Przetargi publiczne to ogólnie niezły klops. Rozumiem sens - zdrowa konkurencja, ochrona przed nadużyciami itd. Są jednak pewne granice...
Jak pewnie wiadomo, w przetargu nie można rządać danego towaru (np. podać modelu drukarki), ale opisać, jakie ma mieć parametry. Chodzi oczywiście o to, aby np. osoba rozpisująca przetarg nie 'wspomogła' wujka z rodziny, który ma duży zapas danego typu drukarek.
Pojawia się jednak problem - czasem po prostu ma być dane urządzenie i koniec. Nie po to np. manadżer IT (czyli w urzędzie stanowisko to "nformatyk") buduje sieć na cisco, aby później ktoś mu wrzucił Junipery, lub ma Active Directory, żeby potem ktoś na siłę go zmuszał do połączenia tego z "Sambą". Wybaczcie - ale jak pracowałem w urzędzie i np. chciałem mieć drukarki danego producenta i dany model, bo wiedziałem:
- że jest sprawdzony i wydrukuje 500tys stron bez wymiany ważnych elementów;
- mam umowę z dostawcą tonerów a sam toner wystarcza na na kila tys. stron a nie na 500 kartek
- infrastruktura siecowa i aplikacyjna jest dostosowana
itd.
Nie zawsze tak jest, że osoba rozpisująca przetarg kieruje się własnym dobrem - trzeba zmodyfikować przepisy, chociaż ja nie mam pomysłu w jaki sposób, od tego są mądrzejsze głowy...
Jest dokładnie jak mówisz niekiedy masz coś zbudowane , sprawdzone , i nie możesz napisać że chcesz to i tyle bo pasuje do reszty infrastruktury.
Pewnie zamiast przełącznika np CISCO można wziąć 3COM czy po nowemu HUAWEI, ale co z tego owszem bedzie działać, ale dochodzi konieczność ustawiania współpracy , nauczenia się zarządzania nowym sprzetem, a nie zawsze też da się tak w 100% zgrać urządzenia róznych producentów, ba niekiedy nawet tego samego ale z kilkuletnią różnicą w dacie produkcji
Wiem coś o tym sam też mam coś wspólnego z informatyką w urzedach
Stivi: to nie tak, że 'urzędasy' nie chcą dodać "równoważe". To chodzi to takie rozpisanie przetargu, żeby nie został oprotestowany.
Jak to wygląda:
- firma rozpisuje przetarg, publikuje go mniej, lub bardziej otwarcie (np. przetarg zamknięty i zaprasza się X firm);
- Ci, co biorą udział w przetargu najbardziej walczą, aby wbić najmniejszą cenę i spełnić wszystkie wymogi
- potem rozpoczyna się walka, jak tu oprotestować i wytknąć błędy konkurencji
- przetarg jest odwołany, poprawiony i znowu walka...
To jest taki mały opis, ale skala jest tragiczna - z tego też powodu sporo pieniędzy ucieka (przetarg trwa kilka lat, pieniądze unijne przepadają)
Rozpisanie przetargu to ogólnie wieksza jazda...
- jak chcesz mieć dany model, to beszczelnie kopiujesz specyfikację producenta uważając na slogany reklamowe (dochodzi do paradoksów, że jest opisane jakie ma być oprogramowanie dołączone na płycie CD i jaki ma być rozmiar urządzenia);
- należy uważać, aby konkurencja się nie przyczepiła
Można o tym pisać długo...
@Nemo
Jeśli wydajesz swoją kasę to ok, mieże swoje przyzwyczajenia i wygodę. Jeśli wydajesz kasę publiczną, liczy się wybór optymalny funkcjonalnie i cenowo, a jeśli musisz się wtedy napracować i douczyć... no cóż. Jeden wyjątek to konieczność doliczenia kosztów szkoleń do specyficznego sprzętu lub softu, albo taniej: konieczność wymiany kadry, na wyszkoloną, wszystko trzeba w kosztach uwzględnić. Tyle że w urzędach państwowych kadra jest wyjątkowo niewymienialna, stąd koszty szkoleń...

Tylko jest taki problem, że część aplikacji jest dostosowana tylko do jednej architektury systemowej (i tutaj na nic nie zda się np. wine bo np. program (narzucony przez inną instytucję - np. ZUS, nie działa częściowo, albo całkiem) oczywiście najlepszym rozwiązaniem było by, żeby takie oprogramowanie było pisane w sposób nie zależny od systemu (java, www) ale jeśli już jest zależne to w przetargu trzeba wyelminować wszystkie systemy innych producentów.


© 1998-2026 Dziennik Internautów Sp. z o.o.