300 tysięcy dziennie urządzeń pracujących na systemie operacyjnym Android jest aktywowanych każdego dnia. Tą informacją podzielił się ze światem za pośrednictwem Twittera Andy Rubin, wicedyrektor Google’a odpowiedzialny za oprogramowanie. W ciągu zaledwie kilku miesięcy udało się ten wskaźnik poprawić aż o połowę. Na początku sierpnia informowaliśmy o wzroście liczy sprzedanych smartfonów z Androidem o 885,9 proc., co pozwoliło jego twórcy zająć najniższe miejsce na podium. Na czwarte miała spaść Apple, jednak Steve Jobs nie chciał się z tym pogodzić. Jego zdaniem codziennie w tamtym czasie aktywowanych było 230 tys. urządzeń z iOS dziennie.
>> Czytaj więcej: Jobs: iOS ma więcej aktywacji od Androida
Faktem jest, że system amerykańskiej firmy przebojem wdarł się do światowej czołówki i wiele wskazuje na to, że niedługo może zdetronizować Symbiana fińskiej Nokii. System ten jest najczęściej używanym, ale głównie dlatego, że telefony Nokii są najczęściej kupowanymi. Nie brak jednak krytyków Symbiana.
:[SONDA]:Sukces Androida to jednak dobra wiadomość nie tylko dla Google’a. Bardzo wiele zyskały także HTC oraz Samsung. Ci dwaj producenci smartfonów postawili na Androida i wygrali. Opublikowane na początku października przez tę pierwszą firmę wyniki finansowe dobitnie wskazują, że system operacyjny Google’a napędza sprzedaż smartfonów.
>> Czytaj więcej: HTC: Rekordowe wyniki dzięki Androidowi
Zwiększona konkurencja na pewno pozytywnie wpłynie na rynek. Wszystkie firmy muszą dalej inwestować w rozwój swoich produktów. Dotyczy to także Google’a, który nie powinien wierzyć, że popularność Androida będzie rosła sama z siebie. Nokia, jeśli chce dalej liczyć się na rynku smartfonów, także powinna mocniej popracować nad swoim systemem operacyjnym. Może napisać go od nowa?
Apple’owi trudno będzie się pogodzić z zepchnięciem go z podium. Co wymyśli Steve Jobs? W Cupertino zapewne trwają intensywne prace nad kolejną wersją iOS. Jak to bywało ostatnimi czasy zostanie ona przedstawiona światu w świetle reflektorów i w wielkiej oprawie. Czy jednak przyniesie rewolucję?





