Mitsubishi Heavy Industries Ltd., największy japoński producent sprzętu wojskowego, poinformował dzisiaj, że padł ofiarą cyberataku. Firma podała, że pierwsze włamanie odnotowano 11 sierpnia. W niepowołane ręce dostały się systemowe informacje o firmie, w tym adresy IP. Rzecznik firmy podkreślił, że nie można wykluczyć, iż kolejne dane także wydostały się poza firmę. Prawdopodobieństwo tego jest jednak nikłe. Dodał, że informacje o kluczowych produktach i technologiach są bezpieczne.
Czytaj także: Sony z nowym szefem działu bezpieczeństwa
Według jednej z japońskich gazet, na które powołuje się agencja Reuters, zainfekowanych zostało około 80 komputerów w siedzibie firmy w Tokio, a także w stoczniach w Kobe i Nagasace, jak również w ośrodku systemów napędowych w Nagoi. Wszystkie te zakłady produkują kluczowe z punktu widzenia komponenty – łodzie podwodne i patrolowe, części do elektrowni atomowych, a także rakiety czy silniki.
Firma wygrała w zeszłym roku budżetowym 215 kontraktów Ministerstwa Obrony, wartych około 3,4 mld dolarów, a więc jedną czwartą rocznego poziomu wydatków resortu. Włamanie do Mitsubishi musi być więc potraktowane z należytą uwagą. Jeśli w ręce cyberprzestępców dostały się informacje odnośnie technologii, nie tylko Japonia będzie miała poważne kłopoty.
Należy mieć bowiem na uwadze, że wykorzystywane w Kraju Kwitnącej Wiśni technologie są na najwyższym światowym poziomie. Niewykluczony jest także spory wpływ amerykańskiej myśli technicznej – Japonię i Stany Zjednoczone łączy bowiem strategiczne partnerstwo.





