Apple Facebook Google Microsoft badania bezpieczeństwo patronat DI prawa autorskie serwisy społecznościowe smartfony

Komentarze:

comments powered by Disqus

Komentarze archiwalne:

  • ~gość

    Akt I
    OSOBY:PUSTELNIK, Popiel III wygnanyKIRKOR, pan zamkuMATKA,
    wdowaBALLADYNA, córkaALINA, córka FILON, pasterzGRABIEC, syn
    zakrystianaFON KOSTRYN, naczelnik straŜy zamku KirkoraGRALON, rycerz
    KirkoraKANCLERZWAWEL, dziejopisPAŹPOSEŁ ZE STOLICY
    GNEZNAOSKARśYCIEL SĄDOWYLEKARZ KORONNYPany, rycerze, słuŜba zamkowa,
    wieśniacy, dzieci OSOBY FANTASTYCZNEGOPLANAnimfa, królowa
    GopłaCHOCHLIKSKIERKAZa czasów bajecznych, koło jeziora Gopła. SCENA I
    Las blisko jeziora Gopła – chata Pustelnika ustrojona kwiatami i bluszczem. – Kirkor
    wchodzi w karaceńskiej zbroi, bogato ubrany, z orlimi skrzydłami...
    KIRKORsamRady zasięgnąć warto u człowieka,Który się kryje w tej zaciszy leśnej;PoboŜny
    starzec – ma jednak w rozumieNieco szaleństwa: ilekroć mu prawiszO zamkach, królach, o
    królewskich dworach,To jak szalony od rozumu błądzi,Miota przekleństwa, pieni się,
    narzeka;Musiał od królów doznać wiele złego,I z owąd został przyjacielem gminu.Stuka do
    celi.Puk! puk! puk! GŁOS Z CELIKto tam?
    KIRKORKirkor.
    PUSTELNIK wychodząc z celiWitaj, synu...Czego chcesz?
    KIRKORRady.
    PUSTELNIKZostań pustelnikiem.
    KIRKORGdybym podstarzał dziesiątym krzyŜykiem,MoŜe bym w smutne schronił się
    dąbrowy;Ale ja młody, pan czterowieŜowy,Przemyślałem dzisiaj, jak by się oŜenić...Poradź
    mi, starcze!
    PUSTELNIKLat dwadzieścia z górąJak Ŝyję w puszczy...
    KIRKORCóŜ stąd?
    PUSTELNIKWięc ocenićLudzi nie mogę – ani wskazać, którąWeźmiesz dziewicę.
    KIRKORTe, co rozkwitałyZ dzieciństwa pączków, gdyś ty Ŝył na świecie,Są dziś pannami...
    czerwony li białyPączek na róŜy, taka będzie róŜa...Przypomnij niegdyś najpiękniejsze
    dziecię,Białą, jak w ręku anielskiego stróŜaKwiat lilijowy – niech jej słowik
    śpiewnyZazdrości głosu, a synogarlicaWiernością zrówna... gdzie taka dziewica,WskaŜ mi, o
    starcze! Mówią, Ŝe królewnySłyną wdziękami?
    PUSTELNIKNieba! Ród to węŜa.śona zbrodniami podobna do męŜa,Córki do ojca, a do
    matek syny.Jak w jednym gnieździe skłębione gadziny.O! Bogdaj piorun!... KIRKORNie
    przeklinaj.
    PUSTELNIKMłody,Przeklinaj ze mną – oni klątwy warci.Bogdaj doznali, co pomor i
    głody!Bogdaj piorunem na poły poŜarci,Padając w ziemi paszczą rozdziawioną,Proch mieli
    płaszczem, a węŜa koroną.Bogdaj! – Klnąc zbójcę potargałem siły,Wściekłem się jako brytan
    uwiązany.Bo teŜ ja kiedyś byłem pan nad pany,Stutysięcznemu narodowi miły,śyłem w
    purpurze, dziś noszę łachmany;Muszę przeklinać. Miałem dziatek troje,Nocą do komnat
    weszli brata zboje, RóŜyczki moje trzy z łodygi ścięto!Dziecinki moje w kołyskach
    zarŜnięto!Aniołki moje!... wszystkie moje dzieci! KIRKORKtóŜ jesteś, starcze?
    PUSTELNIKJa... Król Popiel trzeci...
    KIRKOR schyla kolanoKrólu mój!
    PUSTELNIKKtóŜ mię z Ŝebraki rozezna?...
    KIRKORUzbrajam chamy i lecę do GneznaMścić się za ciebie... PUSTELNIKMłodzieńcze,
    rozwagi!
    KIRKORBezprawie gorzej od MojŜesza plagiKala tę ziemię i prędzej się szerzy;Popiel,
    skalany dzieci krwią niewinną,Niegodny rządzić tłumowi rycerzy.Niech więc się stanie, co
    się stać powinno,Pod okiem Boga, na tej biednej ziemi. PUSTELNIKCzy ty skrzydłami
    anioła złotemiZ nieba zleciałeś? KIRKORNa barkach orlicyPara tych białych skrzydeł
    wyrastała;Gdy na rycerskiej są naramiennicy,BędzieŜ-li rycerz mniej niŜ owa białaPtaszyna
    ludziom uŜyteczny? – ma-liGadom przepuszczać rycerz uskrzydlonyOrła piórami?
    PUSTELNIKO męŜu ze stali!Ty jesteś z owych, którzy walą trony. KIRKORTy wiesz, jak
    nasza ziemia wszeteczeństwemKróla skalana. Wiesz, jak Popiel krwawyPastwi się coraz
    nowym okrucieństwem...Zaczerwienione krwią widziałem stawy:Król Ŝywi karpie ciałem
    niewolników.Nieraz wybiera dziesiątego z szykówI tnąc w kawały ulubionym rybomNa Ŝer
    wyrzuca; resztę ciał wymiataNa dworskie pola i czerwonym skibomZiarno powierza. Sąsiad
    ziemię kataNa pośmiewisko zwie Rusią Czerwoną.Dotąd Ŝyjącym pod Lecha koroną Bóg
    dawał Ŝniwo szczęścia niezasiane,Lud Ŝył szczęśliwy; dzisiaj niesłychanePomory, głody sypie
    BoŜa ręka.Ziemia upałem wysuszona pęka;Wiosenne runa złocą się, nim ziarnoCzoła pochyli,
    a wieśniacy garnąSierpami próŜne tylko włosy Ŝyta.Ta sama Polska, niegdyś tak obfita,Staje
    się co rok szarańczy spichlerzem;Niegdyś tak bitna, dziś bladym rycerzemZ głodami walczy i
    z widmem zarazy. PUSTELNIKAch, jam przeklęty! przeklęty! trzy razyPrzeklęty! winien
    jestem nieszczęść ludu. KIRKORJako, tyś winien?...
    PUSTELNIKZ rozlicznego cuduKorona Lecha sławą niegdyś była,W niej szczęścia ludu, w
    niej krainy siłaCudem zamknięta... oto ja, wygnany,Lud pozbawiłem korony.
    KIRKORStarcze?...
    PUSTELNIKKorona brata mego jak liczmanyFałszywa... moja pod spróchniałe karczeLasu
    wkopana... miałem ją do grobuPonieść za sobą. KIRKORSkądŜe tej koronieCudowna
    władza?
    PUSTELNIKKu ojczystej stronieWracali niegdyś od Betlejem ŜłobuŚwięci królowie – dwóch
    Magów i Scyta.Ów król północny zaszedł w nasze Ŝyta,Zabłądził w zboŜu jak w lesie – bo
    zboŜeRosło wysokie jak las w kraju Lecha;Więc zbłądziwszy rzekł: “Wyprowadź, BoŜe!"AŜ
    oto przed nim odkrywa się strzechaKrólewskiej chaty – bo Lech mięszkał w chacie. –Wszedł
    do niej Scyta i rzekł: “Królu! bracie!Idę z Betlejem, a gwiazda błękitnaTwoich bławatków
    ciągle szła przede mną,AŜ tu zawiodła". – Lech rzekł: “Zostań ze mną!Kraina moja
    szczęśliwa i bitna,Jeśli chcesz, to się tą ziemicą z tobą Dzielę na poły". – Scyta rzekł:
    “Zostanę,Lecz kraju nie chcę, bo ziemie złamane Rozgraniczają się krwią i ŜałobąDzieci i
    matek". Więc razem zostali;Ale to długa powieść... KIRKORMów! mów dalej!
    PUSTELNIKWięc jako dawniej czynili mocarze,Z Lechem się Scyta mieniał na obrączki;A
    pokochawszy mocniej sercem, w darzeDał mu koronę... stąd nasza korona.Zbawiciel niegdyś
    wyciągając rączkiSzedł do niej z matki zadumanej łona;I ku rubinom podawał się całyJako
    róŜyczka z liści wychylona,I wołał: caca! i na brylant białyRóŜanych ustek perełkami świecił.
    KIRKORO biedny kwiatku! na tóŜ ty się kwiecił,By cię na krzyŜu ćwiekami
    przybito?CzemuŜ nie było mnie tam na Golgocie,Na czarnym koniu, z uzbrojoną
    świtą!Zbawiłbym Zbawcę – lub wyrąbał krocie Zbójców na zemstę umarłemu.
    PUSTELNIKSynu!Bóg weźmie twoją pochopność do czynuZa czyn spełniony. Wróćmy w
    nasze czasy.Gdy mię brat wygnał, uniosłem w te lasyŚwiętą koronę... KIRKORWróci ona!
    wróci!Przysięgam tobie...Lecz...
