Dobra, ale zauważmy jedno:
Jeśli kupuję CD z muzyką, zrobienie z tego mp3 to chwila i parę kliknięć w Twoim Ulubionym Riperze. To samo z filmem, który z jakichś przyczyn koniecznie muszę oglądać na trzycalowym ekraniku (pomijam tu sprawy kretyńskich "zabezpieczeń").
Z książką już nie jest tak wesoło. Wyobraź sobie np. wyjazd w jakąś durną delegację na miesiąc do jakiejś zapadłej dziury we Francji (a ja tak często miewałem). Ile można siedzieć w tanim hoteliku i gapić się w telewizor, szczególnie jeśli Twoja znajomośc języka ogranicza się do umiejętności zakupienia bagietki? Zapasu książek na miesiąc nie weźmiesz, ale lapka z podręczną biblioteką owszem.
Druga sprawa - przetworzenie tekstu książki na mp3 (a ja lubię sobie słuchać w czasie spacerków czy siedząc w knajpce przy piwku) to jakaś godzina zabawy z korektą fonetyczną, Ivony jak czyta to się korbą nie napędza czyli można się w tym czasie zająć czymś pożytecznym... ale skanowanie i wstępna korekta to już trochę zabawy jest.
I dla mnie to paranoja, że książka istnieje w postaci cyfrowej (w końcu do składu potrzebny jest tekst), potem przetwarza się to na papier a ktoś kto chce mieć wersję cyfrową musi albo bawić się w skanowanie (przy czym książka może zostać zniszczona), albo po prostu ściągnąć potrzebną książkę z tego miejsca, gdzie się ściąga "piraty".
Ja bardzo chętnie kupię książkę w .doc czy .rtf (czy jakimikolwiek formacie który da się przetworzyć na txt), postać drukowana jest mi raczej rzadko potrzebna - tylko gdzie mam to kupić? Nie ma takiej możliwości? No to cóż... niestety, użyję pirata.
A szkoda...


© 1998-2026 Dziennik Internautów Sp. z o.o.