System bezpieczeństwa odbije się im czkawką, kiedy jeden z wysokiej rangi urzędników zostanie zidentyfikowany jako wróg, na podstawie swojej aktywności w internecie.
System bezpieczeństwa ma chronić przed ludźmi o złych zamiarach i jest nadzorowany przez ludzi. O ile informacje na temat tego zdarzenia nie zostały zniekształcone, to okazuje się, że ludzie zachowali się gorzej niż system informatyczny. System dopuszcza pewne niejasności i wyszukuje tylko zdefiniowane zagrożenia, które musi zinterpretować człowiek. A tu się okazuje, że setki tysięcy dolarów na edukacje zrobiły z urzędników i funkcjonariuszy bezmyślne maszyny.
Nie jestem przeciwny żadnemu krajowi (o ile nie jest to mój własny) i jego systemowi bezpieczeństwa. Jestem przeciwny głupocie. Liczę, że ten wyjątek będzie miał wpływ na lepsze dostosowanie procedur i zwiększenie nakładów na analityków, którzy odbierają zgłoszenia systemu wyszukującego. Jeśli mimo to nie skorzystają sami dostaną po tyłku od narzędzia, które stworzyli.

Tak własnie wygląda wolność. Odbieranie wolności w imię "bezpieczeństwa" obywateli.
Ale jakie groźby?? Zdanie o tym, że w UK 'destroy' "wg. The Sun może oznaczać również po prostu zapowiedź imprez i miłego spędzania czasu." jest dość niefortunne bo sugeruje, że (w kontekście pary wybierającej się na wakacje) to nie jest pierwsze odczytanie. Otóż jest, a zinterpretowanie tego inaczej wymaga naprawdę ogromnej ilości złej woli. Mniej więcej tak jakbyś powiedział lasce, że "idziemy z kumplami się zniszczyć do [tu wstaw nazwę klubu]" a ona zrobiła panikę, że zamierzacie popełnić zbiorowe samobójstwo


© 1998-2026 Dziennik Internautów Sp. z o.o.