
Tak to jest, jak się wierzy (obojętnie czy to Bóg, bóg, Matka Natura, Ewolucja, ufole, itp., itd.) zamiast samodzielnie myśleć.
Nie trzeba wierzyć, wystarczy wiedzieć. Przeczytaj sobie, dopiero co wydaną w Polsce książkę "Pole" napisaną przez Lynne McTaggart, a dowiesz się, że wszechobecny porządek umysłu, przez prostych ludzi nazywany Bogiem jest faktem według aktualnego stanu wiedzy fizyki kwantowej, a nie według guseł, czy wierzeń. Słowem - można udowodnić to w laboratorium (oraz takie rzeczy, które do niedawna były jedynie domeną SF).
Owszem, personifikacja Boga i wyobrażanie sobie go jako "Tatki w chmurach", który robi komuś krzywdę lub odwrotnie albo też tworzy coś z niczego metodą "niech się stanie" jest.. tylko efektem myślenia właśnie na ludzkim poziomie i przekładaniem złożonych problemów na język prostego pastuszka. W zamiarze to ma pomoc, a w praktyce szkodzi.
Generalnie nie polegałbym za bardzo na "własnym myśleniu" czyli tym, co Japończycy zwykli nazywać Hakarai, bo to jest tylko produkt ego istoty, która postrzega nieco mniej niż 1/3 otaczającej nas rzeczywistości (tak, piszę o ludziach, czyli o nas) i to nie w sposób ciągły (nie masz oczu dookoła głowy i nie żyjesz nie śpiąc raczej).
Każdy matematyk Ci powie, że jeśli masz mniej niż 50% informacji o czymś, to nie masz szans na prawidłową ocenę sytuacji i poznanie reszty.
Więc więcej pokory proszę, mniej wymachiwania swoim ego - za to więcej nauki i otwartego umysłu i okaże się raptem, że ten świat jest ciekawszy niż myślisz.
A co do religii - na pewnym poziomie rozwoju duchowego zrozumiesz, że wszystkie wielkie religie światowe przekazują tę samą prawdę, tylko tyle, że niektóre bardziej uproszczonym, a niektóre mniej uproszczonym językiem - co nie znaczy, że ich generalne przesłanie jest nic nie warte. Wielkim nieszczęściem w Polsce jest niezwykle przyziemne i prostackie rozumienie przekazu religijnego, przez osoby, które najczęściej nie mają pojęcia nawet o katolicyzmie, nie mówiąc o innych odłamach Chrześcijaństwa, Judaizmie, Islamie, Buddyzmie, Hinduizmie czy Tao.
Niestety... Kiedyś próbowano ten problem rozwiązać w dość brutalny sposób, którego nie pochwalam, ale sam nie wiem, czy było jakiekolwiek inne rozwiązanie.
Ale żydzi wygrali zachęcając Amerykanów do wojny poprzez zabicie ich żołnierzy w Pearl Harbor.
Interes 'narodu wybranego' jest przecież ważniejszy niż życie jakiś tam amerykanów.
Problem w tym, że to co Ty uważasz za zaletę (indywidualność) to największa iluzja i choroba, na którą cierpią (w różnym stopniu) ludzie. To się nazywa EGO. EGO oczywiście uwielbia się bronić i robi to tak, jak Twoje.. wmawiając żywicielowi, że jest jakąś wartością, czymś, co czyni go lepszym bo innym... ale czy tak wewnętrznie też czujesz, ze to jest prawda?
Jeśli jesteś taki indywidualny i oddzielny, to zadaj sobie pytanie: czym jestem, gdzie tak naprawdę jest to JA? Przemyśl to na spokojnie i coś ciekawego Ci z tego wyjdzie.. zaskakujące wnioski...


© 1998-2026 Dziennik Internautów Sp. z o.o.