Info dla nowych panówpań u władzy:***
Jak już wielokrotnie było wspominane, od ~ kilku, kilkunastu miesięcy poziom DI spada, zarówno tutaj jak i na forum. W końcu starzy użytkownicy odejdą, a nowi nie przyjdą bo mają już swój onet, itp.
Jeśli wasi spece od marketingu twierdzą coś innego, radze zasięgnąć drugiej i trzeciej opinii.


© 1998-2026 Dziennik Internautów Sp. z o.o.