
Ciekawe ile trzeba zapłacić aby uznać kogoś za niewinnego za naruszanie prywatności.

Aby odczytać dane szyfrowane przez WEP trzeba "łamać zabezpieczenia" - prymitywne na obecne czasy - ale jednak zabezpieczenia. W przypadku Google nic nie było łamane, bo sieci były otwarte. "Rządy pewnych krajów" powinny raczej powiedzieć "Obywatelu, jeśli czegoś nie rozumiesz, poszukaj speca" zamiast czepiać się Google. To jakby człowiek idący nago w centrum miasta miał pretensje, że inni "oglądają jego klejnoty" ;)
To ze zostawiam dom, samochód otwarty to nie znaczy ze ktoś może do niego wejść.


| Serwisy specjalne: | |
| Wydarzenia: |