zastanawialiscie sie kiedys dlaczego wydania narodowych tlumaczen sa opoznione? najpierw trzeba fanom dac szanse kupic wydanie angielskie, potem tlumaczenie, potem mozna sprzedac audiobook, potem jeszcze mozna nakrecic film i zgarnac kase za kino. potem wyydajemy na dvd i sprzedajemy w kolekcjonerskim packu. nastepnie film mozna sprzedac abonentom kanalow kodowanych, by wreszcie rzucic na rynek tv, gdzie kazdy konsument, nieistotne czy film ogladal czy nie - zaplaci za niego kupujac jogurt. CZY TO JEST UCZCIWE? normalnie kupujac cokolwiek staje sie wlascicielem tych tresci. niestety nie dziala to w przypadku gdzie w gre wchodzi mozliwosc okradania ludzi przez tych ktorzy maja juz kupe forsy. to nie kapitalistyczny liberalizm, tylko jakas hybryda socjalizmu i zlodziejstwa.
A mnie zastanawia kwestia legalnosci samego tlumaczenia. Wbrew temu co ktos tu napisal, chyba samo przetlumaczenie bez zgody jest juz zlamaniem prawa. Nie mozna zrobic tlumaczenia dla rodziny i znajomych (punkt 23 ustawy i prawie autorskim zezwala na uzytek wlasny dziel juz legalnie _rozpowszechnionych_).
Ale co z tlumaczeniami automatycznymi? Takimi jak projekt Babelfish Altavisty. Oczywiscie to w tej chwili jeszcze glupie pytanie z powodu jakosci, ale za 3-5 lat, kto wie? Ostatnio wiele sie slyszy o projektach zwiekszenia dostepu do informacji w necie wlasnie przez promowanie i ulatwianie automatycznych tlumaczen. Tymczasem kazda strona interentowa jest dzielem w rozumieniu ustawy. Przetlumaczenie jej przez darmowy automatyczy translator online jest rownoznaczne z rozpowszechnieniem tlumaczenia, a wiec zlamaniem prawa.
Kos, prawo autorskie (i nie tylko) znacznie odbiega od rzeczywistości, którą napotykamy w erze cyfrowej. Jest po prostu IMHO totalnie zacofane, nie wspominając już o tym, że coraz częściej wykorzystywane jest nie w obronie interesu społeczeństwa, tylko wspieraniu polityki biznesowej i zasady że pieniądz rządzi światem, przyczyniając się jednocześnie do coraz większych podziałów wśród ludzi i blokując rozwój intelektualny, a co za tym stoi opóźniając postęp ludzkości.
Co do sprawy tłumaczenia: skoro kupiłeś wydany publicznie egzemplarz książki to IMHO masz prawo go nie tylko pożyczyć, zniszczyć, czy odsprzedać ale także przetłumaczyć w ramach własnego użytku, czyli np. dla rodziny, czy znajomych.
Jeśli jednak udostępnisz to tłumaczenie publicznie, np. online, czy w postaci nieautoryzowanego wydania papierowego, to wtedy - zgodnie ze wspomnianym wyżej prawem - naruszasz już jakiś tam przepis.
kg. - Napisalem wyraznie skad moje watpliwosci. Zajrzyj do ustawy: prawo do tlumaczenia na uzytek wlasny przysluguje Ci wobec utworow wczesniej legalnie ropowszechnionych w Polsce. A HP7 nie jest poki co _w wersji polskiej_. I tu mam problem interpretacyjny: czy wsytarczy, ze w Polsce jest rozpowszechniona wersja angielska aby wykonac tlumaczenie?
Kos, w obecnej chwili w przypadku wielu produktów nie istnieją granice. Książkę można sobie kupić w dowolnej zagranicznej księgarni online na świecie i wcale nie wyjdzie ona drogo, nawet z przesyłką. O ile sobie przypominam, także empik uruchomił w zeszłym roku księgarnie online z pozycjami w obcych językach, w której można kupić nowości w momencie ich wydania, bez czekania na polską wersję. Poza tym istnieją w Polsce tradycyjne księgarnie anglojęzyczne, dlatego też imho nie powinno być problemu z uznaniem dowolnego tytułu wydanego poza granicami naszego kraju za rozpowszechniony w Polsce, gdyż jest on dostępny dla każdego Polaka, który ma tylko dostęp do internetu.
Jak jednak zadecydowałby sąd? Trudno powiedzieć. Bardziej przychylam się do zdania, że decyzja byłaby przychylna oskarzycielowi takiego tlumacza, bo za oskarzycielem stoja ogromne pieniadze.


© 1998-2026 Dziennik Internautów Sp. z o.o.