    PUSTELNIKCo chcesz powiadać?
    KIRKORNim Kirkor w przepaść okropną się rzuciSzukając zemsty – chcę – chciałbym cię
    badać,Na jakim pieńku zaszczepić rodowe Drzewo Kirkorów, aby kiedyś nowe Plemię
    rycerzy tronu twego strzegło?Kogo wprowadzić w podwoje zamkoweZ Ŝony imieniem?
    PUSTELNIKTylu ludzi biegłoZ pierścionkiem ślubnym za marą wielkości,A prawie wszyscy
    wzięli kość niezgodyZamiast straconej z Ŝebra swego kości.Postąp inaczej – ty szlachetny,
    młody;Niechaj ci pierwsza jaskółka pokaŜe,Pod jaką belką gniazdo ulepiła;Gdzie okienkami
    błysną dziewic twarze,A dach słomiany, tam jest twoja miła.Ani się wahaj, weź pannę
    ubogą,śeń się z prostotą, i niechaj ci błogoI lepiej będzie, niŜbyś miał z królewną...
    KIRKORTak radzisz, starcze?
    PUSTELNIKIdź, synu, na pewnoDo biednej chaty – niechaj Ŝona karna,Miła, niewinna...
    KIRKORJaskółeczko czarna!Ptaszyno moja, gdzie mię zaprowadzisz? PUSTELNIKSłuchaj
    mię, synu...
    KIRKORStarcze, dobrze radzisz...Prowadź, jaskółko!Odchodzi Kirkor. PUSTELNIKsamO!
    ci młodzi ludzie,Odchodzą od nas i wołają głośno:Idziemy szukać szczęścia. Więc my, starce,
    Cośmy przebiegli po tej biednej ziemi,A nigdy szczęścia w Ŝyciu nie spotkali – MoŜeśmy
    tylko szukć nie umieli...Idź! idź! idź, starcze, do pustelnej celi...Chce wchodzić do celi – i
    zatrzymuje się na progu. Wchodzi Filon, pasterz.Zamyślony – fantastycznie we wstąŜki i
    kwiaty ubrany. FILONz egzaltacjąO! złote słońce! drzewa ukochane!O! ty strumieniu, który
    po kamykachZ płaczącym szumem toczysz fale śklane!Rozmiłowane w jęczących
    słowikachRóŜe wiosenne! z wami Filon skona!Bo Filon marzył los Endymijona,Marzył, Ŝe
    kiedyś po blasku miesiącaBiała bogini, róŜami wieńczona, Z niebios błękitnych przypłynie, i
    drŜącaCzoło pochyli, a koralowemiUstami usta moje rozpłomieni.Ach! tak marzyłem! Ale na
    tej ziemiNie ma Dyjanny. Samotny uwiędnęJako fijołek – albo kwiat jesieni. PUSTELNIKCo
    znaczą owe narzekania zrzędne?Młody szaleńcze, gdzie zimny rozsądek?Wywracasz świata
    boskiego porządek,A Ŝe ty chciwy Akteona wanien,Czekasz na ziemi anielskiego
    bóstwa:Dlatego tyle zestarzałych panienDotąd się męŜów swych nie doczekały;Szukaj
    kochanki na ziemi. FILONŚwiat całyNa próŜno zbiegłem przeglądając mnóstwaDziewic
    śmiertelnych. Nieraz wzrok łakomyŚledził spod złotej kapelusza słomyśniwiarek twarze,
    podobne czerwieniąMakom zboŜowym. Nieraz poglądałemNa białe płótna, łąk jasną
    zieleniąSłońcu podane; rojąc serca szałem,śe z bieli płócien jako z morskiej
    pianyAlabastrowa miłości boginiWyjdzie na słońce. Ach! tak oobłąkany,śyłem na świecie
    jako na pustyni;Nienasycony, dumający, rzewny.Byłem na dworach, widziałem
    królewnyPodobne gwiaździe Wenus, co wynikaWieczorem z nieba róŜowego
    zorzą,Zaczerwieniona, ale bez promyka.Serca nie mają, a sercem się droŜąWięcej niŜ koron
    brylantami. PUSTELNIKGłupcze!Niedoścignionych gwiazd szalony kupcze!Ty, co na
    dworach szukałeś kochanki:Precz! precz ode mnie, kwiecie beznasienny,Studniom niezdatny
    jak stłuczone dzbanki,Światowi jako słońca blask jesiennyBezuŜyteczny. Skoro na tron
    wrócę,Zamknę cię w szpitalu szalonych lub rzucęNa bakalarską ławę między dzieci.
    FILONMój dobry ojcze! niechaj ci Bóg świeci!Musisz być chory, gadasz nieprzytomnie.
    PUSTELNIKWszyscy szaleńcy zlatują się do mnie,A wszyscy marzą o królewskich
    dworach;Myślą o królach, a kryją się w borach,I jęczą, jęczą jak oślepłe sowy. FILONWsadź,
    starcze, głowę w strumień kryształowy,MoŜe ochłonie. PUSTELNIKWoda nie obmyjeNa
    moim czole czerwonego pasu.Widzisz! czy widzisz, jak korona ryje?Dwudziestoletnie Ŝycie
    w głębi lasuNie zagoiło rany. Pas na czole, A drugi taki pas me serce płata;Ten od
    korony,pokazując na serceten od mieczów kata.O! moje dzieci! o! sieroctwa bole!O! moja
    przeszłość! FILONNudzi mię ten stary,W głowie ma jakieś bezcielesne mary, Pewnie oszalał
    samotnością, postem. PUSTELNIKCierpienie myśli jest kolącym ostem,Lecz rzeczywistość...
    o! ta jak ŜelazoRani, zabija... FILONO tym inną raząMówić będzemy, a przekonam ciebie,śe
    smutek serca... PUSTELNIKNiechaj cię pogrzebie,Mdława istoto. Nic niech nic zabije;A
    twój grobowiec zamknie nic. FILONO luba!Nie znaleziony twój obrazpokazując na sercetu
    Ŝyje!Nieznalezienie gorsze niźli zguba;Jam cię nie znalazł, a widzę przed sobą!Idę do lasu,
    gdzie będę sam...z tobą...Błogosławiony wyobraźni cudzie,Ty mnie ocalasz!Odchodzi w las.
    PUSTELNIKJak szaleją ludzie!
    Wchodzi do celi.
    SCENA II
    Inna część lasu – widać jezioro Gopło.
    Skierka i Chochlik wchodzą.
    SKIERKAGdzie jest Goplana, nasza królowa?
    CHOCHLIKŚpi jeszcze w Gople.
    SKIERKAI woń sosnowa,I woń wiosenna nie obudziła Królowej naszej! woń taka
    miła!CzyliŜ nie słyszy, jak skrzydełkamiCzarne jaskółki biją w jezioroTak, Ŝe się całe
    zwierciadło plamiW tysiące krąŜków? CHOCHLIKZanadto skoroZbudzi się jędza i będzieDo
    pracy nas zaprzęgać. To w puste ŜołędzieWkładać jaja motylic – to pomagać
    mrówkomBudującym stolicę i drogi umiataćDo mrównika wiodące...to majowym
    krówkomRozwiązywać pancerze, aby mogły latać;To zwiedzać pszczele ule i z otwartej
    księgiCzytać prawa ulowe lub rotę przysięgiNa wierność matce pszczelnej od zrodzonej
    pszczółki;To na trzcinę jeziora zwoływać jaskółkiI uczyć budownictwa pierworoczne
    matki.JuŜ zamykać stawiane na ptaszęta klatki,Nim jaki biedny ptaszek uwięźnie w
    zapadni,Na przekor ptasznikowi; juŜ to pani sroceCiągle trąbić do ucha naukę: nie
    kradnij;Albo wróblowi wmawiać, Ŝe pięknie świergoce,Aby ciągle świergotał nad wieśniaczą
    chatą...Pracuj jak koń pogański, pracuj całe lato,A zimą śpij u chłopa za brudnym
    przypieckiem,Między garnkami, babą szczerbatą i dzieckiem.
    SKIERKABo teŜ ty jesteś leniwy, Chochliku!Patrzy na jezioro.Ach, patrz! na słońca
    promykuWytryska z wody Goplana;Jak powiewny liść ajeru,Lekko wiatrem kołysana;Jak
    łabędŜ, kiedy rozwinieUśnieŜony Ŝagiel steru,Kołysze się – waha – płynie.I patrz! patrz!
    lekka i gibka,Skoczyła z wody jak rybka,Na nezabudek warkoczuWiesza się za białe rączki,A
    stopą po fal przezroczuBrylantowe iskry skrzesza.Ach, czarowna! któŜ odgadnie,Czy się
    trzyma z fal obrączki?Czy się na powietrzu kładnie?Czy dłonią na kwiatach się wiesza?
