
Śmiech na sali.
Gostek wali fuchy -> dociążam go.
Nie wyrabia się -> ścinam mu premię.
Oczywiście żadnego siedzenia po godzinach pracy.
Narzeka ? Na zieloną trawkę.
@Morpheus
Wychodzisz z jakże błędnego założenia, że w firmie każdego można od zaraz zastąpić nowym człowiekiem. Tak to można robić jak się prowadzi firmę sprzątającą biura albo opiekującą się zielenią miejską. Jak mi pracodawca płaci 50% tego co jestem dla niego wart, to ja mu poświęcam 50% czasu, proste i oczywiste. Jak mu nie pasuje, to niech pisze mi wypowiedzenie, proszę bardzo ;-).
Nie sadze, aby bylo w tym cos inherentnie "zlego". Problem tkwi w zawyzonych cenach oprogramowania, niejednokrotnie nieadekwatnych do mozliwosci rynku [popytu], a takze zasobnosci portfela osoby fizycznej/prywatnej.
Mozna wprawdzie [zasadnie] kwestionowac zgodnosc takiej praktyki z umowa pomiedzy przedsiebiorca/pracodawca, a pracownikiem/pracobiorca, jednak istnieja w swiecie firmy, ktore potrafia pogodzic interes przedsiebiorstwa z interesem pracownika, jak np Google, ktore zezwala pracownikom na bodaj 2h dziennie pracy nad prywatnymi projektami z uzyciem zasobow firmy [sprzetu i oprograowania] zdajac sobie sprawe z tego, ze jest to korzystne zarowno dla pracownika, jak i dla pracodawcy. Przede wszystkim umiejetnosci i samodzielnosc pracownika ulegaja zwiekszeniu, na czym zyskuje posrednio i pracodawca. Poza tym nierzadko projekty rozwijane przez pracownika moga zostac wziete pod skrzydla przedsiebiorcy dysponujacego duzymi zasobami i rozwinac sie w cos naprawde przydatnego dla ogolu.
Problem - jak sadze - polega glownie na waskotorowosci myslenia przedsiebiorcow i braku umiejetnosci dostrzezenia w pracowniku czegos wiecej, niz tylko niewolnika, wyrobnika. Chodzi o potencjal, nie o sama tylko "kase" tu i teraz.
Dodam jeszcze jedna, kluczowa rzecz.
Mam szczerze dosc postrzegania np polityki w kategoriach "gora i dol", "oni i my". Oni sa dzieki nam. Kropka.
Ta sama sytuacja przeklada sie na przedsiebiorstwa. Umowa o prace jest umowa obustronna na takich samych zasadach, na zasadzie rownosci! nie jest umowa podleglosci, karnosci i niewolnictwa. Jesli jakiemus pracodawcy wydaje sie, ze tak jest, to prawdopodobnie powinien zainwestowac w stragan z pietruszka, gdzie SAM bedzie mogl sobie nia handlowac do woli, gdyz na przepisach prawa pracy zdecydowanie sie nie zna i - jako taki - do pracy w charakterze pracodawcy i przedsiebiorcy zatrudniajacego ludzi sie NIE NADAJE.
Błędne myślenie...
Gdy kandydat do pracy podpisuje ze mną umowę o pracy (standardowy etat - 8 godzin dziennie), to nie powinien wykonywać w tym czasie pracy dla kogoś innego, bo robi to za moje pieniądze.
A gadanie, że "płaci mi 50% tego, co jestem warty, a ja mu poświęcam 50% czasu" jest zwykłym pieprzeniem - jak podpisywaliśmy umowę, to nie powiedział, że jest warty 100% więcej, tylko, że mu ta pensja odpowiada (mógł przecież się nie zgodzić na proponowane warunki).
Śmierdzi mi tu pazernością firm produkujących software, zwłaszcza monitorujący hehehehe...
IMHO jeśli pracownik w mojej firmie robi co do niego należy, wyrabia się i nie mam podstaw by narzekać, to naprawdę nie przeszkadza mi jak sobie trochę dorobi, może i to głupie się wydawać niektórym, ale na prawdę, jesli nie koliduje mi to w niczym to czemu nie mam pójść na rękę?! ...przez zawiść, zazdrość ?!!? Taki pracownik będzie tym bardziej starał się by nie stracić dobrej pracy i nie pożegnać się z wyrozumiałym pracodawcą !!!
Henry, ta argumentacja do mnie nie przemawia. Jeśli zawyża się u nas ceny oprogramowania to zawsze można je kupić gdzie indziej np. w USA. Przykład z Google chyba jednak trochę nie pasuje do tego kontekstu. Nie sądzę żeby Google chciało płacić pracownikom za 2 godziny przepracowane dla kogoś innego. udostępnienie zasobów firmowych do pracy która przysporzy korzyści komuś innemu w zgodzie z przepisami polskiego prawa też jest średnio możliwe. Oczywiście jest część pracodawców typu "nie podoba się to wynocha" ale jest sporo firm które myślą trochę szerzej i potrafią dostrzegać indywidualnie potencjał swoich pracowników. Ma rację "obsserwator" pisząc, że wymienić w ciągu kilku dni to można kogoś o niskich kwalifikacjach. Raczej nie jest to możliwe w przypadku gdy pracownik odbył specjalistyczne szkolenia (często kosztujące kilkadziesiąt tysięcy złotych rocznie). Dodatkowo jeśli wykorzystuje zdobytą wiedzę (w czasie pracy) do przygotowywania innych projektów to istnieje prawdopodobieństwo że po pewnym czasie spotkamy się z własnym pracownikiem u jednego z klientów - a co gorsza jego oferta będzie tańsza :) (przecież nie musi płacić za szkolenia, oprogramowanie itp).
AS.

"Polskie firmy zazwyczaj nie posiadają oprogramowania, które pozwoliłoby sprawdzić, co konkretnie robią pracownicy na swoich komputerach"
Myślę że wystarczająca ilość spyware na komputerach firmowych jest i nie trzeba cyberprzestępcom pomagać.
"...EnCase powstał na zlecenie rządu amerykańskiego..."
:]
Henry , slodki - +5
Jest to rownoznaczne ze stwierdzeniem "wiekszosc firm i bankow zarazila swoje komputery wirusami ze sciagnietych nielegalnie programow z internetu". Masz pojecie co by bylo gdyby na komputerach bankow byly wirusy? Az wole nie myslec o tym.


© 1998-2026 Dziennik Internautów Sp. z o.o.