niech zgadne do szkol i biblek system M$ pewnie jeszcze Vista Ultimate + pakiet Office 2007 ;) a pewnie cena Linux + Open Office z supportem bylby znacznie tanszy a przynajmniej nauka bylaby "wlasciwa" no ale trzeba brac kase i wydawac na zbedne rzeczy zamiast uczyc cos bardziej wartosciowego niz klikologie myszka :(
I co z tego, że są komputery w urzędach, gdy nie dość że dane są wklepywane w komputer, to jeszcze to samo jest wpisywane w dokumenty. Gdy idzie się do lekarza, to trzeba mieć podstemplowaną książeczkę, bo nie ma na tyle mądrych informatyków w kraju by napisać program który sprawdza to w bazie ZUS na podstawie danych z dowodu. A wydawałoby się że to proste. Oczywiście zaraz jakiś urażony informatyk podniesie głos, że nie wiem o czym piszę, ze to nie takie hop. Nie takie programy są pisane i jakoś nikt nie mówił, że to niewykonalne.
Informatyzacja naszego kraju to pic na wodę... Urzędnicy zwykle są po kursach informatycznych, a zwykłego worda nie potrafią obsłużyć.

Cóż, będąc silnie powiązany z realizacją projektów w szkołach i urządach (Wielkopolska) mogę jedynie potwierdzić, że statystyki wyglądają obiecująco. W efekcie dofinansowań naprawdę niemal wszystkie szkoły i urzędy w moim regionie wzbogaciły się o sprzęt, rozsądne rozwiązania sieciowe oraz przeszkolenie pracowników (choć tu nie wygląda to tak kolorowo jak granty sprzętowe).
NIESTETY. Informatyzacja to jedynie to co wyżej: sprzęt, tudzież przeszkolenia, dzięki którym pracownikom pracuje się wygodniej, lepiej, nowocześniej. Nie ma to jednak nic z szumnym hasłem informatyzacji: obieg dokumentów bez zmian, obowiązkowa dokumentacja tradycyjna bez zmian. Kilka pilotażowych projektów typu "szkolny edziennik" z których niewiele w 100% wyeliminowało potrzebę posiadania dziennika tradycyjnego - realizacja (juz w fazie zalozen) w zadnym wypadku nie przeprowadzona ze zdrowym rozsadkiem (przepisy, sytuacje wyjatkowe, bezpieczenstwo, konstytucyjna ochrona danych).
Zalatwianie spraw urzedowych "przez Internet": wiekszosc z uzytkownikow tego forum moze sie conajmniej domyslac jak to wyglada.
Gawiedz nadal mysli (po obu stronach biurka), ze nowoczesnosc to napisac CV wybierajac Times, 16 zamiast dlugopisu.

Sprawa wcale nie jest taka prosta jak porównanie ceny zakupu oprogramowania firm X z produktami firmy Y. Faworyzowanie przez ministrestwa konkretnego oprogramowania ma przecież swoje podłoże w przyzwyczajeniach z zamierzchłych czasów.
Pomyśl tak: jestem dyrektorem placówki kształcącej ludzi do życia na rynku pracy. Rynek pracy ma konkretne wymagania bo na rynku pracy jest już rozpędzony system, w którym osoby korzystające z komputerów raczej nie mają świadomości wolności oprogramowania. Osoba Nowak chcąca pracować w firmie, ma się szybko wdrożyć do systemu, przejąć obowiązki innych, odciążyć wspomóc w ich pracy. Dla firmy 2000zł to żadne pieniądze (jedna mierna pensja).
Ja jako dyrektor placówki oświatowej generujących siłę roboczą pomyślałbym czego oczekuje ode mnie rynek pracy oraz moi wychowankowie.
A sprawa monopolu MS? Przełamanie go to proces tak samo długofalowy jak zdobywanie przez niego naszych rynków (kilkanaście lat bardzo specyficznych warunków). Nadzieja w kolejnych pokoleniach specjalistów kształcących się na poziomie wyższym i to nie tylko w klimatach informatycznych.
Próba zmian na łapu capu - dla idei - może finansowo być tyle warta ekonomicznie co rejsowe loty Tuska.

![]() | ![]() |
![]() | ![]() |