    CHOCHLIKOna ma wianek na głowie...Czy to kwiaty? czy sitowie? SKIERKAO nie... to na
    włosach wróŜkiUśpione leŜą jaskółki.Tak powiązane za nóŜkiKiedyś, w jesienny
    poranek,Upadły na dno rzeczułki:Rzeczułka rzuciła wianek,Wianek czarny jak hebanyNa
    złote włosy Gpolany. CHOCHLIKRadzę ci, uciekajmy, mój Skierko kochany,Wiedźma
    gotowa zaraz nową pracę zadać.Albo obracać młyny, skąd woda uciekłaBiednemu
    młynarzowi, lub kaŜe spowiadaćLeniwego szerszenia, nim pójdzie do piekłaZa kradzieŜ
    słodkich miodów... lub malowac pawie. SKIERKAWięc uciekaj... ja się bawię...Promienie
    słońca przenikłyJaskółeczek mokre piórka...OŜyły – pierŜchły – i znikłyJak spłoszonych
    wróbli chmurka.Królowa nasza bez ducha,Zadziwiona stoi, słucha;Nie śmie wiązać i
    zaplataćKos rozwianych, nie wie, czemuWianeczkowi uwiędłemuPrzyszło oŜyć? skąd mu
    latać?Goplano! Goplano! Goplano!Wchodzi Goplana. GOPLANA
    Narwij mi róŜ, Chochliku! poleciał mój wianek.
    CHOCHLIKJuŜ się zaczyna praca.Chochlik odchodzi mrucząc. GOPLANA
    Czy to jeszcze rano?
    SKIERKAPierwsza wiosny godzina.
    GOPLANA
    Ach! gdzieŜ mój kochanek?
    SKIERKACo mi rozkaŜesz, królowo?Zadaj piękną jaką pracę.Winąć tęczę kolorową,Albo
    budować pałace,Powojami wiązać dachy,I opierać kwiatów gmachyNa kolumnach malw i
    dzwonkówLazurowych. GOPLANA
    zamyślonaNie!
    SKIERKAChcesz tronówZ wypłakanych nieba chmurek?Czy ci przynieść pereł sznurek?Z
    owych pereł, które dająLep na ptaszki; ale mająTakie blaski, takie wody,Jak kałakuckie
    jagody.Chcesz? lecę na trzęsawicę,Dojrzę – dogonię – pochwycę – Błędnego moczar ognika;I
    zaraz w lilijkę białą Oprawię jak do świecznika,I nakryję białym dzwonkiem,By ci
    świecił...Czy to mało?RozkaŜ, pani! Co pod słonkiem,Co na ziemi, wszystko zniosę:Drzewa,
    kwiaty, światło, rosę.Co nad ziemią, w ziemi łonie:Dźwięki, echa, barwy, wonie,Wszystko, o
    czym kiedy śniłyMyśli twoje w jezior burzyKołysane. GOPLANA
    Skierko miły,Ja się kocham.
    SKIERKAW czym? czy w róŜyBezcierniowej? czy w kalinie?W czterolistnej
    koniczynie?MoŜe w kwiatku: “niech Bóg świeci",Który posadzi macocha Na grobie
    męŜowskich dzieci?MoŜe w Magdaleny nitce,Co bez wiatru leci płocha?MoŜe w białej
    margieritce,Co piątym listkiem: “nie kocha"Zabiła młodą pasterkę?W czym się kochasz?
    poszlij Skierkę,A przyniesie ci kochanka,I wplecie do twego wianka,I będziesz go wiecznie
    miała,Pieściła i całowałaDo przyszłej wiosny poranka,Do drugiego kwiatów wieku.
    GOPLANA
    Ach! ja się kocham, kocham się w człowieku!
    SKIERKATo ludzkie czary.
    GOPLANA
    Tej zimy, gdym usnęłaNa skrysztalonym łoŜu. Światło mię jakieśZ głuchego snu gwałtownie
    ocuciło.Otwieram oczy – patrzę... płomień czerwonyJako poŜaru łuna bije przez lodyI słychać
    głuchy huk. Rybacy to rąbaliPrzełomkę biednym rybkom zdradliwą... NagleOkropny krzyk –
    w przełomkę człowiek padaNa moje upadł łoŜe; a czy to światłoPodobne barwie róŜ, które
    świeciłoW moim pałacu szklistym? Czy teŜ prawdziweRóŜe na jego licach śmiercią
    mdlejące;Ale się piękny wydał – ach! piękny tak, Ŝe chciałamZatrzymać go na wieki w
    zimnych pałacach,I nie rozwiązać z wieńca ramion, i przykućŁańcuchem pocałunków. Wtem
    zaczął konać...Musiałam wtenczas, ach! musiałam go wypuścić!Gdybym przynajmniej mogła
    była go wynieśćZ wody na rękach moich, usta z ustami Spoić i Ŝycie wlać w ostygłe jego
    piersi;Ale ty wiesz, co to za męka dla nas,Kiedy podobne kwiatom, musiemy
    składaćRumieniec nasz i piękne barwy wiosny.I do kamieni białych podobne leŜećW głębiach
    jeziora. Taką ja wtenczas byłam.Musiałam leŜeć na dnie, ani się płochoNa światło dnia
    wyrywać. Na pół martwegoWyniosłam drŜącą ręką i przez otworyW lodzie wybite rzucam:
    sama boleśnieWracam na puste łoŜe, na zimne łoŜe;A serce moje rozdarł okrzyk
    rybaków,Którzy witali wtenczas, gdy ja Ŝegnałam.JakŜem czekała wiosny, przyszła
    nareszcie!Z miłością w moim sercu budzę się... kwiatyTo nic przy jego licach – gwiazdy
    gasnąPrzy jego jasnych oczach... Ach! kocham! kocham! SKIERKAKtoś idzie tutaj lasem.
    GOPLANA
    To on! to on! mój miły.Bądź niewidomym, Skierko.Skierka odchodzi.Wchodzi na scenę
    Grabiec - rumiany – w ubiorze wieśniaka. GRABIECAch, cóŜ to za panna?Ma twarz, nogi,
    Ŝołądek – lecz coś niby szklanna.Co za dziwne stworzenie z mgły i galarety!Są ludzie, co
    smak czują do takiej kobiety;Ja widzę coś rybiego w tej dziwnej osobie. GOPLANA
    Jak się nazywasz, piękny młodzieńcze?
    GRABIECNic sobie...
    GOPLANA
    Miły nic sobie!
    GRABIECJakŜeś głupia, mościa pani – Nic sobie, to się znaczy, Ŝe nic nie przygani Mojej
    piękności... to jest, Ŝem piękny. A zwę sięGrabiec. GOPLANA
    CóŜ cię za anioł obłąkał w tym lesie?
    GRABIECProszę, co za ciekawość w tym wywiędłym schabku!
    GOPLANA
    Proszę cię, panie Grabiec!
    GRABIECWolno mówić: Grabku!Panie Grabku!
    GOPLANA
    KtóŜ jesteś?
    GRABIECAśćki panny sługa...A pytasz, kto ja jestem?... to historia długa;W naszym
    kościółku stały ogromne organy,Mój tata grał na dudach; pięknie grywał pijany,Ale kiedy na
    trzeźwo, okropnie rzępolił;Do tego był balwierzem i wieś całą golił,Golił i grał na dudach, bo
    golił w sobotę,Na dudach grał w niedzielę; a miał taką cnotę,śe nie pił, kiedy golił, a pił,
    kiedy grywał,I wszystko szło jak z płatka. Wtem kogut zaśpiewałI mój ojciec małŜeństwem z
    Ŝoną los zespolił.Panna młoda wąs miała, ojciec wąs ogoliłI wszystko szło jak z płatka. Lecz
    tu nowe cuda!śona grała na dudach, a tatuś był duda;Grała więc po tatusiu i dopóty grała,AŜ
    go na cmentarzyku wiejskim pogrzebała.Ja zaś, pośmiertne dzieło pana organisty,Jestem, jak
    mówią, ojca wizerunek czysty,Bo lubię stary miodek i kocham gorzonnę,I uciekam od
    matki... GOPLANA
    Słowa jego wonnePrzynosi wiatr wiosenny do mojego ucha...O luby! ja cię kocham...
    GRABIECCóŜ to za dziewucha?Obcesowo zaczyna. Wprawdzie to nie dziwy.Ilekroć przez
    wieś idę, to serca jak śliwyLecą pod moje nogi... wołają dziewczęta:Panie Grabku! Grabiątko,
    niech Grabiec pamięta,śe jutro grabim siano – pomóŜ, Grabku, grabić.A to znaczy, Ŝe za
    mnie dałyby się zabić,I to, Ŝe się na sianie dadzą pocałować. GOPLANA
    Czy mię kochasz, mój miły?
    GRABIECHa?... trzeba skosztować...Na przykład... daj całusa... GOPLANA
    Stój!... pocałowanieTo ślub dla czystych dziewic. Na dziewiczym wianieZa kaŜdym
    pocałunkiem jeden listek spada.Nieraz dziewica czysta i smutkami bladaDlatego, Ŝe spadł
    jeden liść u serca kwiatu,Nie śmie kochać i daje poŜegnanie światu,I do mogiły idzie nigdy
    nie kochana. GRABIECCoś waćpanna jak mniszka.
    GOPLANA
    Raz pocałowana,Będę twoją na wieki – i ty mój na wieki... GRABIECHa, pocałunek bliski, a
    ten “mój" daleki.Całuje.
    GOPLANA
    O mój luby!...
    GRABIECDalibóg... pfu! pocałowałemNiby w pachnącą róŜę... pfu... róŜa jest ciałem,Ciało
    jest niby róŜą...niesmaczno!... GOPLANA
    Mój drogi!Więc teraz co wieczora na leśne rozłogiMusisz do mnie przychodzić. Będziemy
    błądzili,Kiedy księŜyc przyświeca, kiedy słowik kwili,Nad falą szklistych jezior, pod wielkim
    modrzewiemBędziemy razem marzyć przy księŜycu... GRABIEC do siebieNie wiem,Co
    powiedzieć babie...
    GOPLANA
    Ty smutny? Ty niemy?O! my z tobą będziemy szczęśliwi!
