
Nie da się stworzyć optymalnych warunków dla całego społeczeństwa. Niestety, poziom edukacji jest wciąż zacofany. Uczymy się rzeczy niepotrzebnych, które nie przydadzą się w życiu zawodowym. Jest za mało praktyki.
Dużą rolę odgrywają nauczyciele. Niektórzy dużo wymagają, stawiają jedynki, ale nie potrafią przekazać wiedzy albo sami nic nie umieją. Poważnym problemem jest brak dobrej metody prowadzenia lekcji. Kilka przykładów:
1) Omawia temat całą lekcję - kto jest zainteresowany, na pewno skorzysta, a reszta zajmuje się czymś innym albo rozmawia. Tutaj zaznaczę, że nieliczni przynajmniej prowadzą wykład ciekawie, zwracają uwagę na najważniejsze fakty, a czasami nawet dochodzi do interakcji z uczniami. ;)
2) Omawia temat na tablicy, bazgrze rysunki i wzory, których nikt nie rozumie i nie wie, skąd się wzięły. Na drugi dzień przepyta wszystkich i powstawia jedynki. Założenie: zróżnicować klasę ocenami zamiast czegoś nauczyć i zachęcić do czegokolwiek. Zazwyczaj dotyczy przedmiotów ścisłych.
3) Totalny luz. Nauczyciel omówi temat ogólnikowo, z czego nikt nic nie rozumie. Poda jakieś wzory, wykona jakiś rysunek, ewentualnie przeprowadzi doświadczenie. Cała klasa rozmawia, a zainteresowani na tym tracą.
4) Uczniowie przygotowują materiały, a nauczyciel je omawia ogólnikowo, zazwyczaj tylko teorię, bez żadnych odniesień do rzeczywistości. W grę mogą wchodzić kserówki rozsyłane przez e-mail (to kolejny problem, bo szkoły mają problem z zapewnieniem miejsca na pliki). W efekcie 90% nauki, praktyki i ćwiczeń odbywa się w domu - komu się chce?
Totalna informatyzacja szkół jest przesadą w drugą stronę. Z doświadczenia wiem, że nauka bez żadnych notatek jest mniej efektywna. Z drugiej strony zapiski powodują, że uczymy się ich bezmyślnie, bez żadnej spójności - nie da się ich czytać, gdy są tworzone w locie.
Zasad poprawnej polszczyzny i ortografii można się nauczyć. Gramatyka kończy się na etapie gimnazjum i to chyba jest błędem.
Jest nadmiar lektur szczególnie w liceum. wszystkie trzeba omówić także w klasach z naciskiem na przedmioty ścisłe. Praktycznie nikt ich nie czyta w całości, a niektórzy wcale. W odniesieniu do alfabetyzmu wtórnego ciężko osiągnąć kompromis. Może więcej czasu nad różnymi tekstami należy spędzać na lekcjach?
Kolejna część tylko dla wytrwałych:
Policz, ile PEŁNYCH godzin lekcyjnych nauczyciele przeznaczyli tylko na odpytywanie. Możesz oszacować. Następnie zastanów się, ile lekcji wykorzystali w całości na pracę z uczniami i zrealizowali materiał (z zaznaczeniem, że większość rozumiała / pracowała i coś wyniosła). Wniosek? Ile czasu idzie na odpytywanie, sprawdzanie zadań domowych pojedynczej osobie, uciszanie klasy (niektórzy w ogóle sobie z tym nie mogą poradzić i tracą nad sobą kontrolę), sprawdzaniu obecności w tempie ślimaka, na rozmowie z koleżanką przed drzwiami [...]? Problem chyba dotyczy głównie gimnazjów, w których zawsze znajdzie się jakiś debil, którego celem jest rozwalić zajęcia. Są możliwości, aby każdy uczeń skorzystał, a nawet (tradycyjnym sposobem) rozwiązał bezstresowo (tzn. bez rygoru oceny niedostatecznej) zadanie na tablicy. W tym czasie z pomocą nauczyciela skorzysta cała klasa (tzn. musi zwracać uwagę na błędy, pokazać, jak rozwiązać przykład, itd.)
A "naucz się w domu rozdziału X" po 15-minutowej lekcji można wsadzić... Od tego jest szkoła, aby wynieść z niej jak najwięcej - i prawdą jest, że ma uczyć przede wszystkim logicznego myślenia.
"uczeń powinien tylko "przetwarzać", a nauczanie pamięciowe to relikt przeszłości"
NIE zgadzam się. Wiedza po prostu powinna być przekazywana w bardziej przystępny sposób. Przecież nie chcemy być maszynkami, którymi łatwo manipulować - bez ŻADNEJ wiedzy.

Nowa podstawa programowa zakłada, że w liceum przedmioty ścisłe (chemia, geografia, biologia, fizyka) zostaną złączone w PRZYRODĘ. Wytłumaczcie, jak 1 nauczyciel na tym etapie kształcenia ma porządnie omówić wszystkie tematy, zwrócić uwagę na istotne problemy, odpowiadać na pytania uczniów... Należy po prostu przeprowadzić reformę wymagań / obowiązującego materiału. Ten punkt NPP doprowadzi polskie szkolnictwo do większego kryzysu. "Nauka w szkole średniej ma być kontynuacją kształcenia gimnazjalnego" - to też mi się nie widzi.
