Jedna wirtualna postać jest czasem cenniejsza, niż dwie prawdziwe jeśli posiada wiedzę lub potrafi ją przetworzyć racjonalnie! Tutaj się liczy inteligencja dziedziczna, a nie oceny w szkole zawyżone przez rodziców pijących z nauczycielami czy kupującymi piłki do salki szkolnej . . .
Jasne, nikt nie lubi tracić czasu przeszłego (nawet, jeśli nie jest on przeliczalny na pieniądze). W sądzie jednak wszystko musi się zgadzać. Złodziej ukradnie mi konto w jakiejś grze, idę do sądu, pozywam złodzieja. Załóżmy, że udowodniliśmy, że osoba pozwana posiada dostęp do skradzionego konta. Musimy jednak udowodnić, że je ukradła. Możemy udowodnić, że złodziej konta nie kupił (nie ma umowy), ale nie jesteśmy w stanie udowodnić, że je ukradł. Aby to uczynić, musielibyśmy udowodnić, że jesteśmy właścicielami konta (bądź posiadaliśmy do niego dostęp/utworzyliśmy je). Aby tego dokonać, musimy zwrócić się do administratora gry (producenta), a ten zawsze odpowie, że to on jest właścicielem konta i nie udostępnia takich danych osobom trzecim, o czym informuje swoich klientów w umowie (OWU, EULA, czy innym regulaminie).
Ot co!
Powodem w sprawie o przywłaszczenie mienia może być jedynie właściciel mienia, a użytkownik konta w grze nigdy nim nie jest, bo producenci gier zabezpieczają się przed sytuacjami podobnymi do powyższej - szkoda im czasu na sprawy sądowe.
Co to za durny przykłada z tym grabieniem. Jeśli grabienie odbywa się w ogólnodostępnej przestrzeni typu plaża to oczywistym jest, że trzeba liczyć się że ktoś to zadepta. Przykładem tego jest edycja artykułu na Wikipedii, trudno wymagać, żeby ktoś zamrażał Twoje artykuły tylko dlatego, że Ty je napisałeś. Natomiast jeśli tworzysz konto i postać w jakiejś grze, jest to przestrzeń prywatna (należąca do właścicieli gry) to osoba trzecia nie ma żadnego prawa do tego co tam się dzieje. Przekładając to na przykład z piaskiem - jeśli grabisz coś na cudzej działce (oczywiście za pozwoleniem) i ktoś to zniszczy celowo i bez uprawnień (czyt. zgody właściciela) to masz niewątpliwe prawo dochodzić zadośćuczynienia.
Teoretycznie jakaś umowa była, bo pewnie regulamin trzeba było zaakceptować ;)


© 1998-2026 Dziennik Internautów Sp. z o.o.