    GRABIECBędziemy,Lecz nie wieczorem – i nie przy jeziorze... GOPLANA
    Czemu?
    GRABIECBo ja nie lubię wody jak wściekły.
    GOPLANA
    MojemuKochankowi rwać będę poziomki, maliny.
    GRABIECLecz ja nie lubię malin... a kiedy dziewczynyNiosą dzbanek na głowie, nieraz
    zrzucam dzbanek,Ale to nie dla malin. GOPLANA
    Lecz ty mój kochanek,Ty musisz lubić kwiaty. Więc przyjdź co wieczora... GRABIECA to
    juŜ tego nadto!... co za nudna zmora!Nie przyjdę w Ŝaden wieczór... GOPLANA
    Dlaczego?
    GRABIECZa boremPewna dziewczyna czeka na Grabka wieczorem. GOPLANA
    Dziewczyna?
    GRABIECTak... dziewczyna...
    GOPLANA
    Czy piękna dziewczyna?
    GRABIECHa?... co pannie do tego?... zwie się Balladyna.
    GOPLANA
    Siostra Aliny?... córka wdowy?... ale onaZłe ma serce.
    GRABIECWaćpanna, widzę, coś szalona...Nie wierzę w babskie dziwy, sądy i
    przestróŜki.Wszystkie dziewczęta, które mają małe nóŜki,To mają piękne usta i serca – a
    właśnieOna piękną ma nóŜkę... GOPLANA
    zapalając sięNiech słońce zagaśnie,Jeśli mi cię kto wydrze, kochanku.Ty jesteś moim! moim!
    moim wiecznie!Choćbyś miał księŜyc za ślubny pirścionek,Choćbyś miał księŜyc, to ja go
    rozłamię,Zagaszę księŜyc, który cię prowadziDo pocałunków, do kochanki domu.Ach, bądź
    mi wiernym! błagam cię! zaklinam!Na twoje własne szczęście. Ach! zaklinam!Bo zginiesz,
    luby... nie... razem zginiemy,Ale ty zginiesz takŜe, gdy ja zginę...Więc nie chcę zginąć, abyś
    ty nie zginął.Przynajmniej dzisiaj nie chodź tam wieczorem,Przynajmniej dzisiaj nie chodź
    tam... ja kaŜę... GRABIECA któŜ ty jesteś, co kaŜesz?
    GOPLANA
    Królowa!Królowa fali, Goplana.
    GRABIECEj!... w nogi!Jezus Maryja! a tom popadł w biedę,Szatana Ŝona chce być moją
    Ŝoną.Grabiec ucieka. GOPLANA
    samaNiech słońce gaśnie! Niechaj gwiazdy toną W bezdroŜne niebo! Niechaj róŜe
    więdną!Co mi po słońcu, po gwiazdach, po kwiatach.Wolę je stracić niŜ kochanka stracić.Co
    mam potęgi, co nadprzyrodzonejSiły nad światem, to obrócę na to,Aby to serce podbić i mieć
    moim...Skierko! Chochliku!Skierka przybiega.Czy słyszałeś, Skierko,Moją rozmowę z
    kochankiem? aniołem? SKIERKANie karz... ciekawość... szczera moja skrucha,Biały
    powoju kwiatek uszczknąłemI końcem róŜka włoŜywszy do ucha,Słyszałem... przez kwiat...
    GOPLANA
    Gdzie Chochlik?
    SKIERKALeniwyCiągnie się z wiankiem.Wchodzi Chochlik z wiankiem. GOPLANA
    A wstydź się Chochliku!Patrz, coś ty narwał chwastu i pokrzywy,Brzydkich piołunów,
    koniczyn, trawniku. SKIERKAPozwól mi, pani, niech, ja go wysiekęZa taki wianek...
    CHOCHLIKEj!... ja cię urzekę...
    GOPLANA
    Słuchajcie mię cicho, diabliki...Oto, Chochło, polecisz za moim kochankiem;Idź przy nim,
    przed nim, za nim, jak skoczne ogniki,I błąkaj po murawach tak, by przed porankiemNie trafił
    do mięszkania, ani do tej chaty,Gdzie mięszkają dwie piękne dziewczęta – dwa kwiaty,Córki
    wdowy... rozumiesz... a o wschodzie słońcaTu miłego przyprowadź. CHOCHLIKBędę go bez
    końcaBłąkał i sadzał w błocie... cha! cha! cha! cha! cha! cha! Odchodzi Chochlik.
    GOPLANA
    A ty, mój Skierko, leć na mały mostek,Gdzie jest mogiła samobójcy stracha.Ukryj się w łozy
    zarostek.Za godzinę przez ten mostekBędzie jechał pan bogaty,Ustrojony w złote szaty,Jak do
    ślubu – bez oręŜy,I kareta złotem błyska,I pięć rumaków w zaprzęŜy;Cztery karych i klacz
    białaPrzodem lecąc iskry ciska.A na mostku wypróchniałaLeŜy belka drŜąca, śliska.Czy
    rozumiesz? SKIERKAWywrócić?
    GOPLANA
    skłaniając głowęLecz nie szkodzić Ŝywym,Ani ludziom, ni koniom. SKIERKAA potem?
    GOPLANA
    Tego pana w płaszczu złotymHymnem wiatru czułym, tkliwymZaprowadzić aŜ do
    chaty,Gdzie mięszka uboga wdowaI dwie młode córki chowa.Uczyń tak, by pan bogatyWziął
    tam Ŝonę i we dwojeOdjechał złotą karetą.Luby Skierko! dziecię moje!
    SKIERKADziewczyna będzie kobietą,Nim dwa razy słońce zaśnie,Nim dwa razy księŜyc
    zgaśnie.Odlatuje. GOPLANA
    samaWięc rozesłałam sylfy; niechaj pracująNa moje szczęście. Teraz nie idzie o to,Aby
    wojskami kwiatów zdobywać niwy;Nie kwiatów strzec mi teraz, nie tęczę winąć,Ani słowiki
    uczyć piosenek, aniBudzić jaskółki wodne... kocham!... ginę!...A jeśli on mię kochać nie
    będzie? całaW mgłę się rozpłynę białą, i spadnę łzamiNa jaki polny kwiat, i z nim
    uwiędnę.Rozpływa się w powietrzu. SCENA III
    Chata Wdowy.
    Wdowa i córki jej Balladyna i Alina wchodzą z sierpami.
    WDOWAZakończony dzień pracy. Moja Balladyno,Twoje rączki od słońca całe się
    rozpłynąJak lodu krysztaliki. JuŜ my jutro ranoZ Alinką na poletku doŜniemy ostatka;A ty,
    moje dzieciątko, siedź sobie za ścianą... ALINANie! nie, nie, jutro odpoczywa matka,A my z
    siostrzycą idziemy na Ŝniwo.Słoneczko lubi twoję główkę siwąI leci na nią by natrętna osaDo
    białych kwiatów, ani go od włosaLiściem odpędzić; Ŝe teŜ nigdy chmurki Bóg nie nadwieje,
    aby cię zakryła.O! biedna matko! WDOWADobre moje córki,Z wami to nawet uboŜyzna
    miła;A kto posieje dla Boga, nie straci.Zawsze ja myślę, Ŝe wam Bóg zapłaciBogatym
    męŜem... a kto wie? A moŜeJuŜ o was słychać na królewskim dworze?A my tu Ŝniemy, aŜ tu
    nagle z boruJaki królewic - niech i kuchta dworu,Albo koniuszy - zajeŜdŜa karetą...I mówi do
    mnie: podściwa kobieto,Daj mi za Ŝonę jedną z córek. - Panie!Weź Balladynę, piękna jak
    dziewanna. - Tobie się takŜe, Alino, dostanieRycerz za męŜa - ale starsza pannaPowinna
    prędzej zostać panną młodą.W rzeczułkach woda goni się za wodą.Mój królewicu, Ŝeń się z
    Balladyną. BALLADYNAGdzie ty mój grzebień podziałaś, Alino?Co ty tam słuchasz, jak się
    matce marzy. ALINAWiesz, Balladyno, Ŝe to jej do twarzy,Kiedy śni głośno, kiedy się
    uśmiecha. WDOWA do Balladyny Dobrze ty mówisz! Chata taka licha,A mnie się marzy
    Bóg wie co... AleBogu się takŜe w wiekuistej chwaleMusi coś marzyć... a gdyby teŜ
    BoguChciało się matce dać złotego zięcia... BALLADYNAAch! słychać jakiś tarkot na
    rozłogu,Jedzie gościńcem dwór jakiegoś księcia.Pięć koni... złota kareta... ach, kto to?Jedzie
    aleją... jak to pięknie złotoMiędzy drzewami błyska!... Ach! mój BoŜe,Co im się stało?... śród
    naszego mostuPowóz prrr... stanął... i ruszyć nie moŜe... WDOWAPewnie chcą konie
    napoić...
    BALLADYNAOt właśnie!Pan poi konie na drodze po prostu...
    WDOWAHa! jeśli pić chcą...
    ALINAJuŜ słoneczko gaśnie,Trzeba zapalić sosnowe łuczywo... BALLADYNA biegnąc od
    oknaAch, lampę zaświeć... ach, lampę... co Ŝywo...O! gdzie mój grzebień?Słychać pukanie do
    drzwi. WDOWACóŜ to? co?... ktoś puka...Otwórz, Balladyno.
    BALLADYNANiech siostra otworzy...
    WDOWAPrędzej otwórzcie... ktoś do chaty stuka.
    ALINAAch, ja się boję...
