Komentarze:

  • ~Kotek Behemotek

    Otóż to - widzę że Robocop chyba jako jedna z niewielu tu osób pracuje i ma więcej niż 15 lat albo spija hasła z programu UPR, bardzo popularnego na DI.
    Telepraca, zwłaszcza w PL to margines, albo bardzo specyficzne zawody, często związane z outsourcingiem usług, najczęściej IT i zasadniczo nie różniąca się za bardzo od umowy o dzieło albo stałego zlecenia.
    Bardzo chętnie pracowałbym w domu, nie tracił czasu na dojazdy, a przyjemość nie oglądania codziennie tych samych gęb kopiących pod drugim dołki, popierających się nawzajem i zwalczających obce klik - po prostu bezcenna. Co z tego jeśli jest dokładnie tak jak wspomniano w artykule. Nieważne że robi się to co danej osoby należy - co jakiś czas trzeba być na "audiencji" u szefa. Inaczej powstaje wrażenie że "nic się nie robi" póki wszystko jest OK i wszystko robione jest na bieżąco. Awantura zaczyna się jak coś pójdzie nie tak (a zawsze prędzej czy później nie pójdzie) - wtedy są wielkie pretensje "co się właściwie przez ten czas robiło". Tak więc lizusostwo kwitnie, najbardziej u tych, którzy najmniej robią, za to co chwilę przytakują szefowi.
    A kto potem dostaje awans?
    Rada na to jest jedna - iść na swoje. W przypadku wolnych zawodów jedyne rozsądne rozwiązanie. Inaczej z czasem zostaje się ćwierćinteligentem, takim robotnikiem w białym kołnierzyku, dla którego najważniejszy jest dupochron i zakres obowiązków od A do B i ani pół centymetra więcej.

    29-04-2010, 21:10

    Odpowiedz
    odpowiedz
  • ~Robocop

    Telepracy bardziej obawiają się pracodawcy, niż pracownicy. Poza telemarketingiem, czy branżą IT (grafika/webdesign) jest to zjawisko ciągle bardzo rzadko spotykane.
    A niejeden człowiek z przyjemnością popracowałby sobie w domu (mniejsze uzależnienie od budzika, oszczędność kasy i czasu na dojazdy, oraz bycie z daleka od wszelkich wzajemnie zwalczających się frakcji, obecnych niemal w każdej typowej firmie)

    29-04-2010, 20:05

    Odpowiedz
    odpowiedz
  • ~janpol

    Widzę, że nie wszyscy dyskutanci, mieli do czynienia z "telepracą", czyli wykonywaniu zleceń poza miejscem zatrudnienia/siedzibą firmy zatrudniającej. Bark zrozumienia, obawy pracowników, że będą dyskryminowani itp. to jedna strona medalu, ale jest i druga! "Telepracownika" rozlicza się z "roboty" a nie z "siedzenia w pracy" i tu jest problem, szczególnie w zleceniach terminowych! Ludzie, jak się okazuje, ciągle wola posadkę, najlepiej państwową niż pracę, którą TRZEBA zrobić (i to dobrze!), bo inaczej "nima kasiory"! A ci co spróbowali chętnie zmieniają na "normalną" pracę, bo się okazuje, że ma się mniej czasu dla siebie niż jak się "idzie do pracy" na 8 godzin.

    29-04-2010, 15:53

    Odpowiedz
    odpowiedz
  • ~POinformowany
    [w odpowiedzi dla: ]

    Z Ryśkiem S. i z Beatą S. lody kręci.

    29-04-2010, 15:34

    Odpowiedz
    odpowiedz
  • Użytkownik DI użytkownik wyrejestrowany
    [w odpowiedzi dla: ~Niko]

    Długopisy składasz?

    29-04-2010, 14:44

    Odpowiedz
    odpowiedz
Brak danych. Sprawdź później :)
RSS  
Chwilowo brak danych. Sprawdź później :)


Partnerzy