Jednak pochwalę, że ktoś nareszcie zauważył potrzebę kształcenia w wybranym kierunku, rozwijania zainteresowań / talentów i stwarzania uczniom warunków do tego. To tylko słowa, bo w praktyce niewiele się zmieni.
Powiem krótko.
Jak to się stało że ta "zacofana oświata" potrafiła wykształcić ludzi którzy skonstruowali komputery, zaprojektowali odrzutowce i wybudowali drapacze chmur? Pewnie cud jakiś.
Jak to się stało że przed 20 laty ludzie słuchali i nie wierzyli TV, buntowali się i walczyli o swoje, a teraz wierzą w każdą brednię, poddają się propagandzie, i bez szemrania przyjmują coraz bardziej obniżający się poziom życia?
To prawda że system edukacji wymaga reformy. Najlepiej było by go całkiem zlikwidować.
Łatwiej rządzić stadem baranów niż stadem wilków. I to by było na tyle w temacie edukacji.
Ci ambitni mieli dużo wolnego czasu na amerykańskich uczelniach, dlatego powstało wiele wynalazków ;) Ich samych ten temat zainteresował i rozwijali swoje zainteresowania w tym kierunku...
Przecież jako samouk uważam, że moja uczelnia zabiera mi za dużo czasu, który mógłbym spożytkować inaczej - pisząc programy, rozwijając się w kierunkach, które mnie bardziej interesują niż automaty Mealy'ego, Moore'a itp. Ale tego inżyniera przynajmniej trzeba zdobyć, aby mieć jakieś "zaplecze". Czy to jest normalne, że to posiadanie wyższego wykształcenia jest tak popularne? Że trzeba zdać tą maturę zgodną z kluczem, czego nawet nie potrafią autorzy dzieł?
A ja powiem tyle że nauczyciele zaniżają poziom nauczania. Większości starej szkoły nauczycieli choćby informatyki nadal uczy Turbo Pascala który od lat jest językiem wymarłym bo któż pisze teraz programy w Pscalu? Na uczelniach nadal stosuje się mikrokontrolery 8051 które nie są już nawet produkowane i oczywiście wszyscy pracują sobie w domowych zaciszach na popularniejszych i tańszych mikrokontrolerach AVR. Stare próchno nie chce się nauczyć czegoś nowego przez co uczy młodych ludzi starych już nieaktualnych rzeczy i po co to? W głowie bałamuci się bo w szkole uczą co innego a rozwój technologiczny pokazuje co innego. Gdyby kadra nauczycielska była doszkolona pewnie Polska nie taki głupi kraj byłby. Praktyk sądzę też być więcej powinno lecz nie wolno rezygnować z teorii bowiem wszystko się w życiu przyda.
Sam jestem samoukiem. Wiele nauczyłem się z książek i artykułów oraz cioci Wikipedii. Mój stan wiedzy z informatyki na tle klasy wypada bardzo wysoko (nic dziwnego, większość chyba tylko gry interesują i nic więcej). Sam ostatnio proponowałem szkole pewien projekt który by się szkole uśmiechał jednak oczywiście "dla większości nauczycieli urządzenie będzie nie do opanowania" i z niego zrezygnowano.
(a tak na marginesie, mam dysgrafię i dysortografię jednak na komputerze pisze mi się lepiej, lecz żeby nie myło moje "dys miałem jeszcze w czasach kiedy komputera nie posiadałem)
Pozdrawiam
Podpisuje sie "obyma ryncami i nogamy". Dobrze powiedziane i podsumowane.

Jak się poczyta wypowiedzi przeciętnych młodych ludzi w wieku lat kilkunastu wychowanych na komputerach to się człowiekowi włos jeży na głowie...
Przede wszystkim oczekują podania wszystkiego na tacy. Przyzwyczajeni do znajdowania odpowiedzi w Google mają wstręt do rozwiązywania zadań samodzielnie.
Zachęcanie ich do używania logiki i formułowania własnych przekonań przypomina walkę z gumą. - Wolą poszukać w necie 20 wypowiedzi w temacie, wyciągnąć z niej pasującą sobie średnią i to napisać jako własne zdanie...
Jeśli piszą dużo na GG czy podobnym mają również w całkowitej pogardzie znaki przestankowe i interpunkcyjne, oraz wielkie i małe litery. Uważają, że wszystko bez wyjątku powinno być za darmo i łatwe do zdobycia, a jeśli oni sobie tego życzą to ktoś powinien zeskanować książkę i wysłać im na maila, bo sam pomysł żeby pójść do sklepu i kupić uważają za śmieszny...
Wiedzę powszechną mają w zaniku z wyjątkiem tego co dotyczy teraźniejszości i połowa nie wie kiedy była II Wojna i z jakiego powodu.