    WDOWANiech wszelki duch boŜyBoga wychwala... ja odemknę chatę.Patrzy przez dziurkę
    od klucza.O, jakie stroje złocisto-bogate!Otwiera.Czy w imię Boga?...Kirkor wchodzi.
    KIRKORTak, z Boga imieniem.Proszę wybaczyć, ale nad strumieniemMostek pod moim
    załamał się kołem,Szukam schronienia... WDOWAProszę poza stołem,Mój królewicu, siadać
    - proszę siadać.Chata uboga - raczyłeś powiadać,śe powóz... O! to nieszczęście! -
    Dziewczęta!To moje córki, jasny królewicu - A to juŜ dawno człowiek nie pamiętaTakich
    przypadków, chyba przy księŜycuMłynarz, co jechał przeszłej wiosny.
    BALLADYNAMatko,Dosyć - daj panu mówić.Wchodzi Skierka niewidzialny dla aktorów.
    KIRKORPrzed tą chatkąSłyszałem dźwięki luteń...czy to córkiWasze grywają na lutni?
    WDOWAPrzepraszam - Nie... królewicu...
    SKIERKAZ niewidzialnej chmurkiSympatycznymi kwiaty poukraszamObie dziewice, bo
    moja królowaNie powiedziała, do której nakłonićSerce Kirkora... Muzyka echowaZacznie
    hymnami powietrznymi dzwonić:A wieniec kwiatów taką woń rozleje,śe serce tego
    człowieka omdleje,śe jednym sercem dwa serca pokocha.Wkłada wieńce kwiatów na głowy
    dziewicom - słychać muzykę. WDOWAMoŜe królewic chce odpocząć trocha?...
    KIRKORz zadziwieniem i niespokojnościąOdpocząć, kiedy dźwięki takie cudneSłyszę...
    Dziewice, wasze są to pieśni?...Słyszę śpiewanie... ALINACzy się panu nie śni?Tu w chacie...
    cicho...
    KIRKORAch! jakŜe mi nudneWspomnienie zamku pustego!...
    SKIERKA na stronieCzar działa...
    KIRKORZ jakich kadzideł ta woń się rozlała?...To z pewna wasze wieńce, uroszoneŁzami
    wieczora, dają takie wonie? BALLADYNALecz my nie mamy wieńców.Wchodzi Sługa
    Kirkora bogato ubrany. SŁUGANaprawioneKoło w powozie...
    KIRKORWyprząc z dyszla konie,Ja tu zostanę...Sługa odchodzi. WDOWACóŜ to za
    zjawienie?Królewic w chacie! Na jakim on sienieSpać będzie?... Jemu listki róŜy cisną...
    KIRKOR do siebiePrawdę wróŜyłeś, pustelniku stary:Gdzie okienkami dwie róŜyczki
    błysną,Gdzie dach słomiany... SKIERKA do siebieZakończone czary...
    KIRKOR do Wdowy Słuchajcie, matko! na świat wyjechałem Szukać ubogiej i cnotliwej
    Ŝony;Dalej nie jadę, bo tu napotkałemCudowne bóstwa!...O! gdybym dwa trony - Ach!
    powiem raczej, gdybym miał dwa serca!Lecz zdaje mi się, Ŝe dwa serca noszę...Ale Bóg
    jedną tylko wziąć pozwalaI do ślubnego prowadzić kobierca;Więc trzeba wybrać... CzemuŜ
    losu falaRozbiła serce moje o dwie skały?Ach! czemuŜ oczy pierwej nie wybrałyI nie
    powiodły czucia? Dziś nie umiem Wybrać... WDOWAJa ciebie, panie, nie rozumiem...
    KIRKORProszę o rękę jednej z córek... moŜeSłyszałaś kiedy o hrabi Kirkorze,Co ma
    ogromny zamek, cztery wieŜe,Złocisty powóz, konie i rycerzeNa swych usługach?... OtóŜ
    Kirkor... to ja...Proszę o jedną z córek... WDOWACórka moja?...Ja dwie mam córki - ale
    Balladyna...
    KIRKORCzy starsza?
    WDOWATak jest... a młodsza AlinaTakŜe jest jak anioł...
    KIRKOR do siebieJaki wybór trudny!Starsza jak śniegi - u tej warkocz cudny,Niby listkami
    brzoza przyodziana;Ta z alabastrów - a ta zaś róŜana - Ta ma pod rzęsą węgle - ta fijołki - Ta
    jako złote na zorzy aniołki,A ta zaś jako noc biała nad rankiem.Więc jednej męŜem - drugiej
    być kochankiem;Więc obie kochać, a jedną zaślubić?Lecz którą kochać? którą tylko
    lubić?...Niech się przynajmniej z ust róŜanych dowiem,Która mnie kocha?...do dziewicMoje
    smugłe łanie,Czy mnie kochacie? BALLADYNAAch! ja ci nie powiem:Nie... ale nie śmiem
    wymówić: tak, panie - MoŜe ty zgadniesz, choć będę milczała;Zgadnij, rycerzu. KIRKOR do
    AlinyA ty, róŜo biała?
    ALINA rzucając się na łono matkiKocham...
    KIRKORObiedwie kochają.
    WDOWAZapewne,śe muszą kochać!... toŜ by to dopiero,Gdyby nie kochać rycerza, co
    szczerąMógłby za Ŝonę wziąć sobie królewnę,Piękny i śmiały. KIRKORKtóraŜ z was,
    dziewice,Będzie mię więcej kochała po ślubie?Jak będzie kochać? lubić, co ja lubię?Jak mi
    rozchmurzać gniewu nawałnice? BALLADYNAO panie! jeśli w zamku są czeluście,Z
    czeluści ogień bucha, a ty kaŜeszWskoczyć - to wskoczę. Jeśli na odpuścieKsiądz nie
    rozgrzeszy, to wezmę na siebieŚmiertelne grzechy, którymi się zmaŜesz.JeŜeli dzida będzie
    mierzyć w ciebie,Stanę przed tobą i za ciebie zginę...CzegóŜ chcesz więcej?... WDOWAWeź!
    weź Balladynę.Szczera jak złoto.
    KIRKOR do AlinyA ty, młodsza dziewo,Co mi przyrzekasz?
    ALINAKochać i być wierną.
    KIRKORAch, nie wiem, której oddać rękę lewąJako szwagierce - a której z pierścionkiem.O!
    gdybym ujrzał tę gwiazdę przedsterną,Co wiodła króle do Dzieciątka Ŝłobu!Serce mam jedno,
    a ciągnie do obu.Którą odrzucić? której być małŜonkiem?Obie kochają, więc
    niesprawiedliwośćPoniesie jedna, jeśli wezmę drugą.W obojgu jedna prostota i tkliwość,W
    obojgu miłość jednaką zasługą...Którą tu wybrać?... ALINAJeśli mnie wybierzesz,Szlachetny
    panie, to musisz obiecać,śe mię do zamku twojego zabierzeszZ matką i siostrą... Bo któŜ
    będzie matceGotować garnek? kto ogień rozniecać? Ona nie moŜe zostać w biednej
    chatce,Kiedy ja będę w pałacach mieszkała.Patrz, ona siwa jak róŜyczka biała.O! widzisz,
    panie...musisz takŜe ze mnąI matkę zabrać... KIRKORO! jakąŜ tajemnąRozkoszą serce
    napełnia...o! miła... WDOWALecz Balladyna to samo mówiłaW sercu i w myśli... Wierzaj
    mi, rycerzu,I Balladyna kocha matkę starą.
    KIRKORJuŜem bym wybrał i znów mi w puklerzuDwa serca biją... BALLADYNAByłabym
    poczwarąNiegodną twojej ręki, ale piekła,śebym się matki kochanej wyrzekła.Prócz matki,
    siostry, wszystko ci poświęcę. KIRKOROślepionego chyba losu ręceWskaŜą mi Ŝonę...
    SKIERKA śpiewa do ucha WdowyMatko, w lesie są maliny,Niechaj idą w las
    dziewczyny,Która więcej malin zbierze,Tę za Ŝonę pan wybierze. WDOWACoś matce
    staruszcePrzyszło do głowy... Mój ty królewicu,Jeśli pozwolisz twej pokornej słuŜce,To ci
    poradzi, piękny krasnolicu.Oto niech rankiem idą w las dziewczyny,A kaŜda weźmie dzbanek
    z czarnej gliny;I niechaj malin szukają po lesie,A która pierwsza dzban pełny
    przyniesieŚwieŜych malinek, tę weźmiesz za Ŝonę. KIRKORWyborna rada... O! złota
    prostoto!Ty mi dasz szczęście niczym nie skłócone,Dnie rozkoszami przeplatane z cnotą.Tak,
    moja matko... niech o słońca wschodzieW las idą córki z dzbankami na głowie.A my w
    lipcowym usiądziemy chłodzie;Która powróci pierwsza, ta się zowieHrabini Kirkor... Sądź
    sam, wielki BoŜe! WDOWAKrólewic znajdziesz w tej chateczce łoŜe,Pachnące siano zakryte
    bielizną.Wierzaj mi, panie, Ŝabki się nie wślizną Do twego sianka... proszę do alkowy.
    KIRKOR klaszcze, wchodzi SługaPrzynieś z powozu puchar kryształowy,Wino i zimne
    Ŝubrowe pieczywo...Sługa odchodzi. Bądźcie mi zdrowe, piękne narzeczone...Odchodzi do
    alkowy poprzedzany przez Wdowę. ALINASiostrzyco moja... o! jakieŜ to dziwo,O! jakie
    szczęście! BALLADYNAJeszcze nie złowione,To szczęście, siostro, moŜe nie dla ciebie...
