Ciężko w ilościach ofert i w wynagrodzeniach inżynierów-szaraków znaleźć odzwierciedlenie wizji o dobrze płatnym i cudownym zawodzie. Wielu dobrze zarabia, ale nie jest zbyt różowo. A kraj pakuje kasę w promocje "zawodu" inżyniera, robiąc to naprzemiennie z sprowadzaniem matury z matematyki do coraz niższego poziomu...
Jeżeli w informatyce na jedno miejsce telepracy jest 14 osób chętnych, to po co ten szum, że trzeba kształcić inżynierów? Przecież w IT jest ich czternaście razy za dużo. Czy chodzi może tylko, żeby było jak największe bezrobocie i dzięki temu kapitaliści mogli płacić jak najmniejsze pensje? Czy może brakuje ludzi w jakichś branżach nie związanych z informatyką?


© 1998-2026 Dziennik Internautów Sp. z o.o.