Koniec dzienników ustaw na papierze

Akty prawne mają być dostępne wyłącznie w sieci. Dla wielu Polaków oznacza to brak dostępu do prawa.

Akty prawne mają być dostępne wyłącznie w sieci. Dla wielu Polaków oznacza to brak dostępu do prawa.

Według wcześniejszych zasad to urząd decydował, czy kontakt z wnioskodawcą odbywa się elektronicznie. Od nowego roku będziemy mogli wybrać, czy udać się do placówki osobiście, czy też skorzystać z internetu. Zmianę sytuacji zapewnia nowelizacja ustawy o informatyzacji działalności podmiotów realizujących zadania publiczne.

Rząd ma zamiar publikować w sieci wszystkie dokumenty, które stanowią informacje o jego działaniach w zakresie tworzenia prawa. Z przedstawionych propozycji wynika jednak, że dokumenty te będą skanami (obrazkami wrzuconymi w plik PDF). Nie będzie więc możliwe ich przeszukiwanie, indeksowanie w wyszukiwarkach i wygodne kopiowanie. W niektórych przypadkach nawet czytanie może być trudne.

Wzór nowego dokumentu tożsamości zaproponowało Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji. Nowy dokument ma umożliwiać elektroniczny kontakt z urzędami i będzie wzbogacony o elektroniczny nośnik danych.

Ponad 28 miliardów dolarów wart jest polski rynek teleinformatyczny. 70 proc. z tego przypada na telekomunikację, w tym płatną telewizję, a tylko 30 proc. na informatykę. Na Zachodzie proporcje są odwrotne.

W reakcji na mój tekst na temat komercyjnych elektronicznych baz danych aktów prawnych i faktu korzystania z nich przez państwo, mimo że zawierają błędy (tymczasem to państwo tworzy prawo i powinno "znać je" najlepiej), dostałem maila od doktoranta na wydziale Informatyki i Matematyki UMK w Toruniu, który twierdzi, że pracuje z kolegami nad systemem automatycznego ujednolicania tekstów ustaw.

Internet to przede wszystkim możliwość czytania wiadomości i szukania informacji. Coraz więcej z nas chce jednak dostępu do usług. Najchętniej korzystamy z bankowości elektronicznej. Czekamy jednak na zmiany w administracji publicznej.

Chodzi oczywiście o popularny program prawniczy – bazę aktów prawnych i orzecznictwa. Ostatnio głośno było w mediach o tym, że sędziowie całkowicie bezkrytycznie korzystają z tego typu komercyjnego oprogramowania i stają się ofiarami błędów jego twórców. Nie byłoby takich problemów, gdyby wreszcie powstał oficjalny elektroniczny urzędowy publikator.

Tylko dwie trzecie urzędów potrafi podać liczbę i rodzaj sprzętu, jaki jest w ich posiadaniu. Co trzeci nie tylko nie wie, ile ma komputerów, lecz także przyznaje się, że może mieć problem z inwentaryzacją, bo nie wie nawet, czy jest prowadzony specjalny rejestr.

Decyzja jednostki nadrzędnej i szkolenie pracowników to czynniki, które mogą skłonić polskie urzędy do migracji na wolne i otwarte oprogramowanie - wynika z badań z raportu Pentor RI przygotowanego dla Fundacji Wolnego i Otwartego Oprogramowania. Co ciekawe, aż 55% urzędów chce w przyszłości sięgnąć po jakieś otwarte programy. Powodem są głównie koszty rozwiązań zamkniętych.