    ALINAO! moja siostro... wszakŜe to na niebieJeśli nie słońce, to gwiazdy nad głową;Jeśli nie
    będę panią Kirkorową,To będę pani Kirkorowej siostrą.A tobie jutro trzeba wziąć się ostroDo
    tych malinek, bo wiesz, Ŝe ja zawszeUprzedzam ciebie i mam pełny dzbanek.Nie wiem, czy
    na mnie jagody łaskawszeSame się tłoczą... czy tam.. twój kochanek...
    BALLADYNAMilcz!...
    ALINAHa, siostrzyczko? A ja wiem dlaczegoMalin nie zbierasz... BALLADYNACo tobie do
    tego?
    ALINANic... tylko mówię, Ŝe ja bym nie chciałaRzucić kochanka ani dla rycerza,Ani dla
    króla...a gdybym kochała,Wzajem kochana, rolnika, pasterza,To juŜ by Ŝaden Kirkor...
    BALLADYNANie chcę radyOd głupiej siostry...
    Słychać klaskanie za chatą. - Balladyna zapala świeczkę I ukrywszy ją w dłoni wychodzi.
    ALINAHa! zaklaskał w borze - Wyszła ze świeczką... O, mój wielki BoŜe!Co tam pan
    Grabek powie na te zdrady?Bo teŜ ta siostra chce iść za Kirkora,A jam widziała na kwiatkach
    ugora,Ba! I pod naszą osiną słyszałamSto pocałunków... przebacz mi, o Chryste,śe sądzę
    miłość, której ach! nie zaznałam...KlękaWidzisz, mój BoŜe! ja mam serce czyste, A
    przysięgając nie złamię przysięgi...BoŜe! ptaszęta u twojej potęgiMogą uprosić o wiszeńkę
    czarną,Jaskółkom w dziobek dajesz muszkę marną.Jeśli ty zechcesz, BoŜe mój jedyny,Gdzie
    stąpię... wszędzie czerwone maliny...Siada na ławie i usypia. SKIERKA śpiewaNiech sen
    szczęścia pozłacanyZamyka oczy dziewczyny...A ja polecę do Goplany...Odchodzi. ALINA
    przez senWszędzie maliny! maliny! maliny...
    ***
    Akt II
    SCENA I
    Las przy jeziorze Gople. - Wschód słońca. - Chochlik i Grabiec w czerwone błoto trzęsawic
    uwalany - i dobrze podpity.
    GRABIECNie pójdę krokiem dalej.
    CHOCHLIKAle tu juŜ blisko Do twojego domostwa.
    GRABIECMoje czarne psisko,Nie wierzę tobie... bo mię błąkasz - sadzasz w błocieI
    wykręcasz ogonem... Nie... mój czarny kocie,Chciałem ciebie pogłaskać, a ogień
    wytrysnął...Spać chcę. CHOCHLIKZaŜyj tabaki...
    GRABIECtrzymając się dębuPatrz, dąb mię uścisnął,I nie dziw, dąb przyjaciel grabiny... Mój
    dębie,Wierz mi, Ŝe cię szacuję; co w sercu to w gębie. CHOCHLIKChodźmy dalej...
    GRABIECZnalazłem dęba przyjaciela;Choćbyś mi raj pokazał, gdzie Bóg wróble strzela,To
    nie porzucę dębu, co się cały chwiejeI potrzebuje wsparcia. - Patrz, biedaczek mdleje.Tu,
    psie! tutaj z latarnią! zgubiłem dębinę!Ha! dąb uciekł.. nie poznał mnie... obrosłem w
    trzcinęSiedząc w błotach noc całą... CHOCHLIKChodź do karczmy.
    GRABIECNa toMasz ze mnie przyjaciela - na to jak na lato..Nie... to nie przystoi... jeśli
    karczma damaKocha mię, jak ja kocham... to nadejdzie sama...Głupstwo chodzić do
    dziewcząt... Skąd ty masz tabakę? CHOCHLIKOd pana Lucyfera.
    GRABIECTy mi świecisz bakę.Psie mój miły, poszukaj zająca - a strzelę.
    CHOCHLIKCzym?...
    GRABIECGromem... Cośmy z tobą dobrzy przyjaciele,Przepraszam ciebie bardzo, Ŝem cię
    zawiódł w błota,Siedzieliśmy w kałuŜy po uszy jak cnota,I kichali - kichali... mój nos w nos
    waćpana. CHOCHLIKPamiętasz, co nam trzcina mówiła?
    GRABIECKochana!Przyszła na pomoc...
    CHOCHLIKTrzcina ratowała dudę...
    GRABIECJa zawsze obwiniałem trzciny o obłudę...Kładzie się. CHOCHLIKChodź dalej...
    GRABIECSpać chcę...
    CHOCHLIKLepiej wleź na dąb...
    GRABIEC śpiewaNa dębieSiedzą gołębie.Na stawku pływają kaczki...Jeśliś przyjacielem, to
    zanieś do praczkiMoje spodnie... CHOCHLIKCo? jak to? chcesz spać bez szlafmycy?
    GRABIECNie chcesz?... to idź do diabła, kocie czarownicy. CHOCHLIKDobrej nocy...
    GRABIECDobranoc... dobranoc, psie miły.Szedłbym jeszcze do karczmy, ale nie mam
    siłyDobranoc...Zasypia. CHOCHLIKCo za głupie stworzenia ci ludzie!Spił się, cały w
    czerwonej umazgał się rudzieI śpi; niech sobie teraz nadchodzi Goplana.Goplana wchodzi ze
    Skierką. GOPLANAGdzie on? ach, zasnął... Niech zorza róŜanaPierwsze mu blaski na
    oblicze rzuci;Lecz niech się zorza na poły zasmuciI płaczem rosy słońce tak przesłoni,Aby
    łagodne powiek nie raziło...A ty, chochliku, weźmij z hojnej dłoniTwoją nagrodę...
    CHOCHLIK biorąc darOrzech świstun, zgniłąPełny tabaką... dzięki ci, królowo,Przez dwa
    dni będę częstował hiszpankąChłopstwo pijane... GOPLANA
    do SkierkiKtóraŜ jest kochankąKirkora?...
    SKIERKAObie...
    GOPLANA
    O! szalona głowo!
    SKIERKAPrzyjdą do lasu szukać malin obie,Jak ci mówiłem... GOPLANA
    Poradź mi, co zrobię?
    SKIERKASpuść się na czarne Balladyny serce;Zazdrość widziałem w maleńkiej
    iskierce,Więcej niŜ zazdrość... GOPLANA
    CóŜ robiły w nocy?
    SKIERKAAlina boskiej wzywając pomocyUsnęła cicho, marząc o malinach;A Balladyna
    zapaliła świecęI wyszła, bo ktoś zaklaskał w osinach.Leciałem za nią śledzić tajemnicę
    Nocnej przechadzki... Jako mgliste marySzła po murawach i drŜąca, i cicha:A płomyk świecy
    przez róŜowe szparyBiałych paluszków, jak z róŜy kielicha, Błyskał i gasnął, to błyskał, to
    gasnął.Zbudził się ptaszek w osinach i zasnął,Tak cicho przeszła wietrznymi poloty,Tak cicho
    przeszła... Ćmy wianeczek złotyZwinął się, leciał nad dziewicy głową.Stanęła... słucham...
    ona ciche słowoWmięszała w szmery listeczków osiny...Ktoś odpowiedział... GOPLANA
    MoŜe Balladyny DruŜka?...
    SKIERKANie, pani.
    GOPLANA
    Kto?
    SKIERKAMamŜe powiedzieć?
    GOPLANA pokazując na śpiącego GrabkaOn?
    SKIERKATak...
    GOPLANA do Chochlika Chochliku!...kazałam ci śledzić,Przeszkodzić. CHOCHLIKDiabeł
    kochankom przeszkodzi.
    GOPLANA
    Zamknij Chochlika, Skierko, w muszli ŜabiejI na jezioro puść, by kota w łodzi.
    CHOCHLIKO pani! pani! lepiej ty mię zabij...
    GOPLANA
    Zabić nie mogę, lecz mogę ukarać...
    SKIERKAPójdź, panie Chochło, o łódkę się starać.Chochlik, przekrzywiając się jak krnąbrne
    dziecko, odchodzi ze Skierką. GOPLANA samaWięc on ją widział... on ją widział
    nocą;Przekleństwo! wczoraj widział ją w osinie.Niechaj te gwiazdy nigdy się nie złocą,Co im
    świeciły! Niech ten miesiąc ginie!Niechaj anielskiej drogi mleczne stopnieW proch się
    rozsypią!... On był tam? - okropnie.śeby ta dziewa jedno mi spojrzeniePrzedała dzisiaj za
    brylanty światów...Jak go ukarać?... ach, ja się zamienięW błękitny powój i węzłami
    kwiatówNa śmierć uścisnę... O nie... z tego wiankaKochanek Ŝywy wyjdzie, a
    kochankaRozpłomieniona miłością omdleje.Jak go ukarać?... Niechaj wrośnie wszystekW
    płaczącą wierzbę, korą się odzieje,Niech się na drzewie skłoni kaŜdy listek,Jakoby smutny
    przewinieniem spadałI płakał... Luby, gdy cię tak zobaczę,śe będziesz płaczem na płacz
    odpowiadał,To będę płakać ach! Ŝe wierzba płacze.Skierka wraca. SKIERKAZamknięty w
    muszli po strumykach skaczeI na jezioro wyjeŜdŜa w powozieNieboszczki Ŝaby. GOPLANA
    Wytnij rózgę w łozie.Skierka podaje Goplanie pręcik.Obudź się teraz! obudź się, kochany!
