http://webhosting.pl/Zywot.kaczki.dziennikarskiej.The.Times.zmyslil.historie.o.emisji.CO2.przez.Googlea
A tutaj ladne wyjasnienie jaka to kaczka dziennikarska to co napisane wyzej.
Oczywiście, że nasza aktywność w sieci ma wpływ na klimat. Podobnie jak mucha, gdy siada na moście, ma wpływ na jego obciążenie.
Żałuję tylko, że nie większy, bo bym bardzo intensywnie korzystał z Google'a. Przecież każdy, kto chodził do podstawówki wie, że rośliny żywią się dwutlenkiem węgla, więc produkując dwutlenek węgla dostarczamy pokarmu roślinom i powodujemy ich bujniejszy wzrost.
A czy wzięto pod uwagę, że gdy coś wyszukujemy w Google to przeważnie w ogrzewanym lub klimatyzowanym pomieszczeniu, nieraz oświetlonym (bywa, że nieenergooszczędną żarówką), zwykle ubrani w coś i najedzeni? To wszystko wiąże się z emisją CO2. Nie można tego nie uwzględnić! ;)
Można też z drugiej strony policzyć ile więcej CO2 byśmy produkowali gdybyśmy nie korzystali z wyszukiwarki tylko szukali sami przeglądając kolejne strony...
Niech sprawdzą ile wytwarzali CO2 na tak durne badania. Klimat się ociepla, to fakt ale takie pieprzenie po co komu ? Równie dobrze mogę narzekać na sąsiada że jeździ samochodem godzinę dłużej ode mnie więc bardziej psuje środowisko... zły sąsiad...
Cóż, tak to jest jak "uczony" skończył studia na trójach i teraz zajmuje się "poważnymi badaniami". Zamiast zajmować się głupotami niech pomyśli nad źródłem energii które to nie będzie emitować C02 w dużym stopniu lub wcale. I niech sobie "uczony" przeliczy ile wytworzył C02 wygłaszając takie głupoty a potem zabrońcie mu oddychać. W końcu też psuje środowisko. Pewnie bardziej jak wyszukiwarka google :-D
PS: Oddychając emitujemy C02 tak ? Wystrzelajcie gatunek ludzki a Ci co zostaną niech strzelą sobie samobója.
Pseudoinformacja Alexa Wissnera-Grossa pokazuje, jak łatwo manipulować ludźmi. Wszyscy go całkiem poważnie cytują (DI też!), Google się tłumaczy z ułamków gramów i zielonych inicjatyw, a za chwilę jacyś zieloni zaczną żądać delegalizacji Google'a. Tymczasem nikt nie wytyka mu gigantycznej manipulacji: po pierwsze klikanie w Sieci zawsze oznacza jakieś zużycie prądu, czyli korelację z CO2. Google raczej optymalizuje rozpaczliwe klikanie. Po drugie kilka kliknięć w Google pozwala np. zrezygnować z przejazdu samochodem przez miasto w poszukiwaniu informacji (mnóstwo CO2 z benzyny) lub "ekologicznym chodzeniu piechotą" w tym samym celu(mnóstwo CO2 w zwiększonym wysiłku). po trzecie Google zastępuje lub optymalizuje miliony innych czynności i działań - prawie za każdym razem zmniejszając emisję CO2. Zatem wrogowie CO2: chwała Google'owi!
Dopiero na kolejnym piętrze refleksji można się zastanawiać, czy emisja CO2 jest w jakimkolwiek stopniu miernikiem, który można oderwać od mnóstwa innych kryteriów, albo też można porównać CO2 Google'a z CO2 produkowanym przez jednen wulkan, oddechy wszystkich ludzi, oddechy i procesy fermentacyjne wszystkich krów, wszystkich zwierząt etc. żeby sprawdzić, czy w tej skali jest jakikolwiek temat do rozważań. Mój manifest: ludzie, nie pijcie piwa. w jednym piwie jest tyle bąbelków CO2, co w xxx kliknięciach w Google (przeliczenie liczby kliknięć na bąbelek zostawiam absolwentom Oxfordu :-| a dowód błędności tego przeliczenia - specjalistom z MIT.
O ile wiem, to plantacja bananów żywi się dwutlenkiem węgla, więc nie wiem jak zapalając fajkę możemy ją zniszczyć.


© 1998-2026 Dziennik Internautów Sp. z o.o.