90 proc. ludzi kupuje lustrzanki tylko po to żeby zadać szpanu paradując z nimi po ulicy i wyrywać panny "na artystę". Bo wiadomo - żeby zrobić superoryginalne ujęcie pt. "moja dziewczyna w odrapanej bramie", to duszę i oko artysty trza mieć bez dwóch zdań. Nie szkodzi, że nie jest nawet poprawnie naświetlone - tym bardziej artystyczy efekt, nie?
Sam używam wyłącznie leciwej już Sigmy DP1, która - chociaż wolna, ciemna i stałoogniskowa - wystarcza mi w 90% sytuacji, a jakością zdjęć spokojnie przewyższa sporo low-endowych lustrzanek. Fakt, że od wielu z nich była też swego czasu droższa, ale wolę aparat, który zawsze mogę mieć w kieszeni od pretensjonalnego taszczenia kobyły na szyi.

Masz dużo racji pigroll... Ja kupowałem swojego z przeświadczeniem, że coś się przy jego pomocy nauczę. I dało to efekty szybko. Co prawda koleżanki pewne chciały bym je uwiecznił, ale to też były miłośniczki fotografii i dawałem im dowolność gdzie chcą i w jakich pozycjach zdjęcia. Zresztą aparat nieraz pożyczałem gdy był komuś potrzebny. Niektórzy pukali się w głowę jak można lekką ręką pożyczać sprzęt warty wtedy średnią krajową, ale niektórzy już tak mają :) Sigma też ładnie się prezentuje od strony technicznej, choć już jest nieco młodsza od s5500. A co do pretensjonalnego noszenia kobyły to zależy tylko od tego, kto jej używa. Normalny człowiek ma torbę i wyciąga aparat tylko gdy wie, że będzie robić zdjęcia. Po ich zrobieniu chowa aparat ponownie. Nosi w ręku tylko gdy czeka na okazję do zdjęcia. Jeśli ktoś idzie przez miasto z aparatem na klacie to mnie akurat to śmieszy. Taka nowoczesna odmiana noszenia złotych łańcuchów ;)


© 1998-2026 Dziennik Internautów Sp. z o.o.