    Powiedz, dlaczego?... GRABIEC sennyŚpię... bo jestem pijany.
    GOPLANA
    Powiedz, dlaczego? jak miłośny słowikPiosnką wieczora?... GRABIEC śniąc na półPodaj mi
    borowikI włóŜ pod głowę za poduszkę... a nie?To idź do stawu, rybo, koczkodanie.
    GOPLANA
    Więc poznaj władzę Goplany!Wrośnij w ziemię i z tej ziemiWyrośnij korą odzianyI liściami
    płaczącemi.Grabiec tonie w ziemię, wierzba na tym miejscu wyrasta.Rośnij, wierzbo
    płacząca;SkarŜ się, gdy ptaszek trąca,Gdy cię strumyk podrywa,Kiedy wietrzyk
    rozniesieTwoje listki po lesie.Skierko! przyszlij słowika, niech tej wierzbie śpiewaSłowa
    miłośne i niech ją nauczyKochać i płakać;Ale niech Ŝaden dziób kruczyNie śmie nad nią
    smutnie krakaćPieśni pogrzebu,Bo ta wierzba nie umarła. SKIERKAO! jakŜe pięknie listki
    rozpostarła!Jak się kłania kwiatom, niebuWierzba wyrosła z człowiekaI piękniejsza, niŜ był
    człowiek. GOPLANA
    Niechaj teraz kochanek Balladyny czeka,Niechaj sękowym okiem spod korzanych
    powiekUpatruje dziewicy... SKIERKAWidzę dwie dziewczyny.Niosą na głowach czarne
    dzbanki z gliny,Szukają malin. GOPLANA
    Skryjmy się w gęstwiny.Goplana i Skierka kryją się. - Alina wchodzi z dzbankiem na głowie.
    ALINAAch, pełno malin - a jakie róŜowe!A na nich perły rosy kryształowe.Usta Kirkora
    takie koraloweJak ta maliny... Fijołeczki świeŜe,Wzdychajcie próŜno, bo ja nie mam
    czasuZrywać fijołków - bo siostrzyczka zbierzeDzban pełny malin i powróci z lasu,I weźmie
    męŜa; a ja z fijołkamiZostanę panną... Choćbyście wy były,Fijołki moje, złotymi róŜami,Wolę
    maliny.Śpiewa szukając malin.Mój miły! mój miły!Złoty wielki pan.Mojemu miłemuNiosę
    malin dzban,Bo on woli, mój kochanek,Taki pełny malin dzbanek,NiŜ zboŜowy łan. Oh!NiŜ
    zboŜowy łan.Odchodzi w prawo.Wchodzi Balladyna z dzbankiem na głowie.
    BALLADYNAJak mało malin! a jakie czerwoneBy krew. - Jak mało - w którą pójdę
    stronę?Nie wiem... A niebo jakie zapaloneJak krew... Czemu ty, słońce, wschodzisz
    krwawo?Noc wolę ciemną, niŜ taki poranek...Gdzie moja siostra? musiała na prawoPójść i
    napełnić malinami dzbanek;A ja śród jagód chodzę obłąkanaJakąś rozpaczą i łzy gubię w
    rosie. ALINA z głębi lasuSiostrzyczko moja! siostrzyczko kochana!A gdzie ty?...
    BALLADYNAJaki śmiech w Aliny głosie!Musi mieć pełny dzbanek...Alina wchodzi.
    ALINACóŜ siostrzyczko?
    BALLADYNACo?...
    ALINACzy masz pełny dzbanek?
    BALLADYNANie...
    ALINABalladyno,CóŜ ty robiłaś?
    BALLADYNANic...
    ALINATo źle, róŜyczko...Ja mam dzban pełny, mniej jedną maliną. BALLADYNAWeź tę
    malinę z mego dzbanka.
    ALINAMiła!...Siostrzyczko moja, powiedz, gdzieŜeś była?Wyszłyśmy razem, miałaś dosyć
    czasu;Wszak ja ci, siostro, nie ukradłam lasu.DlaczegóŜ teraz z taką białą twarząI z
    przyciętymi ustami?... BALLADYNAWyłaŜąZ twojego dzbanka maliny jak węŜe,Aby mię
    kąsać Ŝądłami wymówek.Idź i bądź panią! siostra się zaprzęŜeJak wół do pługa, będzie
    tłoczyć olejZ kolących siemion i z brzydkich makówek. ALINAA wstydź się, siostro... proszę
    cię, nie bolejNad moim szczęściem. BALLADYNACha! cha! cha!
    ALINACo znaczyTen śmiech okropny? siostro! czy ty chora?JeŜeli wielkiej doznajesz
    rozpaczy,To powiedz... Ale ty kochasz Kirkora?Ty bardzo kochasz? Siostro! powiedz
    szczerze!Bo widzisz, rybko, są inni rycerze,Jak będę panią, to ci znajdę męŜa...
    BALLADYNATy będziesz panią? ty! ty!Dobywa noŜa.
    ALINABalladyna!...CóŜ ten nóŜ znaczy?...
    BALLADYNATen nóŜ?... to na węŜaW malinach...
    ALINASiostro, jesteś blada, sina.Kalinko moja! co tobie? co tobie?Czemu ty blada? ach! jak
    to okropnie!Przemów choć słówko! Usiądźmy tu obieI mówmy ze sobą otwarcie,
    roztropnie,Jak dwie siostrzyczki.Siadają na murawie.Ja kocham Kirkora.Ach, nie dlatego, Ŝe
    Kirkor bogaty,śe wielki rycerz, pan moŜnego dwora,śe ma karetę złotą, złote szaty;A jednak
    miło mi, Ŝe chodzi w złocie,śe miecz ma jasny, słuŜebników krocie:Bo to jak rycerz w bajce,
    co się rodziZ wielkiego króla i w lesie znachodziJakąś zaklętą królewnę.
    BALLADYNAwstaje z pomięszaniemOch!...
    ALINAwstającMiła!...Co tobie?
    BALLADYNAze wzrastającym pomięszaniemGdybym cię, siostro, zabiła?... ALINACo teŜ
    ty mówisz?...
    BALLADYNADaj mi te maliny!...
    ALINAA kto wie, siostro? gdybyś poprosiła,Pocałowała usteczka Aliny,MoŜe bym dała?...
    spróbuj, Balladynko... BALLADYNAProsić?...
    ALINAInaczej Ŝegnaj się z malinką.
    BALLADYNAprzystępującCo?...
    ALINABo teŜ widzisz, siostro, Ŝe ten dzbanekTo moje szczęście, mój mąŜ, mój kochanek,
    Moje sny złote i mój ślubny wianek,I wszystko moje... BALLADYNAz wściekłością
    natrętnąOddaj mi ten dzbanek.
    ALINASiostro?...
    BALLADYNAOddaj mi... bo!...
    ALINAz dziecinnym naigrywaniem sięBo!... i cóŜ będzie?...Bo?... Nie masz malin, więc
    suche ŜołędzieUzbierasz w dzbanek - czy wierzbowe liście?...I tak... ja prędzej biegam i przez
    miedzęUbiegnę ciebie... BALLADYNATy?...
    ALINAA oczywiście,śe ciebie w locie, siostrzyczko, wyprzedzę... BALLADYNATy!
    ALINAO! nie zbliŜaj się do mnie z takiemiOczyma... Nie wiem... ja się ciebie boję.
    BALLADYNAzbliŜa się i bierze ją za rękęI ja się boję...połóŜ się na ziemi...PołóŜ! ha!Zabija.
    ALINAPuszczaj!... oh!... konam...Pada.
    BALLADYNACo mojeRęce zrobiły?... O!...
    GŁOS Z WIERZBYJezus Maryja...
    BALLADYNAprzeraŜonaKto to?... zawołał ktoś?... czy to ja sama Za siebie samą modliłam
    się?... śmija,Kobieta, siostra - nie siostra. Krwi plamaTu - i tu - i tu - Pokazując na czoło
    plami je palcem.I tu. - KtoŜ zabijaZa malin dzbanek siostrę?... Jeśli z boraKto tak zapyta?
    Powiem - ja. - Nie mogęSkłamać i powiem: ja! - Jak to ja?... WczoraMogłabym przysiąc, Ŝe
    nie... W las!... w las!... w drogę,Wczorajsze serce niechaj się za ciebie Modli. - Ach, jam się
    wczoraj nie modliła.To źle! źle! - dzisiaj juŜ nie czas... Na niebieJest Bóg... zapomnę, Ŝe jest,
    będę Ŝyła,Jakby nie było Boga.Odbiega w las.Goplana i Skierka wchodzą. - Alina leŜy zabita.
