komentarze powinni dodawać internauci, nie dziennikarze - więc nie wiem skąd końcówka tej informacji. DI to medium czy środek propagandy? ja akurat uważam, że alfabet łaciński powinien być uprzywilejowany i tyle. to osiągnięcie naszej cywilizacji, nie arabskiej, czy chińskiej. chcą korzystać, niech sie nauczą. tak, internet się podzieli teraz na ten, w którym my możemy obejrzeć każdą stronę i niedostępny dla nas arabski czy chiński,które będa się izolować.
Nie rozumiem, w jaki sposob strona z chinskim/japonskim/koreanskim/arabskim etc adresem mialaby byc niedostepna? Mozna ja otworzyc tak samo, jak kazda inna ;) Jesli chodzi ci o wpisanie adresu, to bardzo latwo zmienic sobie domyslna klawiature w systemie i cos w tych jezykach napisac, szczegolnie, ze chcac odwiedzic taka strone raczej znasz ten jezyk. Inaczej nie bedzie to mialo wiekszego sensu :) (no, chyba, ze ktos by sobie obrazki chcial poogladac :P )
Jak to przejdzie, to pewnie duzo czasu uplynie, zanim przegladarki zaakceptuja nowy standard... tak wiec jeszcze przez dosc dlugi czas nikt nie bedzie z tego korzystal...
A tak poza tym co z adresami typu [http]http://żółw.pl[/http] ? One tez wykorzystuja wiecej, jak podstawowe litery lacinskie - w czym problem, zeby wstawic tam dowolna litere unicode?
Mamy erę komunikacji globalnej. Zamiast szukać wspólnego języka będziemy się różnicować. Super, naprawdę.... widać, że ktoś chce być poprawnie polityczny, ale myśleć logicznie już nie.
Nauka podstaw angielskiego aby wpisać poprawnie adres nie jest problemem, a sama strona www przecież może być w dowolnym języku. To nic nie rozwiąże, bo osoby które nie mają możliwości dziś się nauczyć adresów w obecnej formie najczęściej nie umieją też pisać po arabsku. Dla mnie utopia.
Ale złośliwość musi na koniec być. A więc proszę. To wspaniały pomysł! Jestem za! Nareszcie po latach dyskryminacji jedna trzecia obywateli Francji będzie mogła pisać nazwy domen w swoim ojczystym języku. To naprawdę otwarcie na świat! buhahahahh.....

No bajka. Do tej pory, nawet jeśli strona była napisana "krzaczkami", to internauta z dowolnego kraju mógł po niej jakoś w miarę nawigować, bo mu się linki na pasku stanu pokazywały po angielsku (oczywiście pod warunkiem, że webmaster nie był idiotą).
A teraz Chińczyk sobie nie poradzi na koreańskiej stronie, ani Arab na japońskiej. Witamy w globalnej wiosce.
Znam wiele osób, które nie umiały angielskiego, ale dzięki Internetowi jakiś podstawowy zasób słów posiadły. Jakim cudem kraje rozwijające się mają się rozwinąć, skoro wychodzi się na przeciw nieuctwu? Dlaczego Internet ma równać w dół?
Oj trochę się zapędziłeś w swoich argumentach. Parę lat temu wprowadzili IDN w nazwach domenowych to naturalnym zakończeniem procesu jest wprowadzenie znaków narodowych w tzw. końcówkach adresów. Ja nie widzę żadnego problemu. A te docinki o promowaniu nieuctwa to rozumiem ze stanu wzburzenia wynikły, bo racjonalnymi to nie można je nazwać.

o jakim nieuctwie piszesz?
standard łaciński prowadzi do nieuctwa, bo po co uczyc sie chińskiego czy arabskiego, skoro można nawigować po stronie jedynie przy pomocy minimalnej znajomości angielskiego? No i po co Ci ta nawigacja, skoro i tak nie pojmiesz treści strony?
Zupełnie inna bajką jest dość ograniczona pojemność alfabetu łacińskiego, a co za tym idzie ilość domen. Zmiana standardu nieco poprawią tą sytuację.

