Powyższy akapit dotyczy kwestii, o których wie każdy, kto
jest na swoim i próbuje to sprzedać (i każdy pracownik działu handlowego /
marketingu, który na swoim nie jest, ale nadal sprzedaje). Na przestrzeni lat
wykształciło się sporo pojęć i kierunków rozważań w dziedzinie marketingu.
Jednym z modnych ostatnio pojęć jest Real
Time Marketing (ang. marketing w
czasie rzeczywistym). Koncepcja zakłada, że działania marketingowe, które w
jakikolwiek sposób nawiązują do wydarzeń z ostatniego czasu (jest większe
prawdopodobieństwo, że odbiorca zrozumie przekaz komunikatu), które miały
miejsce w otoczeniu organizacji wykorzystującej RTM do promocji, mają dużo
większą skuteczność niż działania podejmowane niezależnie od aktualnych
wydarzeń.
Tło wydarzeń
4 listopada 2017 roku
świat obiegła informacja, że wtyczki, które dystrybuuje system płatniczy
Przelewy24.pl, posiadają krytyczne luki bezpieczeństwa. Przelewy24.pl to jeden
z największych graczy na rynku przelewów online w Polsce. W jednej chwili
setki, a nawet tysiące firm zorientowało się, że wtyczki, które mają
zainstalowane w obrębie swojej witryny, wtyczki, które pośredniczą przy
przepływach pieniężnych – mają krytyczne błędy bezpieczeństwa. Jak się okazuje
firma o błędach wiedziała dzień wcześniej. Czas między wykryciem błędów, a
opublikowaniem komunikatów (na najnośniejszych stronach: Niebezpiecznik.pl i
ZaufanaTrzeciaStrona.pl) był czasem, podczas którego spółka miała możliwość na
poprawienie błędów. Redakcja Niebezpiecznika ocenia reakcję firmy jako
doskonałą.
Powyższa perspektywa nie
była zbyt korzystna dla podmiotów, które miały zainstalowane podatne wtyczki,
niemniej jednak CashBill zwietrzył idealną okazję na zbudowanie swojego
wizerunku na kanwie porażki swojego konkurenta…
Reakcja CashBill na wpadkę konkurenta
CashBill tego samego dnia
postanowił opublikować post, który widnieje niżej.
źródło:
https://niebezpiecznik.pl/ [dostęp: 17.11.2017 r.]
Autorem komentarza jest
pracownik działu handlowego CashBilla. Nie trzeba być przesadnie przenikliwym,
aby dostrzec nawiązanie do zaistniałej sytuacji i sposób, w jaki CashBill
odnosi się do swojej konkurencji.
Sam komentarz też wymaga chwili zastanowienia. Najpierw pojawia się post,
który zuchwale podsumowuje konkurencję i sugeruje niezawodność narzędzi
CashBill, natomiast 4 godziny później pojawia się komentarz pracownika, który
dopuszcza możliwość pojawienia się draki. Czyżby post firmy na tyle zachęcił
fachowców, że już w niecałe trzy godziny po publikacji udowodnili CashBillowi,
że ich wtyczki jednak są dziurawe?
Reakcja internetu na cwaniactwo CashBill
Nawet pracownicy takiej
firmy jak CashBill powinni wiedzieć, że powyższy post zadziała na internautów
jak płachta na byka. Facebook to nośne medium, a o popisie firmy z Katowic
napisał nawet portal Niebezpiecznik.pl. To musiało skończyć się źle. Źle dla
CashBilla.
12 listopada portal
ZaufanaTrzeciaStrona.pl opublikował artykuł pod tytułem „Nie śmiej się dziadku
z cudzego wypadku. CashBill się śmiał i sam tak miał” okraszając go poniższym
obrazkiem:

źródło:
https://zaufanatrzeciastrona.pl/ [dostęp: 17.11.2017 r.]
Jak dowiadujemy się ze
wspomnianego artykułu Mateusz, którego komentarz widzimy powyżej, znalazł lukę
bezpieczeństwa w narzędziach CashBill – około 8 godzin po opublikowania
komentarza przez Michała, czyli 12 godzin po opublikowaniu wpisu przez
CashBill. Dość słaby wynik jak na Krajową Instytucję Płatniczą. Wynik słaby, a
luka poważna bo pozwalała manipulować statusami transakcji, co w konsekwencji
prowadziło do tego, że atakujący mógł otrzymywać towary czy usługi, za które
nie zapłacił. Zmiana zachodziła lokalnie – narażony na straty był wyłącznie
klient CashBill, a nietrudno przeoczyć niezapłacone transakcje, gdy dziennie
obsługujemy ich kilkaset lub gdy obsługuje je pracownik, który nie ma dostępu
do panelu CashBill.
Bezpieczeństwo systemów informatycznych
Każdy, nawet laik, który
od czasu do czasu korzysta z webowego interfejsu bankowego czy aplikacji
mobilnej powinien mieć świadomość, że nie
ma w 100% bezpiecznych systemów. Jeśli jakieś narzędzie podłączone jest do
publicznej sieci to prędzej czy później ktoś złamie zabezpieczenia (jeśli
będzie chciał).
Krótkowzroczność CashBill
wynika najprawdopodobniej z tego, że nie mają doświadczenia na głębokich
wodach, daleko im do poziomu firm Przelewy24 czy PayU (który dostarcza im
rozwiązania płatnicze). Każda firma, bowiem, musi pamiętać, iż fakt, że system,
którego używa nie został złamany, wynika stąd, że wzbudził niedostateczne
zainteresowanie. CashBill postanowił pochwalić się swoimi osiągnięciami i kilka
godzin później jego narzędzia były skompromitowane – skompromitowana była
również marka, w odróżnieniu do firmy Przelewy24, które zareagowały wzorowo.
Podsumowanie i nauka płynąca ze studium przypadku
Buta CashBill pokazała
dobitnie, że do komunikacji z klientami w związku z tak delikatną i ważną
dziedziną działalności jak bezpieczeństwo, należy podchodzić z pokorą i
szacunkiem. Ponadto, w przypadku CashBill warto byłoby wziąć pod uwagę miejsce
w szeregu, które jest dość niskie i sam CashBill jako klient firm oferujących
współpracę w modelu white label (to taki system, gdzie firma A (np. PayU)
udostępnia firmie B (np. CashBillowi) swoje narzędzie, ale tak, by nie było
tego widać na pierwszy rzut oka), który nie stoi nawet obok właściwych
rozwiązań płatniczych, nie może się równać z pełnoprawnymi firmami z branży, a
co dopiero z nich kpić.