    GOPLANAAch, okropność,Ludzie tak siebie zarzynają noŜem.Nie wiem, jak ludzka poczyna
    roztropnośćW takim zdarzeniu?... My duchy nie moŜemZnać owych ziółek, które rany
    leczą;A ona ciepła, moŜe jeszcze Ŝywa?Pustelnik nieraz ziółka w lesie zrywa,Więc moŜe,
    gdyby miał koło niej pieczą,DoŜycia wróci... Ach, Skierko mój drogi,Sprowadź tu
    pustelnika.Skierka odbiega.Wy ciernie i głogi,JeŜeli zabójczyni padnie na kolanaBądźcie pod
    jej kolanami.Niech leci wiatrem ścigana,PrzeraŜona strumyka mruczącego łzamiJak siostry
    płaczem...patrząc w lasWidzę tego pasterza, co się zwie tułaczem,Wygnanym z kraju
    szczęścia, i po całym świecieSzukał próŜno kochanki... dziś kocha się w kwiecie,W słońcu, w
    gwiazdach... w jutrzeńce... niech ujrzy to ciało.Odchodzi w las. - Wchodzi Filon patrząc w
    niebo. FILON z emfaząPo co mi świecisz, małŜonko Tytana,Twarzą, co przeszła z róŜowej
    na białą?...Po co mi świecisz, Febie? Tyś do ranaMiłością konał na Tetydy łonie;A teraz
    puszczasz rozhukane konie,I z szat wilgotnych srebrną trzęsiesz rosę,Szczęśliwy Febie!...
    Tam blada Dyjanna,Patrząc na twoje czoło złotowłose,Przed Endymionem kryje się w
    błękicie,Do głębi serca promieniami ranna...Miłość - to światło, to niebo, to Ŝycie!A jam nie
    kochał! o biada mi! biada! Spostrzega ciało Aliny.CóŜ to za bóstwo?... Jak marmury
    blada!NieŜywa?... BoŜe! a taka podobnaDo nieśmiertelnych bogiń - i nieŜywa - Jak nad nią
    płacze ta wierzba Ŝałobna!A moja dusza na marzenia tkliwaŁez dla niej nie ma?... Samotność
    popsułaŹródło łez moich!... Jaka postać cudna!...Jak ona wczoraj musiała być czuła! Jak do
    niej wianek przypadał weselny!Jak mogła kochać!... A dziś!.. śmierć obłudnaśycie wydarła, a
    wdzięk pośmiertelnyNa moją zgubę nieŜywej nadała...O! mój aniele! ty śmierci kochanka!
    O! jak miłośnie twoja ręka białaUjęła czarny dzbanek... z tego dzbankaPłyną maliny, a z
    alabastrowejPiersi wytryska drugi taki strumień,Piękniejszy barwą od krwi malinowej.Ach!
    twój zabójca od dwu będzie sumieńŚcigany za te dwa strumienie krwawe...Nie... to zwierz
    leśny musiał zabić ciebie,Człowiek by nie mógł! - BoŜe!... oto rdzawe LeŜy Ŝelazo - to
    człowiek!... Ach, w niebieSzukać schronienia przed tłumem tych ludzi!Śpij, moja luba! ciebie
    nie obudziTen pocałunek... a mnie niech zabije...Całuje usta umarłej i podnosi nóŜ. Pustelnik
    nadbiega. PUSTELNIKStój, stój, zabójco. - On Ŝelazo kryjeDo swoich piersi... FILONOjcze,
    patrzaj na nią!Znalazłem przecie kochankę... nieŜywą. PUSTELNIKCzyjeŜ to miecze takie
    kwiaty ranią?KtóŜ te pustynie krwią czerwieni Ŝywą?Czy tu król Popiel zawitał i plamiBiałe
    lilije naszych lasów?... FILONŁzami Krew tę obmyję...
    PUSTELNIKWstydź się łez...
    FILONAch, onaUmarła... patrzaj... tu! tu! tu... niebieski Kwiatek - znak śmierci śród białego
    łona...Gwiazdeczka śmierci... PUSTELNIKTy młody i rzezki,Podnieś umarłą i weź na
    ramiona;Ja ci pomogę dźwigać lekkie ciało.W celi mam ziółka... FILONTy duszę
    omdlałąKrzepisz nadzieją; ty podajesz ramięDuszy nieszczęsnej, która się juŜ kładłaW mogiłę
    Ŝalu... pozwól, Ŝe ułamięGałązkę z wierzby, pod którą upadłaKochanka moja, okropnie
    zabita...Tum ją zobaczył - tu pokochał - straciłWprzód, nim pokochał... Ach, w przeszłości
    świtaSzczęście stracone; jam się nie zbogacił,A skarb znalazłem...Urywa gałązkę z wierzby.
    GŁOS Z WIERZBYNie trącaj, bom pijany...
    FILONTa wierzba bada...
    PUSTELNIKW lesie są szatany.Ja znam się z nimi; nieraz mi do celiW okna stukają...
    FILONW lesie są anieli,Ale umarli...
    PUSTELNIKChodź z twoim aniołem...Filon bierze na ramiona ciało Aliny i odchodzi z
    Pustelnikem. Goplana i Skierka wychodzą z gęstwin. GOPLANA wskazując na
    wierzbęPrzeklęci ludzie! jakim oni czołemŚmieli ułamać gałąź z tego drzewa?On musi
    cierpieć... SKIERKAAch! coś się wylewaGorŜkiego z rany... to zapewne wodaZ ziarnek
    pszenicy ogniem wymęczona,Którą ci ludzie piją... GOPLANA
    Łza stracona...Ach, kaŜdej łezki brylantowej szkoda,Kiedy nie dla mnie płynie ze
    źrennicy.Jutro ty będziesz wolny, mój kochanku;Jutro wymawiać będziesz okrutnicy,śe cię
    dręczyła z ranka do poranku...Ukryj się Skierko - patrzaj! BalladynaZbłąkana w lesie tu
    nadchodzi, sina,Okropnie blada, z rozpuszczonym włosem.Ja twarz zakryję i pod wierzbą
    siędę;Będę mówiła do niej siostry głosem I obłąkaną gryźć będę... gryźć będę...Skierka
    odchodzi. BALLADYNAwbiega na scenę, obłąkanaWiatr goni za mną i o siostrę
    pyta,Krzyczę... zabita - zabita - zabita!Drzewa wołają... gdzie jest siostra twoja?...Chciałam
    krew obmyć... z błękitnego zdrojaPatrzała twarz jej blada i milcząca...O... gdzie ja przyszła?...
    to wierzba płacząca...Ta sama... gdzie ja... - Siostra moja!... Ŝywa!... GOPLANASiostro...
    BALLADYNAOkropnym wołasz mię imieniem!Trup... trup... trup na mnie białą dłonią
    kiwa...I ciągną nazad, wstając z głowy. - AleNogi przykute... GOPLANACzy ci smutne
    ŜaleNie mówią, siostro, Ŝeś ty źle zrobiła?I gdyby siostra twoja Ŝyła?... BALLADYNAśyła?
    GOPLANAMogłaŜbyś ty ją zabić po raz drugi?
    BALLADYNAszukając koło siebieZgubiłam mój nóŜ.
    GOPLANA
    Ach, nie dosyć długiNóŜ twój był, siostro...
    BALLADYNATo nie moja wina.
    GOPLANA
    Siostro! lecz jeśli przebaczy Alina?...Jeśli zapomni... i powie... siostrzyczko,Miałam sen taki -
    do chaty wieczoremNim wyszłaś w ciemne osiny ze świeczką,Przyjechał rycerz; rycerz był
    upiorem,Upiór dwie siostry pokochał szalenieI obie wysłał na maliny;...śniłam,śe gdyśmy
    zaszły w głuche lasu cienie,Siostra mnie noŜem... Wtem się obudziłam...Chodźmy do wróŜki,
    niech sen wytłumaczy... BALLADYNAzamyślonaTo sen... ach, prawda... i mnie się
    wydaje,śe to sen, siostro... GOPLANATen sen nic nie znaczy...
    BALLADYNATo sen...
    GOPLANAI tylko matka nas połaje,śeśmy się długo zabawiły w borze. BALLADYNAA
    rycerz...
    GOPLANAZniknął... to sen...
    BALLADYNAByć nie moŜe...Co? ha! okropnie, rycerz jak sen zniknął? GOPLANAAle ja
    Ŝyję...
    BALLADYNABogdajbyś umarła!To sen... to sen - ha?...rozum juŜ przywyknąłDo twojej
    śmierci. Skorobym otarłaKrew z mojej ręki... byłabym szczęśliwa. GOPLANA odkrywa
    twarzBądź nią, szatanie! twa siostra nieŜywa. BALLADYNAO wielki BoŜe! a ty co za
    widmo?...
    GOPLANA
    Bańka z kryształu, którą wichry wydmąZ błękitu fali... i barwami kwiatuMalują zorze. - Ale
    bądź spokojną,Ja nie wyjawię tajemnicy światu,Zostawię ciebie przeznaczeniem spojnąZ ręką
    rycerza i ze zbrodni ręką;A ręka zbrodni dalej zaprowadzi.Usychaj wiecznie tajemnicy
    męką!KaŜda malina moŜe ciebie zdradzi,Ta wierzba ciebie widziała,Korą wyśpiewa...Lękaj
    się drzewa!Lękaj się kwiatu!KaŜda lilija albo róŜa białaI na ślubie, i po ślubieBędzie plamami
    szkarłatuNa wszystkich liściach czerwona.Idź... weź ten dzbanek... ja ciebie nie zgubię.Ale
    natura zbrodnią pogwałconaMścić się będzie - id

    17-04-2009, 21:08

    Odpowiedz
    odpowiedz
  • baranskia
    m
    Użytkownik DI baranskia (31)

    @ gość:
    O CO Ci chodziło, nudziarzu-grafomaniaku? :/
    Po co AŻ TYLE LITER?! ;P
    PZDR!

    A. B. :)

    17-04-2009, 22:19

    Odpowiedz
    odpowiedz
RSS  
RSS  
Chwilowo brak danych. Sprawdź później :)