Czarny> "Parę lat temu wprowadzili IDN w nazwach domenowych"
Rozumiem, że jeśli ten krok Tobie nie przeszkadzał, to nie widzisz niczego złego w dalszym rozszerzaniu możliwości manipulowania adresami. Ja z kolei uważam, że im prościej, im przejrzyściej, tym bezpieczniej. Dlatego jestem przeciwnikiem rozszerzania standardu.
"racjonalnymi to nie można je nazwać."
Ty nie możesz. Wtedy zgoda. Ale prosiłbym o argumenty, dlaczego Ci się to nie udało.
Kwiryniusz>
1. "o jakim nieuctwie piszesz?"
2. "No i po co Ci ta nawigacja, skoro i tak nie pojmiesz treści strony?"
No właśnie w tym rzecz. Kilka razy byłem zmuszony odnaleźć na jakichś azjatyckich stronach egzotyczny sterownik, lub dość konkretną informację. Z pomocą powszechnie dostępnych w Internecie narzędzi dałem sobie radę. Chcącemu nie dzieje się krzywda. W życiu by mi nie przyszło do głowy, by pisać do webmastera, żeby "naprawił" swoją stronę, bo nie umiem z niej skorzystać. Dlaczego więc trzeba "naprawiać" adresowanie dla tych, którzy nie potrafią sobie poradzić z ASCII? Co będzie następne? Zakaz używania kolorów, bo daltoniści się gubią? Fakt, idiotyczne, ale IMO bardziej uzasadnione, bo daltonista na swą niemoc nie poradzi.
Całym sercem jestem za wsparciem dla osób, które nie potrafią sobie poradzić z Internetem. Ale tym się powinny zająć rządy krajów, w których problem występuje.

Przeczysz sobie.
Raz nawołujesz do podnoszenia poziomu edukacji, a innym razem wychwalasz możliwość nawigacji dla nieuków.
Gdyby nie było tego standardu, to musiałbyś się nauczyć tych krzaków, czyli zrobić coś, do czego próbujesz nakłonić innych.
Moralność Kalego?

"Przeczysz sobie."
Ależ skądże znowu :)
Gdybym nie wiedział, co to "driver", "pentium", "download", to bym się chyba popłakał i ponarzekał, jaki to okrutny świat, w którym trzeba się uczyć angielskiego, żeby skorzystać z Internetu. A w ogóle, co to za idiotyczna nazwa, powinno być Międzysieć.
Jeśli umiejętność zdobycia informacji na podstawie obcojęzycznych treści wyświetlanych na pasku stanu, automatycznych translatorów (też przecież żaden nie tłumaczył do polskiego) i ogólnej wiedzy z zakresu IT nazywasz nawigacją dla nieuków, to nie rozumiesz problemu.

To może zacząć uczyć się chińskiego i arabskiego, zamiast Chińczyków i arabów zmuszać do nauki 'jedynie słusznego'?
Wprowadzanie różnorodności i zwiększanie ilości informacji prowadzi do podnoszenia poziomu edukacji i stanu wiedzy jako takiej.
Ale zdaje się, ze Ciebie boli to, że to Ty miałbyś się uczyć obcych języków zamiast wymagać od innych nauki tego, który już znasz.
Też wiem co to jest dwonload, driver czy pentium, ale.... szlag mnie trafia, kiedy muszę wcisnąć 'spację', albo 'enter', albo ściągnąć plik z jakiegoś 'mirrora'. Jestem Polakiem i chce mówić i myśleć po polsku (i uważam, ze inni tez maja prawo do posługiwania się swoim językiem). Uczmy się języków, ale nie zmuszajmy innych do wypierania własnych na rzecz 'jedynie słusznego'.
Jak bys się czuł, gdybyś musiał pisać adresy internetowe cyrylicą?

