"Polacy niezbyt chętnie zmieniają miejsce zamieszkania w celu znalezienia pracy"
Noclegownie przepełnione.
Ilu dostaje propozycję pracy z mieszkaniem?
Napisałbym inaczej.
Ludzie niezbyt chętnie rzucają wszystko, żeby mieszkać w barakach i dostawać grosze.
Kiedy dostają porządną kasę i stać ich na normalne życie, to niewielu znam takich, którzy "niezbyt chętnie".
"Polacy niezbyt chętnie zmieniają miejsce zamieszkania w celu znalezienia pracy" - zaraz krew mnie zaleje. Po (całkiem trudnym) sprzedaniu domu z ogrodem w ~100.000 miescie którego nie lubię i w którym praktycznie nic mnie nie trzyma stać mnie może będzie na 1/3 kawalerki w DC na blokowisku z wielkiej płyty, a resztę spłacał będę pewnie następne 50 lat. I jak się oprzeć takiej pokusie :>
Zresztą jak się spojrzy na populację Polaków w UK i Irlandii, to to zdanie jest lekko wątpliwe.
Wielu kapitalistów i statystyków chyba nie rozumie, że niejeden człowiek, który wpakował w swoje mieszkanie sporo kasy, energii i czasu, nie robił tego po to, żeby później tułać się po świecie.
Praca służy do tego, żeby sobie ułatwiać życie (a nie komplikować), nawet dla kilkuset złotych więcej.
Jeżeli w informatyce na jedno miejsce telepracy jest 14 osób chętnych, to po co ten szum, że trzeba kształcić inżynierów? Przecież w IT jest ich czternaście razy za dużo. Czy chodzi może tylko, żeby było jak największe bezrobocie i dzięki temu kapitaliści mogli płacić jak najmniejsze pensje? Czy może brakuje ludzi w jakichś branżach nie związanych z informatyką?
Ciężko w ilościach ofert i w wynagrodzeniach inżynierów-szaraków znaleźć odzwierciedlenie wizji o dobrze płatnym i cudownym zawodzie. Wielu dobrze zarabia, ale nie jest zbyt różowo. A kraj pakuje kasę w promocje "zawodu" inżyniera, robiąc to naprzemiennie z sprowadzaniem matury z matematyki do coraz niższego poziomu...


© 1998-2026 Dziennik Internautów Sp. z o.o.