Załamałem się... nie nie tym, że pokazywani, młodzi ludzie tak mało wiedzą, ale nawet, że jeśli coś wiedzą, to wyraźnie widać, że na zasadzie "echa ze szkoły", a nie z własnego przekonania i zrozumienia problemu. Szkoda, że nie było pytania, czy Ziemia jest płaska, a jeśli twierdzisz, że nie, to jak to można udowodnić... sądzę, że wszyscy by na tym polegli.
Pogłębiający się brak wiedzy nasiliło utworzenie Gimnazjum. Teraz szczyle czują się dorośli a wcześniej obecni licealiści dawali im popalić, więc wszystko się równoważyło. Dodatkowo nie było takiej gonitwy programowej. Szkoła tak naprawdę teraz służy do wychowania nie nauczania. Czy matura to bzdura? W tej chwili tak bo poziom 30% można osiągnąć nawet do książki nie zaglądając. Powinno być 50% by zrobić selekcję ludzi. Poziom nauczania jest taki, że wyżej wykształceni to debile bez wyobraźni, którzy poszli aby papier był.
Wina też stoi po stronie pracodawców, którzy wymagają wyższego wykształcenia do pracy, ale paradoks polega na tym, że może być to papier choćby z "nauki o ugandzie" i już ujdzie.
Istnieje też inny problem. Sam sposób obecnego nauczania jest bez najmniejszego sensu. 80% czasu w szkole uczymy się nieprzydatnych nikomu debilizmów, zamiast dostać możliwość wyboru (np. już z początkiem gimnazjum) kierunku, którym chcemy podążać. Po co przez hmm 6+3+3v4 lata uczyć się Polskiego? Co mnie do cholery obchodzi "co autor miał na myśli"? Nauka języka powinna ograniczać się do nauki gramatyki i nic więcej. Chyba że ktoś chciałby własnie w takim kierunku podążać. Ja osobiście czuję, że zmarnowałem wiele lat życia na naukę nieprzydatnych mi rzeczy. Nie mam aspiracji na bycie absolwentem uczelni psychologiczno-pedagogicznej w której przydałaby mi się umiejętność pracy z tekstem literackim :|
Na szczęście dla mnie (i nieszczęście dla rozwoju kraju) podział społeczeństwa na humanistów i umysły ścisłe jest dość znaczny.
Niech humaniści zaprzątają sobie głowę głupotami jak chrzest polski i innymi tego typu badziewiami. Niech wam ta wiedza przyniesie zupki chińskie, którymi przyjdzie wam karmić własne dzieci.

@Podpis: i właśnie takie braki jak u odpytywanych osób byłyby efektem zmian jakie proponujesz. Gdyby na polskim jechać tylko gramatykę, to byś nawet nie słyszał o Mickiewiczu, Słowackim, Reju czy Kochanowskim. Kompletne oderwanie od literatury własnego kraju. Ludzie bez świadomości historycznej własnego kraju. Dla mnie głupotą jest nie to, że nauka jest płytka, ale sposób jej nauczania. Uczymy się bez zrozumienia, na pamięć. Gdyby przyszedł ktoś i "udowodnił", że Ziemia jest płaska, to by to przyjęli za pewnik, bo im to matematycznie i logicznie wytłumaczyłeś ;)
Inna sprawa, że podział humanista-umysł ścisły to tylko echa tego co kiedyś. Teraz humanistą obwołuje się każdy, kto ma problem z matmą, fizyką i innymi naukami ścisłymi. Tymczasem oni nawet w 95% mają problem z przedmiotami typu historia czy język polski. Skoro nie są ani jednymi ani drugimi to jak ich zakwalifikować? By to zaś dodatkowo zagmatwać, to przecież humanista jeszcze jakiś czas temu oznaczało osobę o szerokich horyzontach i umiejętnościach z zakresu otaczającego świata. tak wię humanista posiadał wiedzę zarówno z dziedzin określanych jako humanistyczne, ścisłe i dodatkowo języków obcych oraz sztuk pięknych.
Jeśli przykładowo posiadam dużą wiedzę z zakresu nauk ścisłych (udzielałem swego czasu także korepetycji z takich przedmiotów jak fizyka, matematyka, matematyka wyższa, chemia, informatyka, przedmioty techniczne zawodowe), wielu z nauk humanistycznych ( mimo bycia programistą redaguję w firmie teksty pod kątem gramatycznym czy historycznym ), do tego znam i posługuję się angielskim na takim poziomie, że ludzie z USA lub Wielkiej Brytanii rozmawiają ze mną jak ze swoim a także podstawowym niemieckim. By było mało to w kręgu moich dodatkowych zainteresowań jest fotografia (lustrzanka, a nie kompakty) - a więc wkraczam na grunt artystyczny. Czyli kim ja według obecnych standardów jestem? A takich ludzi jak ja jest bardzo wielu. Tyle że mają 30 i więcej lat. Młodzi obecnie taki poziom wiedzy prezentują w ilościach śladowych. Jeśli na 1000 osób jest takich kilku, którzy rozumieją, a nie bezmyślnie kopiują, to sukces. Zazwyczaj trzeba szukać jednego spośród tysięcy.
Nie odpowiadajcie mu, to troll.
Matura to bzdura. Już przed maturą zarobkowo pracowałem i kupowałem sobie obuwie, kurki, spodnie za wakacyjne prace. Tata mi grosza nie dał, ani ZUS. Zresztą jak za granicą będziesz pracować czy na czarno to edukacyjne świadectwa się nie liczą czy stara matura. Do noszenia mebli czy targania worków w 6 dni w tygodniu za 503 zł miesięcznie teraz matury wymagają. Ale jak zdrowia nie masz to i edukacja niepotrzebna, bo oceny słabe będą (nie da się przecież cały czas do szkoły chodzić, gdy choroba ogranicza to zdrowsze dzieciaki lepsze oceny będą miały).
Teraz takie cymbały mają wykształcenie wyższe, ze wstyd maturę mieć otwierające drogę na studia :(
Próbnej matury nie zdawałem, bo to bez sensu było. Ci co próbną zdawali to finalną oblali nawet. Zresztą za dużo maturzystów maturę zdaje, której nie powinni otrzymać, a już maturzyści z urzędu skarbowego czy policji to pomyłka straszliwa . . .

Wiara to kwestia indywidualna mocno. Każdy może wierzyć w co chce, poza tym z zasady nie jest ona oparta o żadne przesłanki dowodowe. A temat jest o wiedzy. Ta zaś wynika z jak najbardziej policzalnych i mierzalnych rzeczy. Chcesz to wierz chrześcijanom, chcesz to wierz w potwora-spaghetti. To z wiedzą posiadaną, wyniesioną ze szkoły i tak niewiele będzie mieć wspólnego. Inna sprawa, że "łącznicy duchowi" i tak zmieniają co jakiś czas interpretacje "boskich słów" i to co głosili jako herezję, po pewnym czasie akceptują w pewnych przypadkach.
Dla mnie choćby głupotą jest na polskim analiza wierszy. O ile sensowne jest poznawanie literatury, jej odniesienie do ówczesnych czasów, to "co autor miał na myśli" uważam za nieporozumienie. Dochodzimy do absurdu, gdy żyjący autor ma zupełnie inną wizję utworu niż poloniści. A to wizja tych ostatnich jest decydująca podczas oceniania prac.


© 1998-2026 Dziennik Internautów Sp. z o.o.