Są po prostu idealną grupą konsumentów i obywateli. Kupią to co im ktoś zasugeruje w necie (czy reklamie) i zagłosują na tego, który najwięcej obieca bo nie znając historii nie mają powodów mu nie ufać... Poznałem niestety ostatnio na różnych forach tabuny takich młodych ludzi...

Oczywiście, że jeśli chodzi o wiedzę o technologii to uczelnie powinny być wyposażone w nowoczesny sprzęt, a nie uczyć ludzi, którzy np. będą pracowali na cyfrowych centralach telekomunikacji na przykładzie telefonu na korbkę czy z tarczą.
Niemniej szkoły przede wszystkim powinny uczyć myślenia i samodzielnego rozwiązywania zadań i używania logiki. A do tego to wystarczy trochę matematyki - technologia jest całkowicie zbędna... Powinny też uczyć historii żeby młodzi ludzie wiedzieli, że wojna to nie jest takie coś jak w grze komputerowej...
A wiesz... Sam jestem z zamilowania programista hobbysta i teraz poszedlem na informatyke na studia. Mam 21 lat a pierwszy program napisalem w wieku 11 lat kiedy to myslalem ze basic to gra a nie jezyk programowania. Znam dokladnie to o czym mowisz i ten caly bulwers odnosnie uczenia pascala ale pamietaj ze na samym poczatku ludzie powini uczyc sie ZASAD a nie technologii ktora przyswoic jest bardzo latwo. Nawyki jednak ciezko zmienic. Dlatego ta cala szopka z pascalem jest nie na miejscu. Jezyk jest IDEALNY do nauki poniewaz wymusza w pewien sposob stosowanie odpowiedniej kolejnosci w tworzeniu programu (inicjalizacja, deklaracja, program wlasciwy itp itd). Przejechalem na wielu jezykach przy czym najdokladniej poznalem assemblera, delphi i php wiec posiadam wiedze z calego zakresu. Wszystkie maja niektore cechy wspolne a niektore kompletnie sie roznia. Faktem jest natomiast ze program napisany "w stylu" pascala bedzie poprawny dla kazdego z tych jezykow. Rozumiesz teraz dlaczego jest to dobra podstawa? Pozniej nauczyciel moze powiedziec podczas nauczania Javy "tutaj tak samo jak w paskalu trzeba includowac biblioteki ale robi sie to w troszke inny sposob..."
A co do samego nierobstwa nauczycieli to zauwazylem pewna analogie. Mianowicie wszyscy uczniowie sa zadowoleni gdy ktos INNY w klasie sie zapyta o zagadnienie ktorego oni nie rozumieja. Caly problem polega na zasadach w szkole. Jesli ktos czegos nie rozumie to wstydzi sie zapytac o to. Po co praca domowa? Po co przepytywanie? Odpowiedz jest prosta i w pelni uzasadniona dydaktycznie. Jesli nauczyciel pyta sie czy wszyscy zrozumieli i otrzymuje odpowiedz TAK to na nastepny dzien bylyby same piatki. Nauczyciel jednak wie ze niektorzy nie zrozumieli tematu ale nie przyznaja sie do tego. Takich ludzi trzeba "wylapac" i zmusic ich niejako do przyznania sie ze nie potrafia. To jest pierwszy krok - nastepnym jest nauczenie tego czlowieka. Nie da sie nauczyc kogos kto nie przyzna sie do tego ze czegos nie rozumie. Wymagania pamieciowe w szkolach sa zbyt wysokie moim zdaniem bo co z tego ze w liceum rozwalalem w pamieci zadania z logiki z poziomu PW z wydzialu maetmatycznego i wygrywalem konkursy matematyczne jak z historii nie bylem w stanie sie nauczyc 2 dat? Posiadam bardzo dobra pamiec ale jedynie symboliczna. Nie potrafie przypisac NIC NIEZNACZACYCH dat do konkretnych wydarzen. Problemem jest przypomnienie sobie daty a nie wydarzen. Tak samo dostaniemy 60 numerow z naszej komorki i potrafimy dopasowac czesc do wlascicieli ale numeru wlasciciela nie przypomnimy sobie poniewaz nie ma on znaczenia.
Pascal nie nadaje się do nauki...
Podchodziłem do tego języka bezskutecznie kilka razy właśnie dlatego, że wszyscy powtarzali jaki to wspaniały itp i jak łatwo się go nauczyć.
Programować nauczyłem się pisząc strukturalne programy w C++, czas na obiekty przyszedł później.
Z asemblerem też poszło całkiem łatwo, chociaż przyznam, nie uczyłem się go na tyle dobrze żeby pisać własne programy, zadowolił mnie poziom wystarczający do modyfikowania cudzych.
Teraz w ostatniej klasie liceum zwyczajnie powiedziałem kobiecie że nie będę pisać w paskalu, kazała przynieść swój sprzęt i nie ma problemu, wszyscy zadowoleni.


| Serwisy specjalne: | |
| Wydarzenia: |