Internet to narzędzie, jego obsługi już się nauczyłem, dziękuję pięknie. Tobie się myli z literaturą.
Wiesz, co mnie boli? A wyobraź sobie, co by to było, gdyby w kontroli lotów każdy gadał po swojemu. Czy standaryzację komunikacji radiowej też potraktujesz jako brzydkie zmuszanie do jedynie słusznego, czy też może rozsądek zadziała?
Internet, to nie wieża kontrolna, powiesz. Ale nikt przecież nie zakazuje tworzenia stron w językach narodowych. Różnorodności na stronach WWW jest tyle, że się pochorujesz, jeśli spróbujesz ogarnąć. Ale pewne jednolite standardy muszą obowiązywać, choćby dla Twojego bezpieczeństwa.
Gdyby to było takie proste, to temat nie byłby intensywnie wałkowany przez dekadę.
A według mnie ich znaki mogą być uznawane tylko pod jednym warunkiem. Domena będzie mieć globalną nazwę (łacińskie pismo) i ich narodowe. Wtedy nie byłoby żadnego problemu i np. google indeksowałoby po łacińskich znakach, a wpisać zawsze można narodowo. Podobnie powinno być z nazwami typu: zółw.pl i powinna mieć ona odpowiednik zolw.pl No niestety internet jest globalny, więc zamykanie się tylko na swój kraj jest głupie. Natomiast ograniczanie internetu tylko do jakiegoś jednego systemu też jest według mnie poronionym pomysłem.

Mylisz pojęcia. Czym innym są standardy sieciowe (np. HTML, javascript, format adresu), a czym innym język w jakim się uzupełnia formularze i inne standardowe 'szablony' typu adres. Standardem tutaj jest format (domena.domena wyższego poziomu) i kodowanie. Nie znajduję uzasadnienia dla ograniczania ilości znaków pisanych przy pomocy danego rodzaju kodowania.
Równie dobrze mógłbyś się upierać, ze próba wprowadzenia ipv6 jest absurdem prowadzącym do czegośtam tylko dlatego, ze burzy dotychczasowy porządek i zwiększa pojemność sieci.
Poza tym nie mylę literatury z technologią.
Informacja nie jest wyłącznie częścią technologii ale przede wszystkim... języka, 'literatury' właśnie.
Adres internetowy jest językową informacją dla gościa witryny. Po to zresztą wymyślono DNSy, żeby można było pisać adresy w formie JĘZYKOWEJ, a zatem zrozumiałej dla klienta - adresata treści witryny.
Powiedz mi, czy uważasz, że domena polka.pl jest wystarczająco dobry, żeby pomieścić serwis stolarski i ten opowiadający o patriotycznych wartościach żeńskiej części naszego kraju? W sumie można tam wsadzić jakiegoś handlarza oprogramowaniem i sprawa załatwiona. Tylko czy o to chodzi, żeby sie ograniczać w sieci, czy o to żeby rozwijać?

"Nie znajduję uzasadnienia dla ograniczania ilości znaków"
No, ale ja Ci przecież to uzasadnienie podałem. Nie zauważyłeś.
Dobrze więc, rozwinę. Wiesz, co to "BRAWO", "ALFA", "TANGO", "FOXTROT"? Wiesz, dlaczego nie "BOBBY", "ANKA", "TATIANA", "FRANEK"? Jeśli znasz jakiegoś krótkofalowca, to on Ci to ładnie wytłumaczy. Ewentualnie zajrzyj na Wiki.
A teraz popatrz na to: www·gøøgle·com
Pożyczając słówka z Wiki - ograniczanie ilości znaków zapewnia, że zapis adresu jest prosty, jednoznaczny i odporny na zakłócenia. Własności nie do pogardzenia, skoro coraz więcej pieniędzy wydajemy za pośrednictwem okna przeglądarki internetowej.
"Mylisz pojęcia"
O czym Ty piszesz? Gdzie tu content, a gdzie transport? Co ma wspólnego adres z polami formularza? Kto wspominał o js? To też chcesz mieć po arabsku? Co ma do tego ipv6? A może postulowałbyś rzymskie numery IP? O co cho?
Postaraj się trzymać tematu adresu (to, co jest wymieniane między userem a DNSem), bo pomieszałeś ze sobą strasznie dużą liczbę pojęć.
"Poza tym nie mylę literatury z technologią."
Mylisz. Spróbuj jutro zaadresować paczkę pozwalając sobie na różnorodność, a pani w okienku na poczcie wyprowadzi Cię z błędu.
"Powiedz mi, czy uważasz, że domena polka.pl jest wystarczająco dobry"
Jest zły, bo niejednoznaczny i podatny na zakłócenia. Gdybym był stolarzem, wybrałbym deska.pl, serwis dla kobiet mógłby się nazywać pani.pl, wtedy nikt by nie miał wątpliwości, w co ma kliknąć.


© 1998-2026 Dziennik Internautów Sp. z o.o.