Vincent biegł tak szybko, że ledwo wyhamował przed drzwiami, na których widniała tabliczka „Uwaga! Premier!”. Stał jeszcze minutkę i czekał, aż jego rozradowane serduszko zwolni i łatwiej będzie mu złapać oddech. W końcu odważył się zapukać i wejść.
– Witaj Donaldzie! – krzyknął wesoło Mostkowski po otworzeniu drzwi.
– Czego chcesz, łajzo? – spytał uprzejmie Donald.
– Mam nowy pomysł na zdobywanie poparcia i budowanie szczęśliwego kraju! – mówił Mostkowski radosnym tonem socrealisty.
– Zdobywanie poparcia? – Donald zmienił ton. – No! Przyjacielu, siadaj i mów!
Mostkowski zajął wskazane miejsce przed biurkiem władcy. Siedział jeszcze chwilę uśmiechnięty. Radował się swoim antycypowanym tryumfem. Wreszcie zaczął…
– Pamiętasz debatę z internautami i blogerami? – spytał Vincent.
– Tak, ale to było przed kwietniem. Nie ma żadnego znaczenia – Musk wydawał się rozczarowany.
– Mylisz się, Donaldzie – odważnie powiedział Mostkowski. – Ten temat może wrócić w każdej chwili. Ostatnio było na posiedzeniu rady o tej ustawie hazardowej… z tej okazji niektóre internauty już nam wypominają, że nie jesteśmy tak otwarci, jak mieliśmy być, że zapominamy o tych spotkaniach, co miały być…
– Internauty? – Musk wydawał się zdziwiony. – Myślałem, że oni zajmują się krzyżem, tak jak reszta naszych owieczek. Mają temat do dyskusji i narzekań. Od hazardu niech się od…
– Donald! Wszystkich pod krzyż nie wygonisz! Posłuchaj mnie – Mostkowski wydawał się bardzo przejęty, więc Donald zmiękł.
– No dobrze – powiedział władca. – Jaki masz pomysł co do internautów?
Mostkowski poczuł, że nadchodzi jego pięć minut. Wstał z krzesła, wyprostował się i zaczął objaśniać swój pomysł z ogromną powagą.
– Jak wiesz, Donaldzie… przyjacielu mój… kochany, jedyny, najwspanialszy… proponowaliśmy internautom grupę inicjatywną i stworzenie platformy
internetowej o legislacji rządowej. Miały się jeszcze odbywać różne spotkania i prace miały trwać odpowiednio długo, aby wszystkie nasze owieczki wiedziały, że pracujemy nad czymś wielkim. A ja pomyślałem…
– IHAAHAHAAA… – Donald wybuchnął śmiechem, jakby usłyszał dobry żart. Opanował się jednak po chwili i zachęcił Vincenta do kontynuowania wypowiedzi.
– Pomyślałem – podkreślił minister – że nie trzeba żadnej platformy. Można wykorzystać strony WWW ministerstw i stronę Kancelarii Premiera. Wystarczyłoby, aby każde ministerstwo solidnie prowadziło dział „komunikaty” i aby przy każdym komunikacie był link do omawianego dokumentu czy tam projektu rozporządzenia lub ustawy. Uzupełnieniem tego rozwiązania byłaby jedna podstrona w kancelarii premiera, gdzie dałoby się znaleźć wszystkie projekty danego rządu uporządkowane tematycznie i chronologicznie. Komunikaty na stronie premiera mogłyby linkować do projektów…
– Co!? Zdrajco! Czy wiesz, o czym mówisz?
– Genialne prawda? – Mostkowski nie wyczuł zmiany nastroju Muska i dalej mówił z powagą. – Moje rozwiązanie byłoby tanie i można do niego wykorzystać istniejące serwisy. To naprawdę nic trudnego. Gdybyśmy konsekwentnie rzucali do sieci te wszystkie projekty i linkowali do nich w komunikatach…
– MILCZ! – krzyknął Musk.
Tym razem Mostkowski wyczuł napięcie. Zobaczył, że szef jest zły. Rozważał okazanie pokory poprzez wyrwanie sobie wątroby, ale nie był pewien, gdzie się ten narząd znajduje i czy politycy go mają.
– Powinieneś teraz wyrwać sobie wątrobę! – krzyknął Musk.
– Nie jestem pewien, gdzie…
– MILCZ – krzyknął znowu Musk. – Czy Tobie się naprawdę wydaje, że nikt nie wpadł na to, o czym mówisz?!
– Eeeełłłłeeee – potwierdził Mostkowski.
– Źle Ci się wydaje! – Musk splunął z obrzydzeniem. – Twój pomysł to katastrofa! Weźmy na przykład ostatnie prace Ministerstwa Kultury. Nasi przyjaciele od gazet poprosili nas o 1% ze sprzedaży cyfrówek. To niezgodne z prawem Unii i Polski, ale da się załatwić. Wiesz, czemu możemy im to załatwić?
– Internauty się tego czepiali – stwierdził Mostkowski z miną znawcy.
– Wcale by się nie czepiali, gdyby pary nie puściły te organizacje, które poinformowaliśmy o konsultacjach. Na stronie MKiDN nie było nic o konsultacjach. Informacja o projekcie rozporządzenia była ładnie schowana na stronie BIP. Ty sobie wyobrażasz, co by się działo, gdyby napisano na stronie głównej ministerstwa komunikat pt. „1% cen z aparatów cyfrowych pójdzie do OZZ”? Do tego może jeszcze dorzucić link do projektu rozporządzenia? Wiesz, o czym mówisz?
– No tak… każdy mógłby się zapoznać z planami ministerstwa… – odpowiedział Vincent.
– WŁAŚNIE. Zaraz by to podchwyciły duże media. My ułatwiamy wydawcom skok na TAKĄ KASĘ i nikt się nie czepia. Dlaczego? Bo udało nam się to zrobić prawie bezgłośnie. Nie całkiem bezgłośnie, bo organizacje takie, jak PIIT, puściły parę. Były jakieś teksty w Dzienniku Astronautów i kilku innych mało istotnych gazetkach. Generalnie jednak ten temat nie ruszył opinii publicznej, choć wielu ludzi kupuje cyfrzaki. Wszystko dzięki temu, że NIE informujemy wprost o wszystkich naszych planach.
– Donald… – Mostkowski opadł na krzesło po szoku – ale przecież… my chcemy być przejrzystym rządem. Prawda?
– NIE! My chcemy być uznawani za przejrzysty rząd.
UWAGA: Ten tekst nie jest newsem, a jedynie komentarzem do bieżących wydarzeń. Przedstawione wydarzenia są fikcyjne. Podobieństwo autentycznych nazw, osób i firm do tych występujących w tekście jest zamierzone przypadkowe. Cdn.





