@qwerty - nie potepiam cie, nie chce cie oceniac, ale nietrudno nie zauwazyc, ze prawdopodobnie nigdy sie nie zrozumiemy. Twoja wizja swiata zapewne dopuszcza swobodny obieg TWOICH danych w internecie, ich odsprzedawanie i czynienie cie 'targetem marketingowym', moja nie. To, co ty nazywasz 'paranoja' ja okreslam mianem zdrowego rozsadku i swiadomosci wynikajacej z wiedzy. Co jest jednak wazniejsze to fakt, ze takie podejscie pozwolilo mi uniknac w zyciu internetoo-komputerowym calej tony nieprzyjemnosci, czego nie mozna powiedziec o wiekszosci uzytkownikow.
Co do wycieku informacji o zbieraniu danych to google przyznalo sie post-factum, gdy juz pojawialy sie doniesienia, ze dane wyciekly. Zachowali sie ok NIE NEGUJAC, co czynilo niegdys wiele firm, ale tylko dlatego tak sie zachowali, bo maja sprawny PR. Liczyli na to, ze ludzie twojego pokroju stwierdza, ze to tylko wypadek i nie zaprzestana korzystania z ich produktow. Niestety, jak pokazuje sledztwo - to nie byl wypadek ...
'open your eyes'
Jak ładnie pomijasz fakty - a o tym że cała sprawa wzięła się z tego że google przyznało się publicznie do wpadki z danymi z wifi to już nie łaska pamiętać?
Zbierają dane, przetwarzają je - z tym się zgadzam. Ale powiedz mi dlaczego ja, statystyczny Kowalski, mam się bać tego że google wie że odwiedziłem daną stronę lub np że dzisiaj spotykam się z Krysią w kawiarni. Co im po tym?
Thin foil hat ... tos dowalil jak ksiadz z ambony ;)
Negujesz oczywiste fakty. Zbierail dane i w procesie sadowo-sledczym zostalo im to udowodnione. Pracujesz w google? tylko w takim ukladzie moglbym powiedziec, ze masz interes w wyglaszaniu tak osobliwych stwierdzen.


© 1998-2026 Dziennik Internautów Sp. z o.o.